Warsaw Oldtimer Show 2016

W dniach 14-15 maja 2016 w podwarszawskim Nadarzynie odbyła się połączona z aukcją wystawa Warsaw Oldtimer Show. Co ciekawe nie była to jedyna impreza traktująca o klasykach, odbywająca się w tamten weekend. Na konkurencyjnej Auto Nostalgii byłem już jednak kilkukrotnie, o czym możecie przeczytać TUTAJ, tym razem postanowiłem więc odwiedzić Oldtimer Show. Wielokrotnie większa powierzchnia wystawiennicza obiecywała potencjalnie ciekawszą imprezę, choćby ze względu na samą ilość eksponatów. Zapraszam do przeczytania o moich wrażeniach i o tym czy stosunek powierzchni do atrakcyjności jest taki prosty, jakby się mogło wydawać.

Teren targów robi wrażenie. Hale wystawiennicze w Nadarzynie są naprawdę potężnych rozmiarów. Oldtimer Show odbywało się w dwóch z nich. Pozwolę sobie na chwilę poruszyć kwestie wejściówek i finansowe. Otóż tutaj organizatorzy popisali się jakimiś dziwnymi działaniami. Z jednej strony można było kupić jedynie pakiet minimum dwóch biletów w cenie 40 zł, a z drugiej kupując bilet na oficjalnej stronie byliśmy zachęcani by skorzystać z kodu na Grouponie i kupić dwa bilety w cenie jednego. Dla nieco sprytniejszych była opcja wejścia niemal darmowego, po wylegitymowaniu się egzemplarzem ostatniego wydania magazynu Auto Świat, czyli przy 1/8 ceny normalnego biletu. Nie bardzo rozumiem co przyświecało w tym wszystkim pomysłodawcom, zapewne chodzi o jakieś zawyżenie danych odnośnie sprzedanych biletów, czy odwiedzających. Nie mnie oceniać. Natomiast o pomstę do nieba woła opłata parkingowa 20 zł, niezależnie czy wjeżdża się na 10 minut, czy na dobę. No chyba, że płacimy gotówką, wtedy „mistrz parkingowy” do kieszeni bierze dychę. Witamy w Polsce, chciałoby się rzec.

Wyścigowe BMW serii 6

Wracając do imprezy właściwej. Samochody ustawione były na dużych, otwartych przestrzeniach hal oraz w wydzielonych stanowiskach typu box. Z pewnością było co oglądać i to nie tylko w temacie pełnoprawnych klasyków. Całość nie miała odgórnej koncepcji, natomiast podobne, w różnym znaczeniu tego słowa, samochody, stały obok siebie. Na przykład cały rząd BMW, czy Mercedesów, stanowisko z klasykami przerobionymi do wyścigów, czy autami amerykańskimi.Osobna, mniejsza hala, wydzielona była na aukcję pojazdów zabytkowych, której nie dane mi było podziwiać, natomiast samochody biorące w niej udział już tak. Mogliśmy więc zobaczyć replikę już niemal legendarnej Syreny Sport, klika ciekawych Porsche, w tym także 911-stkę w barwach Martini, czy rzadkie i nietypowe Clio V6, które jak widać także zaliczane jest już do klasyków.

Renault Clio V6

Nie mogło również zabraknąć „klasyków wśród klasyków”. Stał więc Jaguar E-Type w kolorze, a jakże, British Racing Green, niepowtarzalny Citroen DS, Mustangi, AC Cobra oraz kilka modeli Corvetty z różnych epok. Mnie w szczególności przypadło do gustu stanowisko z samochodami Austin Healey, której to konstrukcji po Warsaw Oldtimer Show stałem się fanem. Ma po prostu w sobie to coś. Łuki, detale, chromy, szprychowe koła, składany dach, długą maskę… Nie tylko Austin przypadł mi do gustu. Kilka Volvo Amazon ustawionych w różnych miejscach targów również zrobiło wrażenie. Niby auto znane i lubiane, niby o typowej sylwetce sedana, ale znów łuki, linie i detale robią z niego obiekt westchnień. A propos Volvo – można było zobaczyć także słynne P1800.

Volvo Amazon

Powinienem się poprawić. Wcześniej powiedziałem, że nie było żadnego odgórnego zamysłu i rozkładu tematycznego. Otóż przynajmniej w jednym miejscu był, bowiem w hali aukcyjnej mogliśmy także zobaczyć ekspozycję tematyczną, na którą składały się mniej lub bardziej znane prototypy polskich inżynierów. Tam znalazł się jeden z dwóch ocalałych egzemplarzy Syreny 110. Przykro pomyśleć, że projekt porzucono ze względu na zakup licencji Fiata 125p, a przecież 110-tka wyprzedzała go myślą technologiczną o całą epokę. Skoro przy 125p jesteśmy, to był także egzemplarz wersji 4×4. Stały tam także prototypy Beskida, Warsa, Ogara, który swoją sylwetką robi wrażenie nawet dziś, dziwoląg znany jako Polski Fiat 1500 coupe, ale także konstrukcje nowocześniejsze, jak na przykład Lanos w wersji pickup.

