Dakar 2016: OS5

Paulo Goncalves na swojej Hondzie

Piąty odcinek tegorocznego rajdu przyniósł dalszy ciąg dominacji Peugeota oraz prawdziwy pogrom w kategorii quadów. Niestety pech nie ominął także naszych reprezentantów i mocno doświadczył Poland National Team.

W kategorii motocykli odcinek można by podsumować w dwóch słowach: renesans KTMa. Kierowcy tej marki zajęli bowiem całe OSowe podium. Zwyciężył Price przed Svitko i Walknerem, a więc nazwiska znane już nam z poprzednich edycji, jako należące do pretendentów do zwycięstwa. Bort finiszował czwarty ze stratą niecałych siedmiu minut do zwycięzcy. Generalnie sytuacja w czołówce jednośladów jest bardzo wyrównana. Piąty w generalce Price traci niecałe trzy minuty do liderującego Goncalvesa, a w realiach dakarowych trzy minuty, to po prostu nic. Nasi zawodnicy, czyli Kuba Piątek i Maciek Berdysz, finiszowali odpowiednio na 34. i 100. pozycji. Ten pierwszy zmagał się z usterką motocykla, ale żeby było “śmieszniej” nie tylko zawodnicy miewają na Dakarze problemy ze sprzętem. Kuba po ukończeniu odcinka nie miał gdzie odpocząć, gdyż na dojeździe do biwaku… zepsuł się zespołowy kamper.

Samochody to kolejny pogrom w wykonaniu Peugeota i kolejne zwycięstwo etapowe na koncie “debiutanta” Loeba. Zwyciężył plasując się przed swoimi kolegami Sainzem i Peterhanselem oraz czwartym Nasserem, który po raz kolejny jako jedyny w ogóle zbliżył się do tempa Peugeotów, ale znów po etapie powiedział, że jechał na kompletne maksimum możliwości, a mimo to nie był w stanie odrobić do nich ani sekundy. Zdaje się, że Peugeot zrobił naprawdę świetne auto, co widać nawet na relacjach. Buggy, które nie zarzuca tyłem i prowadzi się niemal jak auto z napędem na wszystkie koła. Wszystko to można zauważyć po prostu obserwując styl jazdy kierowców i zachowanie auta. Niesamowite.

Kuba Przygoński zajął na tym etapie bardzo dobre 14. miejsce, 21. była załoga Vanagas / Rozwadowski. Adam Małysz finiszował natomiast na 26. pozycji, a zmagał się przy tym z poważnymi objawami choroby wysokościowej (zawodnicy wjeżdżali na ponad 4500 metrów!), a Czachor/Dąbrowski na 29., więc pojechali świetnie odrabiając straty po wczorajszej ogromnej stracie i przebijając się na przód stawki by dać sobie lepszą pozycję startową w kolejnych odcinkach. Trzeba pamiętać, że start z dalszych pozycji jest dla szybszych zawodników zawsze bardzo niebezpieczny, gdyż jadąc w kurzu wolniejszych zawodników, muszą wykonywać nieraz dziesiątki wyprzedzań dziennie, nieraz jadąc niemal na ślepo. Dobrze, że ten etap Panowie mają za sobą.

W tym roku to nie buggy Robby’ego Gordona króluje na trasach.

Jak wspominałem na początku prawdziwy pogrom dokonał się w klasie małych czterokołowców i to w problemy dotknęły głównie ścisłą czołówkę. Zaczęło się od wypadku Marcelo Medeirosa, który złamał obojczyk i co oczywiste, zakończył swój udział w rajdzie. Potem problemy techniczne dotknęły Abu-Isse, a prawie godzinę na tym odcinku stracił Ignacio Casale, który walczył z awarią jednostki napędowej. Niestety pech dosięgnął także Rafała Sonika i to pech, nazwijmy to ostateczny. Usterka z którą Rafałowi nie udało się uporać przed wjazdem do parku zamkniętego, dała o sobie znać na drugiej części etapu maratońskiego i zakończyła się wybuchem silnika w jego quadzie. Sonik czekał na podholowanie przez któregoś zawodnika, ale udało się podjechać tylko kawałek. Potem nasz reprezentant czekał na ciężarówki, które miały go ściągnąć na biwak, jednak holowanie za takim potworem okazało się zbyt niebezpieczne, gdyż w tumanach kurzu załoga ciężarówki, nie mogła by dostrzec w lusterkach małego quada. Tym samym Rafał dojechał, a właściwie został dostarczony, na serwis przez tubylców, a to oznacza wycofanie się z rywalizacji. Jak sam mówi “cztery lata pech mnie omijał, kiedyś w końcu musiał dopaść”. Może to i prawda, ale szkoda, jak zawsze z resztą.
Po tych przetasowaniach zaskakującym liderem kategorii został Rosjanin Karyakin.

Kamaz odrodził się w kategorii ciężarówek za sprawą zwycięstwa etapowego Nikolaeva. Drugi finiszował Kolomy, a trzeci Villagra. Nieco gorzej poszło tym razem De Rooy’owi z Darkiem Rodewaldem w składzie, który uplasował się na 8. pozycji. Pech nie omija nawet tych, wydawało by się pancernych, konstrukcji. Z rajdu po problemach technicznych musiał wycofać się Ales Loprais, jadący w ścisłej czołówce. W generalce podium okupuje Villagra, przed Versluisem i Stacey, ale całe podium mieści się w 21 sekundach (!!!). Czwarty czai się De Rooy, a gdzieś tam z oddali powoli do czołówki zbliżają się Kamazy. Ojjj tak dawno i nietypowo wśród ciężarówek nie było od dawna.

Dziś zawodnicy zaliczają kolejny trudny OS, bo najdłuższy w rajdzie i liczący niemal 550 km, do czego dochodzi jeszcze 180 km dojazdówki. Odcinek wiedzie dookoła największego solniska na świecie, czyli Salar de Uyuni, gdyż przejazd przez nie w poprzedniej edycji imprezy spowodował tak ogromne problemy ze sprzętem dla całej stawki, że w tym roku organizator postanowił nie skazywać ekip na podobną mordęgę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *