Dakar 2016: na półmetku

W edycji 2016 zawodnicy uciekają i przed rywalami, i przed pogodą.

Tegoroczny Dakar znacząco różni się od poprzednich edycji. Zdaje się, że większą część winy za to można przypisać trasie o innym charakterze niż dotychczas. Wycofanie się z organizacji imprezy Peru i Chile pozbawiło rajd tras stricte pustynnych, z których jest tak znany. Zamiast tego na zawodników czekają setki kilometrów odcinków bardzo twardych, kamienistych i nieraz krętych niczym OSy rajdów WRC. Odbija się to na rywalizacji, w której „starzy wyjadacze” Dakaru stracili część przewagi wynikającej z doświadczenia i umiejętności nawigacji na dużych, otwartych terenach, natomiast dodatkowego kopa dostali debiutanci ścigający się wcześniej w imprezach o innym charakterze, jak chociażby mistrzowie enduro na motocyklach, czy Sebastien Loeb i Mikko Hirvonen. Nie bez wpływu na przebieg rajdu jest też aura, która w tym roku zamieniła suchą, zapyloną rywalizację, w zmagania z błotem i odwoływanymi OSami, na których trasa jest zmywana, a potoki przekraczane przez zawodników zmieniają się w potężne rzeki.

W kategorii motocykli dawno nie mieliśmy tyle niewiadomych na półmetku rywalizacji. Zakończenie kariery motocyklowej przez Despresa i Comę otworzyło drogę do walki o zwycięstwo całej, całkiem licznej, grupie zawodników, której przewodzi Joan Barreda Bort na Hondzie. Ponadto do zmagań w tym roku dołączyło kilku zawodników znanych z zawodów enduro, którzy nie kryli zdziwienia z tego jak dobrze radzą sobie w rywalizacji oraz jak trasa im pasuje. Jednak mimo iż rajd w tym roku jest nad wyraz łaskawy dla startujących i odpada niewielu zawodników, to przez charakter trasy wśród motocyklistów mamy dawno niespotykaną ilość wypadków zakończonych bardzo poważnymi kontuzjami.
Wydawało się, że głównym pretendentem do zwycięstwa będzie wspominany wcześniej Bort, który od samego startu świetnie sobie radził i gdyby nie kary za przekroczenie prędkości na dojazdówkach, dość pewnie prowadziłby w rajdzie. Dobrze spisywał się cały zespół Hondy, który z resztą po czwartym etapie okupował całe podium klasyfikacji generalnej. W zdecydowanym odwrocie był natomiast od lat startujący w Dakarze zespół KTM z m. in. Walknerem i Pricem w składzie. Przed nimi plasował się nie tylko team japońskiej marki, ale także choćby Ruben Faria na Husqvarnie. Od samego początku okazało się jednak, że ten rajd nie będzie łaskawy dla potencjalnych liderów. Świetnie jadący na pierwszych, skróconych odcinkach Pain, od razu po „prawdziwym” starcie rajdu, czyli wyjeździe na długie, ciężkie odcinki, napotkał problemy techniczne i spadł do trzeciej dziesiątki. Podobny pech spotkał Alaina Duclos. Ogromne straty zaliczył także Jordi Viladoms, który pod nieobecność Comy i Despresa, wreszcie miał być liderem KTMa. Nic z tych rzeczy. Najlepszym zawodnikiem tej marki przez dłuższy czas był Słowak Svitko, plasujący się tuż za podium, a przez chwilę nawet prowadzący w rajdzie. Wkrótce miał się zacząć prawdziwy pogrom.

Toby Price jest jednym z faworytów do zwycięstwa.

Na czwartym odcinku specjalnym, tuż przed metą, poważnie połamał się jeden z enduro-debiutantów Alexander Renet. Do przyjazdu służb zaopiekowała się nim Laia Sanz, która znalazła nieprzytomnego zawodnika, leżącego obok trasy. Potem przyszedł szósty etap, który naprawdę przetrzebił stawkę jednośladów, a przyczyniła się do tego także wysokość, na jakiej jechali zawodnicy, przekraczająca momentami nawet 4500 metrów nad poziomem morza. Na odcinku odpadło aż siedmiu zawodników, w tym Ruben Faria, który uległ wypadkowi i mocno się połamał oraz główny pretendent do zwycięstwa, czyli Barreda Bort. Zawodnik zatrzymywał się kilkukrotnie na odcinku by naprawiać sprzęt i o ile dotoczył się do mety etapu, to uszkodzenia były na tyle poważne, że dzień później nie pojawił się już na starcie siódmego odcinka. Odcinka, na którym wypadkowi uległ kolejny z grupy liderów i rozkręcającego się powoli teamu KTMa, czyli Matthias Walkner. Etap siódmy znów przebiegał pod dyktando pogody i pojawiających się potężnych burz, które zmusiły organizatorów do skrócenia trasy. Niemniej wraz z wyjazdem dakarowej kawalkady na bardziej otwarte tereny coraz lepiej radzili sobie doświadczeni zawodnicy, a straty odrabiał Price jadący na KTMie. Koniec końców po połowie rajdu liderem jest Goncalves, czyli jedyny ocalały na podium z zespołu Hondy, który jeszcze kilka dni temu w całości je zajmował. Za nim plasują się Price i Svitko na KTMach i obaj są w odległości pozwalającej na atak. Ciut dalej, ale wciąż z szansami nawet na wygraną są Quintanilla i debiutujący endurowaiec Benavides.
Nasz Kuba Piątek nie liczy się może w walce o zwycięstwo, ale zbiera doświadczenie jadąc swoim, bezpiecznym tempem w okolicy przełomu 3. i  4. dziesiątki klasyfikacji i obecnie zajmuje 29. lokatę. Samotnie walczący z wszystkimi przeciwnościami Dakaru Maciej Berdysz plasuje się na 82. pozycji.