FSO Ogar

W tej samej hali ustawiono samochody biorące udział w aukcji, ale także kilka typowych eksponatów. Z ciekawszych umieszczonych tam pojazdów warto wymienić Ferrari Testarossę, 512BB, 250 (o ile się nie mylę), ale także choćby Forda T. W drugiej hali podziwiać można było także stoiska z kilkoma wozami militarnymi, czy stricte z Warszawami, bardzo ładnie wyremontowanymi z resztą. Poza tym na targach znalazło się także miejsce dla zabytkowych motocykli, a nawet bardzo współczesnych samochodów do driftu. Było także kilka dodatkowych atrakcji do podziwiania, jak na przykład zawody modeli zdalnie sterowanych.

Ferrari Testarossa

Czy targi mi się podobały? Tak. Noo… właściwie to podobały mi się samochody, te praktycznie zawsze się obronią. Co do samej imprezy pozwolę sobie niestety jeszcze nieco ponarzekać. Główne hale były MASAKRYCZNIE ciemne. Mam na myśli ciemne dla kogoś chcącego robić ładne zdjęcia (wierzcie mi, że musiałem się napocić by te w tekście wyglądały znośnie), ale także po prostu dla ludzkiego oka. W końcu nie po to te auta są dopieszczane i non stop polerowane, żeby czasem nie miały nawet szansy przykuwać wzroku błyszczącymi elementami i lakierem. Nieco lepiej sytuacja wyglądała w wydzielonych stanowiskach, ale tylko nieco. Zdecydowana większość samochodów nie miała także żadnej informacji, tabliczki ani opisu, z czym mamy do czynienia. Ja – interesując się tematem – nie zawsze wiedziałem na co patrze, natomiast wielu ludzi mijało choćby polskie prototypy, wyprzedzające o lata świetlne to, co mogliśmy oglądać w tamtych czasach na ulicach, nawet nie zwracając na nie uwagi, bo co to za, jakieś nieco wymęczone, plastikowe „cosie”. Szkoda. Na koniec nie mogę nie ponarzekać na jeszcze jedną, nazwijmy to atrakcję, której byłem świadkiem. Otóż w jednej hali, po jakimś tam niezrozumiałym, podanym wcześniej komunikacie, odpalono auto ze stuningowanym silnikiem (Mercedes). Ja o swój słuch dbam i interesując się wyścigami wiem jakie decybele wylatują z rur wydechowych takich potworów. Dlatego po pierwsze gratuluję osobom, które stały sobie spokojnie 3 metry od tego auta i nie czuły potrzeby zatykania uszu – znaczy to, że już są w połowie głuche. Po drugie za karygodne uważam pozwolenie przez organizatorów by samochód został odpalony, kiedy w okolicy po hali przemieszczają się matki z małymi dziećmi w wózkach, którym taką zabawą słuch można uszkodzić trwale, już na dzień dobry na tym świecie, przy czym oczywiście nie podarowano maluchom na wejściu żadnych słuchawek tłumiących takie odgłosy, ani nic w ten deseń. Na koniec jeszcze jedna rzecz. Naprawdę duża powierzchnia hal i samochody porozstawiane po nich w sposób raczej dowolny, to pół biedy. Dużo gorzej, że eksponaty nie były w stanie zapełnić tej powierzchni i często wyglądała ona po prostu na pustą. Niby fajnie, że nie stoją auta co 10 centymetrów i możemy podziwiać każde z osobna, ale jeśli stoją czasem co 3-5 metrów, a na środku hali jest jeszcze sześciometrowe przejście przez całą długość, to wygląda to słabo.

Wnętrze amerykańskiego, wojskowego Cadillaca

Ponarzekałem swoje, ale nie zaprzeczam – samochody mi się podobały, jak zwykle z resztą. Może też przyzwyczaiłem się do innych warunków po targach poznańskich, które zorganizowane są na zupełnie innym poziomie. Wyższym oczywiście. Za rok jednak z przyjemnością wybiorę się na kolejną edycję konkurencyjnej Auto Nostalgii. Was natomiast zachęcam do odwiedzenia którejkolwiek z imprez i wyrobienia sobie opinii, a przede wszystkim skorzystania z możliwości podziwiania pięknych klasyków.

Poniżej jeszcze drobna galeria dla was:

    
   
 
                 
      
     
   
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *