F1 Grand Prix Hiszpanii 2016

To się nazywa udany transfer!

Śledząc tegoroczną rywalizację Formuły 1 nie mogę wprost oprzeć się wrażeniu, że czuwa i prowadzi ją jakaś niewidzialna siła, która interweniuje wprowadzając zamieszanie i dodatkową akcję, kiedy tylko pojawia się szansa na typowy, przewidywalny i nieco nudny wyścig, z jakich znane są minione sezony. W tegorocznym GP Hiszpanii tą “niewidzialną siłą” najpierw byli kierowcy Mercedesa, a potem zdaje się, że stratedzy Red Bull Racing i Ferrari. Choć w wyścigu poza walką w czołówce wiele się nie działo, to z pewnością zaliczyć go należy do tych, które jeszcze kilka okrążeń przed końcem, miały co najmniej dwa scenariusze na finisz. Scenariusze nie pozwalające jednoznacznie stwierdzić czy układ sił na podium jest ustalony i bezpieczny.

Do startu wyścigu wszystko wydawało się przebiegać wedle z góry ustalonego i znanego nam planu. W treningach dominował Mercedes i czasem podgryzające go Ferrari. Wydawało się jednakże, że Red Bull dysponuje lepszym tempem w odniesieniu do głównych konkurentów niż zwykle. Pierwsze zaskoczenie i potwierdzenie tych przypuszczeń przyniosły kwalifikacje. Te zwyciężył, wracający do dobrej formy eliminacyjnej, Lewis Hamilton przed Nico Rosbergiem. Za nimi jednak ustawił się rząd zawodników Red Bulla z Ricciardo przed debiutującym w barwach “dorosłego” zespołu Verstappenem. Osoby obserwujące jazdę Maxa spodziewały się po nim dobrych wyników, między innymi dlatego znalazł się w RBR, chyba jednak nikt nie spodziewał się ich tak szybko. Dopiero za nimi ustawiła się linia zaskoczonych kierowców Ferrari, którzy myśleli, że będą zdecydowanie bliżej konkurencji z Mercedesa. Tak w kwestii tempa na torze, jak i odległości na starcie.

Wydawać by się mogło, że na torze, tak dobrze znanym kierowcom i zespołom z testów, nie może stać się nic nieprzewidzianego. Zgodnie z tym sam start przebiegł bez żadnych kontaktów. Świetnie wystartował Nico Rosberg, który wyprzedził Hamiltona i już na dojeździe do pierwszego zakrętu prowadził wyścig. Kimi Raikkonen dla odmiany wystartował słabiej i stracił nieco pozycji, natomiast Vettel zdołał rozdzielić dwa Red Bulle.

Krótkie chwile kierowców Mercedesa w tym wyścigu

W GP Hiszpanii z reguły najbardziej emocjonujący jest start, potem nieraz mamy do czynienia z tzw. procesją przez cały wyścig, jako że zespoły na tak dobrze znanym obiekcie mają ustalone tempo, z kolei wyniki po kwalifikacjach dają układ stawki po prostu nie zmuszający nikogo do wyprzedzania w czasie wyścigu, a jeśli taka konieczność będzie miała miejsce, to jest przecież bardzo długa prosta, która w połączeniu z systemem DRS ułatwia wyprzedzanie. Z drugiej jednak strony tor jest bardzo wymagający jeśli chodzi o pracę aerodynamiki pojazdów, więc zbliżanie się na długich, szybkich zakrętach do rywali jest niemożliwe, co z kolei utrudnia wyprzedzanie. To czyni wyścigi w Katalonii z reguły niezbyt emocjonującymi.
Wszystkie te dane już na czwartym zakręcie wyścigu popsuli kierowcy Mercedesa. Po wjeździe na szczyt za “eskami” 1 i 2 Hamilton zdecydowanie lepiej wszedł w długą prawą trójkę i na wyjściu z niej wręcz wyskoczył tuż pod skrzydło słabiej przejeżdżającego zakręt Rosberga. Ten z kolei jeszcze przed startem ustawił inny niż zwykle tryb pracy jednostki napędowej, przez co przy przejeździe przez trzeci zakręt jego system odzyskiwania energii zaczął działać, dodatkowo go spowalniając. Kiedy tylko Nico zrozumiał co się dzieje, zaczął w zakręcie przełączać tryby pracy jednostki napędowej. W tym samym momencie w okolicy jego prawego tylnego koła wystrzelił Hamilton próbujący wejść na wewnętrzną przed kolejnym zakrętem. Rosbergowi nie wystarczyło po prostu percepcji ludzkiego umysłu. W jednej chwili nie tylko prowadził samochód jedną ręką jadąc w zakręcie ponad 200 km/h, ale także musiał oceniać pozycję partnera za jego plecami w malutkim lusterku bocznym bolidu. Niemiec zdaje się źle ocenił prędkość zbliżania Lewisa i zamknął go na torze dość gwałtownym manewrem. Hamilton nie mając gdzie się podziać uciekł na trawę, gdzie stracił przyczepność, obrócił się, po czym wypadł na tor uderzając i zabierając ze sobą bolid Rosberga. Tym samym cały zespół Mercedesa został wyeliminowany jeszcze przed połową pierwszego okrążenia. Na prowadzeniu znalazły się tak naprawdę trzy Red Bulle. Dwa z “dorosłego” zespołu i trzeci Carlos Sainz w Torro Rosso, któremu udało się wyprzedzić Vettela tuż przed wypadkiem razem z odzyskującym pozycję Verstappenem.

Tak właśnie udział zakończyli zawodnicy Mercedesa

Wznowienie rywalizacji oznaczało walkę Red Bulli i Ferrari. Oba zespoły oddalały się od reszty stawki w tempie nie pozwalającym innym nawet myśleć o konkurowaniu z nimi o podium. Jedynym trzymającym tempo liderów był Carlos Sainz, jednak z czasem i on został wyprzedzony, po czym zaczął tracić dystans. Zgodnie z charakterystyką obiektu od tego momentu, przy dość wyrównanych osiągach bolidów obu teamów, swoje głowy zaczęli wysilać stratedzy, chcący znaleźć dodatkowe sekundy przewagi dla swoich zawodników. Wyścigowe szachy zaczęły się już na dwunastym okrążeniu, kiedy to na pierwszy pitstop zjechał Daniel Ricciardo. Okrążenie później to samo zrobili Raikkonen, a dopiero cztery okrążenia później Vettel, któremu zdawało się, że zaplanowano tylko dwie wizyty w boksach.

Taka taktyka pozwoliła się już kilka okrążeń później zbliżyć Vettelowi do prowadzącej dwójki Red Bull Racing. Jadący kawałek za nimi Raikkonen nie był z kolei w stanie zbliżyć się do prowizorycznego podium. Jednak dogonić kogoś w Hiszpanii to jedno, a wyprzedzić kogoś to drugie. Prawda ta dała o sobie znać po raz pierwszy, kiedy Vettel zbliżył się do Maxa. Zmniejszony docisk podczas podążania blisko za rywalem, uniemożliwił atak Sebastianowi. Verstappen z kolei zaczął mocno obciążać swoje świeże opony podnosząc tempo i zbliżając się do prowadzącego Ricciardo. W tym samym czasie w reszcie stawki działo się niewiele. Główne wyprzedzania jakie mieliśmy to kierowców zespołu Haasa, nieco walki Saubera i Renault z tyłu oraz mozolne przebijanie się Massy po nieudanych kwalifikacjach.

Ricciardo i Vettel stoczyli zacięty pojedynek

Na dwudziestym ósmym okrążeniu faktem stało się także rozdzielenie strategii zawodników Red Bull Racing. Na pitstop zjechał bowiem Ricciardo, który miał agresywną strategię z trzema zjazdami. Dwa okrążenia później w boksach pojawił się z kolei Sebastian Vettel, który mimo wcześniejszych przypuszczeń, okazał się także jechać na trzy pitstopy. Tym samym na czele pozostali blisko jadący Verstappen z Raikkonenem, którzy pojawili się w alei serwisowej sześć okrążeń później i na zmienionych oponach mieli wytrzymać już do końca wyścigu, utrzymując plecami goniącą dwójkę Vettel – Ricciardo na świeższych oponach. Pojedynek o wygraną stał się pojedynkiem strategii wyścigowych i oczywiście ich realizacji przez kierowców.

Przez kolejne prawie trzydzieści okrążeń mogliśmy obserwować niezły popis umiejętności prowadzących kierowców. Zaczęło się od Ricciardo doganiającego Vettela po kolejnym zjeździe obu zawodników. W połączeniu z DRSem szybki w trzecim sektorze Red Bull stwarzał Ricciardo szanse na atak na Sebastiana na końcu długiej prostej startowej. Ataków było kilka, jeden już praktycznie udany, ale bardzo mądra i spokojna (pomimo komunikatów radiowych) obrona Vettela, pozwoliła mu utrzymać lokatę. Z przodu z kolei Raikkonen siedział na ogonie Maxa. Osiemnastolatek jechał jednak nadspodziewanie pewnie i spokojnie, nie popełniając praktycznie żadnych błędów. Kimi nie otrzymał nawet jednej realnej szansy na atak, cały czas jadąc w cieniu swojego rywala.

Obecny sezon jest dla Ricciardo niesprawiedliwy, tak jak i niesprawiedliwe było zakończenie występu w Hiszpanii. Na kilka okrążeń przed metą pękła opona w samochodzie Daniela, przez co stracił szansę na podium, nawet mimo dowiezienia do mety czwartej lokaty. Z przodu natomiast historyczne zwycięstwo ze względu na wiek, karierę i narodowość odniósł Max Verstappen. Holender przez cały wyścig jechał nie jak młodziak, ale jak stary wyjadacz pewien swoich umiejętności i znający wszelkie zawiłości tej rywalizacji, a przy tym dysponujący świetnym tempem charakterystycznym dla grupy “młodych gniewnych” tego sportu. Verstappen jednak był w stanie to tempo utrzymać przez cały wyścig, a kiedy trzeba pomyśleć także o strategii i o rywalu w lusterkach. Świetna jazda i nie bez powodu przyrównuje się to zwycięstwo do pamiętnego triumfu Vettela na deszczowej Monzie. Wielu z resztą widzi w Maxie odpowiednik Sebastiana dla Red Bulla, a być może i przyszłego mistrza świata. Na pewno jego jazda w miniony weekend daje podstawy by tak myśleć.

Raikkonen nie był w stanie zaatakować Verstappena

Ciekawe co teraz wydarzy się wewnątrz Mercedesa. Ciekawe co wydarzy się w głowie Hamiltona, który ostatnimi czasy wydaje się łatwiej poddawać emocjom. Ciekawe też, co by się stało, gdyby to Vettel jechał na dwa pitstopy. Moim zdaniem byłby w stanie zaatakować Maxa. To jednak domniemania i historycznego wyniku Verstappenowi nikt nie odbierze, a Kwiat może chyba na dobre pożegnać się z marzeniami o powrocie do RBR.

Teraz czas na Monaco. Tam to pewnie się będzie działo. Jak zawsze z resztą!

2 thoughts on “F1 Grand Prix Hiszpanii 2016

  • Maj 27, 2016 at 10:45 pm
    Permalink

    Słodzenie słodzeniem, ale czy ani trochę sobie na te pochwały nie zasłużył?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *