O mnie

Cześć! Skoro już, drogi użytkowniku Internetu, zagubiłeś się w jego czeluściach na tyle, by trafić na tę stronę, należy Ci się nieco informacji o jej autorze i wyjaśnienia po co w ogóle powstała.

Na początek formalności, czyli nazywam się Marcin, urzęduję w stolicy naszego kraju-raju i choć urodziłem się niemal wraz z końcem poprzedniego ustroju, to nie miałem wątpliwej przyjemności by go zapamiętać. Motoryzacją interesuję się od… zawsze? Dosłownie. Duża w tym zasługa mojego taty, który daaaawno temu, samemu będąc modelarzem lotniczym, kupił mi i mojemu bratu zdalnie sterowane modele samochodów. Z resztą jak pomyśleć, to przygotowywał nas na to już wcześniej. Kiedy ledwo odrosłem od ziemi i stanąłem na własnych nogach, wychodziliśmy pod blok, gdzie na parkingu rysował kredą tor, a ja miałem po nim jeździć zdalnie sterowaną zabawką. Skończyło się tak, że praktycznie do matury co drugi letni weekend (i niektóre zimowe) pakowaliśmy się w piątek do samochodu i jeździliśmy na zawody po całej Polsce. Więcej o mojej przygodzie z modelarstwem przeczytacie tutaj, pewne jest natomiast to, że to hobby zaszczepiło mi pasję do motoryzacji, mechaniki i całej otoczki. W końcu który dwunastolatek rozróżnia dyferencjał kulowy od planetarnego? Siłą rzeczy człowiek się tego uczył i zaczynał interesować.

Jakiś tam wyścig się w życiu wygrało 😉

Kolejnym etapem, wedle mojego wymarzonego planu, miał być karting. Wszystko było gotowe. Kontakty do odpowiednich osób w Automobilklubie znane. Pojechaliśmy więc na rundę Kartingowych Mistrzostw Polski na torze w Lublinie, który już nawet nie istnieje. Świetna sprawa. Szczęka opadała, kiedy oglądało się, z jaką prędkością wchodzą w zakręty, a po wszystkim zawodnicy zdejmowali kombinezony, pod którymi na pasach mieli ochraniacze na żebra. Takie siły przyjmowały ich organizmy. To było to. Chodziliśmy więc i szukaliśmy wśród zawodników chętnych do sprzedaży sprzętu. Jednak, równie szybko jak zdążyły wykiełkować, moje marzenia zostały ścięte przez problemy ze zorganizowaniem się i szarą polską rzeczywistością finansową. Jako „niespełniony kierowca wyścigowy” tak naprawdę nigdy się nie poddałem i wciąż próbuję, planuję. Jeśli tylko uda mi się w końcu zorganizować możliwość startu, na pewno nie omieszkam się tą informacją podzielić.

Pasja do motoryzacji, mechaniki i inżynierii ukształtowała sporą część mojego życia. Definiuje nie tylko spędzanie wolnego czasu, co moja rodzina dzielnie znosi, ale również wybór kierunku edukacji, a nawet kariery zawodowej. Jako dorosłemu człowiekowi pozostało mi na razie tylko obserwowanie, emocjonowanie się, pasjonowanie i zbieranie informacji o motoryzacji i sportach motorowych. Kiedyś, gdzieś w zamęcie internetowych dyskusji stwierdziłem,  że nie chcę tylko czytać informacji przekazywanych przez innych ale też samemu je tworzyć, a przede wszystkim wyrażać swoje opinie. Tak powstała strona, którą właśnie odwiedzacie.

Do Rafała Sonika jeszcze nieco brakuje

Jeżdżę na weekendy wyścigowe, rajdy, imprezy, pokazy, wystawy, targi, śledzę w telewizji, Internecie i innych mediach, ściągam prasę zza granicy. Wszystko z pasji do motoryzacji, chęci jej poznawania i zdobywania wiedzy. Wszystko też po to, by mogły powstawać wpisy na „4 kółka i nie tylko”.

Znajdziecie tu nie tylko „standardowe” relacje z rywalizacji, zachęcające do dyskusji o wyścigach, ale chyba przede wszystkim artykuły w nieskrępowany sposób wyrażające moje opinie o różnych aspektach życia motoryzacyjnego i motorsportów, opisujące rzeczywistość w taki sposób w jaki ją postrzegam. Często też sięgam do przeszłości by opisać dla was niesamowite historie, których w dziejach motoryzacji i sportów motorowych jest pełno.

Na podium Total 24 hours of Spa 2018

Zapraszam więc do czytania, komentowania i… wspólnego pasjonowania się motoryzacją!