Czy doświadczenie Peterhansela wygra z szybkością Loeba?

Rywalizację samochodów można w sumie podsumować jednym słowem: Peugeot. Kierowcy tej marki całkowicie zdominowali walkę i wymieniają się etapowymi zwycięstwami. Gwiazdą jest oczywiście Sebastien Loeb, który choć debiutuje, to w chwili obecnej jest liderem rajdu. Za nim plasują się zespołowi koledzy, czyli Peterhansel i Sainz, a więc całe podium należy do francuskiej marki. Czwarty w klasyfikacji generalnej jest Nasser Al-Attiyah, w którego wypowiedziach można już wręcz wyczuć nieco rezygnacji. Nasser twierdzi, że ciśnie ile tylko może, ale nie jest w stanie zbliżyć się do Peugeotów, a na swoim koncie ma dotychczas bodaj tylko jedno etapowe podium. Przyznaje jednak, że Dakar jest długi i walczy on, by utrzymać się możliwie blisko za Peugeotami i o zwycięstwo końcowe, a nie etapowe. Nie można zapomnieć, że w Dakarze jedna gorsza chwila zaprzepaszcza wszystko. Świetnie jedzie też debiutujący Hirvonen, który jest piąty za Nasserem, choć do lidera ma już ponad pół godziny straty.
Dominacja Peugeota przyćmiła praktycznie wszystkich. De Villiers w nowym Hiluxie robi co może, ale jest dopiero szósty, niemal bez szans na awans na podium. Nie błyszczy także zeszłoroczna rewelacja – Yazeed Alrajhi. Nie chodzi o to, że jedzie źle. Zajmuje ósme miejsce w generalce, jadąc najszybciej jak się da. Po prostu przy łatwości z jaką odjeżdżają im Peugeoty, osiągnięcia reszty stawki bledną. Choćby team Robbyego Gordona jest w tegorocznej rywalizacji zupełnie niewidoczny. Brak też spektakularnych wykluczeń z rajdu i największym pechowcem na razie pozostaje Bernhard Ten Brinke, któremu na nic zwycięstwo w prologu rajdu, skoro kilka odcinków później jego Hilux spłonął, zapewne z powodu rozgrzanej opony na pace pickupa.

Adam Małysz walczący ze zrywającym się holem.

Nie jest to niestety łatwy rajd dla naszych reprezentantów, choć bardzo dobrze jedzie debiutujący za kierownicą samochodu Kuba Przygoński w Mini, który plasuje się na 15. pozycji. Równie dobrze spisuje się na poszczególnych etapach załoga Dąbrowski/Czachor. Z rozgrywki o dobre miejsca wyeliminowała ich jednak usterka skrzyni biegów na czwartym OSie i ogromna kara czasowa, którą otrzymała załoga oprócz strat poniesionych na odcinku specjalnym. Tym niemniej jadą dalej i to pomimo naprawdę potężnych problemów, za co wielkie brawa. Jeszcze większe brawa, choć niestety w przykrych okolicznościach, należą się załodze Małysz/Panseri. Auto Adama zepsuło się na wczorajszym odcinku specjalnym, akurat przed dniem odpoczynku, kiedy to mechanicy dokonują generalnego remontu samochodów. Poszło najprawdopodobniej sprzęgło i zawodnikom nie udało się usunąć usterki, więc czekali na swoją ciężarówkę serwisową, która (jak się później okazało) nie miała nawet części do ich Mini… Dojechali więc na biwak już bardziej nad ranem, niż w nocy, ciągnięci przez ciężarówkę, z co chwila zrywającym się holem. Naprawiali go, nieraz wychodząc na krawędź urwiska po nocy. Jak stwierdził w Internecie sam Adam: może i dobrze, że po ciemku nie widział tych urwisk, bo gdyby widział, to w życiu by nie wysiadł z auta. Kiedy zjawili się na mecie, już jej nie było tj. organizator zwinął manatki. Teraz więc mechanicy walczą ze sprzętem, a załoga z pozwoleniem na dopuszczenie do dalszej rywalizacji i możliwością dokończenia rajdu. Nie można też zapominać o załogach z naszymi pilotami. Potężny Hummer, którego pilotem jest Rafał Marton, plasuje się na dobrej 23. pozycji, a Toyota teamu Vanagas/Rozwadowski na 27.

Nawet lokalni bracia Patronelli nie spodziewali się takich warunków.

W kategorii quadów ten rajd także nie zapisze się dobrze w pamięci polskich kibiców. Jak na pewno już wszyscy wiedzą, po usterce sprzętu na piątym odcinku, odpadł broniący tytułu Rafał Sonik. Usterka miała swój początek już dzień wcześniej, na pierwszej części etapu maratońskiego, jednak Rafałowi nie udało się jej usunąć przed wjazdem do parku zamkniętego. Rafał jednak dalej jedzie z dakarową karawaną i już zapowiedział powrót na kolejne edycje. Patrząc obecnie na klasyfikację generalną, której przewodzą obaj bracia Patronelli, można powiedzieć, że tego się spodziewaliśmy. Jednak przebieg rywalizacji nie wskazywał, że tak to będzie wyglądać, a bracia znaleźli się na czele w wyniku wielu zawirowań i pecha innych zawodników, gdyż sami jadą, nie ukrywajmy, poniżej tego, co prezentowali w minionych edycjach imprezy. Na piątym OSie odpadł nie tylko Sonik, a odcinek był podobnym dramatem dla quadów, jak później odcinek szósty dla klasyfikacji motocykli. Pogrom zaczął się od wypadku Medeirosy, który złamał obojczyk. Następnie na trasie, z powodu awarii sprzętu, stanął Abu-Isse, a chwilę później Casale, następnie Rafał Sonik. Wszyscy Panowie musieli później wycofać się z rywalizacji. Tak więc czołówka praktycznie w całości odpadła, a przez chwilę w rajdzie prowadził, ku zaskoczeniu wszystkich, Rosjanin Karyakin. Niemniej wydaje się, że zwycięstwo ma dużą szansę należeć do Patronellich, chyba że Karyakin do spółki z Hernandezem i Feriolim zaczną mocno nadrabiać straty.

Hans Stacey goni odrabiające straty Kamazy.

W kategorii ciężarówek także nie brak zaskoczeń. Przez większość dotychczasowej rywalizacji stawce przewodziły holenderskie załogi Iveco i MANa, a królujące od lat Kamazy znajdowały się daleko w tyle. Dopiero ostatnie dwa dni przyniosły zmiany i dobre wyniki etapowe Kamaza, które od razu pozwoliły im wskoczyć na podium. Teraz prowadzi Versluis w MANie, przed Iveco De Rooya (z polskim mechanikiem Darkiem Rodewaldem w składzie), przed szybko zbliżającymi się dwoma Kamazami Mardeeva i Nikolaeva. Piąty jest Stacey w kolejnym MANie i trzeba przyznać, że sprawa wygranej w kategorii ciężarówek jest wciąż w pełni otwarta, gdyż między pierwszym a piątym miejscem jest niecałe 12 minut różnicy, co w realiach dakarowych znaczy tyle, co nic. Niestety w wyniku usterki technicznej z rywalizacji odpadła jadąca w czołówce Tatra Alesa Lopraisa.

Dakar 2016 ma też na swoim koncie bardzo przykre zdarzenia. Już na otwarcie rajdu miał miejsce wypadek w którym mocno poturbowanych zostało kilku kibiców, a wczoraj dowiedzieliśmy się, że na trasie zginął jeden z fanów, który po prostu wybiegł pod nadjeżdżający pojazd i nie zostawił kierowcy miejsca, ani czasu na ominięcie.

Dąbrowski i Czachor walczą dalej mimo potężnych problemów.

Oprócz kategorii samochodów, gdzie można być niemal pewnym, że wygra Peugeot, trudno wskazać potencjalnych zwycięzców. No i trzeba pamiętać, że i Peugeot ma doświadczenie w grupowym odpadaniu z rywalizacji tuż przed jej końcem – niezorientowanym polecam zaznajomienie się z przebiegiem rywalizacji w Le Mans 24h 2010. Szkoda, że jest to impreza tak nieudana dla naszych reprezentantów. Pozostaje obserwować rywalizację innych zawodników, patrzeć jak ogromny wpływ na nią ma pogoda i jak zmieniła się trasa w stosunku do poprzednich edycji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *