Le Mans 24h – po 18 godzinach

Toyota z coraz większymi szansami na historyczne zwycięstwo

Noc i świt to jak zwykle na Le Mans okresy obfitujące w ciekawe i rozstrzygające wydarzenia. Nie inaczej było tym razem, choć do ostatecznych rozstrzygnięć jeszcze daleko jak nigdy. Pogoda się wyklarowała, ale możemy być za to świadkami najbliższego finiszu w historii, bowiem po 3/4 wyścigu czołówka jedzie zaledwie w kilkusekundowych odstępach. Nieco zaskakująco w walce o podium w tej chwili nie liczy się Audi, a na pewno nie liczy się w walce o zwycięstwo i to po raz pierwszy od kilkunastu lat.

Gdy tylko zapadł zmrok walka czołówki rozgorzała na dobre. Audi na dobre też popadło w problemy, gdyż i #7, i #8 musiały zaliczyć przynajmniej kilku lub kilkunastominutowe postoje z obsługą mechaników. Tymczasem Porsche z Toyotą co chwila wymieniały się prowadzeniem, zależnie od postojów w boksie. Jeszcze przed północą zaczęły się jednak poważne problemy 919 #1. Po zjeździe do boksów auto zostało wepchnięte do mechaników, gdzie spędziło ponad godzinę na, jak się potem okazało, wymianie pompy paliwowej. Po powrocie na tor okazało się, że naprawa nie rozwiązała problemu zdecydowanie za wysokich temperatur, pokazywanych przez telemetrię. W związku z tym auto ściągnięto znów na bardzo długi postój i wymieniono pompę wody. Dopiero to pozwoliło na powrót do rywalizacji, ale załoga teraz walczy jedynie o honor, tracąc 38 okrążeń do lidera.

Trudno natomiast napisać jednoznacznie kto jest liderem. Walczą bowiem dwie Toyoty z Porsche #8. Toyoty jadą w odstępie kilku sekund od siebie i odstępie kilkunastu, kilkudziesięciu za lub przed Porsche w zależności od układu pitstopów. Japońskie samochody są bowiem nieco wolniejsze od 919, ale są też bardziej wydajne i w tej chwili mają nad Porsche przewagę jednego zjazdu do boksów mniej. Cała walka będzie więc do ostatnich minut wyścigu rozgrywać się pomiędzy szaleńczym tempem Porsche i stabilną, ale bardzo szybką, jazdą Toyoty. Dawno całe podium nie jechało tak blisko po 18 godzinach ścigania.

Nie można też zapomnieć o dramatach klasy prywatnych LMP1. Zespół Rebelliona w tym roku zajmuje się niestety głównie wyścigami mechaników w garażu, gdyż oba, wydawałoby się sprawdzone samochody, spędziły już w boksach wiele ponadnormatywnych minut. Tak oto Rebellion #12 podróżuje obecnie na 41 miejscu ze stratą 46 okrążeń do lidera, natomiast #11 jedzie jako ostatni w całej rywalizacji, stratę już lepiej pominę. Także drugi prywatny zespół ByKolles, o walce w tym Le Mans może już zapomnieć. Walczyli i tak tylko o dojechanie, a mechanicy wykazali się jeszcze przed startem składając auto niemal od zera po sporym pożarze. Nad ranem kłopoty z ogniem powróciły. Nazywajmy rzeczy po imieniu – auto po prostu zapaliło się na torze i to całkiem sporym płomieniem. Nic się z tym nie udało zrobić i załoga musiała się wycofać.

Szarża Forda na razie powstrzymana przez Ferrari

W klasie LMP2 lideruje Signatech Alpine #46 przed G-Drive #26 tracącym do liderów całe okrążenie i trzecią ekipą zespołu SMP Racing, jadącą z kolei dwa okrążenia za wiceliderem. Wydaje się więc, że sytuacja jest ustalona i bezpieczna, ale do przekroczenia linii mety nic na Le Mans nie jest pewne. Klasa małych prototypów, też miała już swoje dramaty. Zaczęło się od zespołu KCMG, który był wśród liderów, kiedy problemy techniczne zmusiły kierowcę do zjazdu i dłuuuugieeego postoju w boksach. Wydawało się, że jakiekolwiek szanse na podium jeszcze są, ale niestety problemy z elektryką nie zostały rozwiązane i auto wracało do boksów, aż skończyło porzucone gdzieś na torze przez kierowcę, który wypadł z nitki asfaltu, zdaje się, że właśnie w wyniku problemów technicznych. Z rywalizacji o liczące się pozycje odpadł także Manor po uszkodzeniu pojazdu i długim postoju w boksie. Niejednym z resztą. Najbardziej dramatyczny był jednak poranny wypadek #35 zespołu Baxi DC, która to załoga jechała na czwartym miejscu. Wypadek nie był poważny, można wręcz powiedzieć, że nieco głupi / prosty, ale w wyniku kontaktu z barierą połamane zostało przednie zawieszenie, co oznaczało koniec ścigania. Z rywalizacji wycofał się też jadący w czołówce zespół TDS Racing.

W GT Pro także nie brakło dramatów. Sytuacja już nie wygląda tak pięknie dla nowego Forda GT. Prowadzi Ferrari 488 od Risi Competizione ze zwycięskim składem wcześniej jeżdżącym w AF Corse, teraz jednak decyzją fabryki, kierowcy fabryczni Fisichella i Vilander, zostali przesunięci do Risi – widać innym też trzeba dać wygrywać. Drugi ze stratą pół minuty jest Ford #68. Za Panami jest długo, długo nic i ze stratą ponad jednego okrążenia jest kolejny Ford GT, za którym z kolei także jedno okrążenie dalej podąża Aston Martin #95. Tu także nie obyło się bez dramatów po wypadku Corvetty #64 już nad ranem. Wypadku dość prosto wyglądającym i niezawinionym przez kierowcę, ale wyrzucającym z wyścigu załogę. Choć nie liczyli się w walce o podium to po takim wysiłku i przejechaniu ponad połowy wyścigu, zawsze jest to dramat dla zawodnika i ekipy.

W GT Am sytuacja jest nieco bardziej ustalona. Prowadzi Ferrari 458 #62 od Scuderia Corsa z okrążeniem zapasu nad drugim Porsche Abu-Dhabi Proton Racing i trzecim, ze stratą dwóch okrążeń do liderów, Ferrari #83 AF Corse. Tu także sprawa jest otwarta, bo okrążenie różnicy to tyle co nic na Le Mans.

Poranek przyniósł szczyt błędów i szczyt zmęczenia. Tak kierowców jak i maszyn. Rywalizacja znów się zacieśnia i jeszcze wiele może się wydarzyć. Kto wie, może nawet Audi stanie jeszcze na podium. Pewne jest, że sprawa zwycięstwa będzie otwarta do normalnych minut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *