Dakar 2015: na półmetku

Tegoroczny Dakar daje w kość wszystkim.

Choć we wszystkich kategoriach liderzy pozostają niemal niezmienni, to tegoroczny rajd Dakar jest niemałą huśtawką emocjonalną dla Polskich kibiców. Od wiadomości złych, niestety nawet tych najgorszych, do bardzo dobrych związanych z wynikami naszych reprezentantów. Podczas gdy kierowcy samochodów i ciężarówek są właśnie na na najtrudniejszym, maratońskim etapie rajdu, quadowcy i motocykliści zaliczają dzień odpoczynku. Czas więc przyjrzeć się wydarzeniom na trasie, których byliśmy świadkami.

Rozpocznę od wiadomości niemiłych. Warto bowiem mieć świadomość czym rajd Dakar jest, a choć jest niesamowitym wyzwaniem i wielkim marzeniem wielu pasjonatów sportów motorowych, to jest także ogromnym niebezpieczeństwem zagrażającym zdrowiu, a nawet życiu uczestników. Dlatego impreza zabrała życie już aż 28 uczestników. Ostatnim na liście jest polski motocyklista Michał Hernik. Znaleziono go tuż przed końcem 3. etapu rajdu, niestety już bez szans na uratowanie. Jego organizm po prostu nie wytrzymał połączenia wysiłku i temperatury jaką musiał znosić w czasie jazdy. Michał debiutował w rajdzie. Przygotowywał się do niego dwa lata, zaciekle trenując. Chciał tylko zrealizować swoje marzenie.
Niestety tragicznych informacji w polskiej dakarowej rodzinie było więcej. Jeszcze przed starem z rywalizacji wycofał się Jacek Czachor, który otrzymał informację o śmierci swojego czternastoletniego syna.
Rajd jedzie dalej. Warto jednak za każdym razem mówiąc o tej imprezie pamiętać o tym, jak wielkim, ciężkim i śmiertelnie niebezpiecznym przedsięwzięciem jest dla każdego biorącego w niej udział. Warto pamiętać o tych, którzy odeszli realizując swoją pasję.

Michał Hernik

Powoli wróćmy więc do rywalizacji toczącej się w Ameryce Południowej. W rywalizacji motocyklistów jesteśmy świadkami iście szachowej rozgrywki, jakiej nie widzieliśmy od lat. Toczą ją Joan Barreda Bort i Marc Coma. Od samego początku Barreda pokazuje niesamowitą szybkość na etapach, gdzie ważniejsza jest czysta jazda. Marc Coma natomiast ma przewagę doświadczenia i umiejętności na etapach, gdzie na pierwszy plan wychodzi umiejętność nawigacji wedle roadbooka, czyli choćby tych typowo pustynnych. Skutkiem tego Barreda Bort stara się trzymać Comy na etapach nawigacyjnych, ten drugi natomiast stara się nie tracić za wiele do Borta na odcinkach szybkościowych, jednocześnie zbyt nie ryzykując. Panowie nie mogą jednak skupić się jedynie na walce między sobą, gdyż w zasięgu bezpośredniego ataku tak na Comę, jak i liderującego Borta jest trzeci Paulo Goncalves. Ciut za nimi, ale dalej blisko jak na realia Dakaru, są zawodnicy zaskakujący świetną jazdą, czyli Quintanilla oraz debiutujący Price. Choć brakuje im jeszcze nieco doświadczenia to już nieraz w tym roku pokazywali, że prędkością dorównują najlepszym. Jeśli dopisze im nieco szczęścia, to kto wie, gdzie znajdą się za tydzień na mecie?
Jeśli chodzi o Polaków, to przyznam, że jestem nieco zawiedziony postawą Kuby Przygońskiego. Obecnie jest 24. w klasyfikacji generalnej i na etapach regularnie finiszuje w trzeciej dziesiątce. Nie są to oczywiście złe wyniki, ale Kuba w minionych latach pokazywał już o wiele lepszą jazdę, gdzie spokojnie łapał się do najlepszej dwudziestki, a czasem nawet finiszował w pierwszej dziesiątce. Czy to po prostu spadek formy w tym roku, czy może Kuba stracił serce do Dakaru? Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. Debiutujący Jakub Piątek zajmuje całkiem niezłą 39. pozycję i oby złapał bakcyla do tej imprezy!

Ruben Faria na trasie rajdu

Klasyfikacja generalna quadów to bodaj najbardziej radosna tabela dla Polaków. Tu bowiem prowadzi Rafał Sonik i szczerze mówiąc, nie chcę zapeszać, ale Rafał w tegorocznym rajdzie jedzie wręcz wyśmienicie. Na 6 rozegranych odcinków wygrał trzy (w klasyfikacji jednego spadł potem przez karę związaną z niesprawnymi systemami i przekroczeniem prędkości). Zwycięstwami wymienia się ze swoim głównym rywalem Ignacio Casale, jednak sumarycznie to Rafał jest górą. Oprócz kary, a podobną ma na swoim koncie także Ignacio, Sonik jedzie na razie bezproblemowo jeśli chodzi o kwestie techniczne, nie popełnia błędów nawigacyjnych a w dodatku utrzymuje świetną prędkość. W pewnej odległości za tymi dwoma liderami jest Sergio Lafuente i na pewno do końca rajdu, będzie dla nich groźny. Rafał finiszował już trzeci i drugi w Dakarze. Nie pozostaje zatem nic innego jak mocno trzymać za niego kciuki i aby szczęście sprzyjało do końca rajdu.

Rafał Sonik spisuje się świetnie.

Wśród samochodów lideruje Nasser Al-Attiyah w Mini. Tuż za nim jest Giniel de Villiers w Toyocie i Yazeed Alrajhi, także w samochodzie japońskiej marki. Podczas gdy Nasser i Giniel prezentują równą, bezbłędną i szybką jazdę, której mogliśmy się po nich spodziewać, to Yazzed jest prawdziwą rewelacją tegorocznego rajdu. Ten debiutant (!!!) ustrzegł się do tej pory poważnych błędów, a tempem nie ustępuje najlepszym. W ogóle Toyoty w tym roku są niespodziewanie mocnymi rywalami dla Mini. Taką konkurencją nie jest niestety wracający do Dakaru Peugeot. Choć kierowcy tego zespołu trzymają niezłe tempo, to nie jest ono wystarczające by finiszować na podium. W dodatku 2008 DKR nękają „choroby wieku dziecięcego” nowej konstrukcji, których po prostu nie da się ustrzec. Miał je tak Cyril Despres, jak i Stephane Peterhansel oraz Carlos Sainz. Ten ostatni prezentował się najlepiej z reprezentantów francuskiej marki. Wyciskał z auta 110%, co skończyło się niestety awarią turbosprężarki na czwartym etapie. Ogromna strata i dojazd na biwak dopiero po 3:30 w nocy następnego dnia, a w wyniku przerażająco mała ilość snu. To wszystko przyczyniło się zapewne do błędu, jaki Carlos popełnił dzień później, którego wynikiem było pięciokrotne koziołkowanie, kompletne rozbicie Peugeota i wycofanie z rywalizacji. Szczęścia nie miał także Nani Roma, który mimo niezłego tempa, miał już pierwszego dnia poważną awarię Mini, która wykluczyła go z walki o najwyższą stawkę. Podobna historia przydarzyła się Orlando Terranovie. Kolejnym pechowcem jest Robby Gordon, który mimo dobrej jazdy i dosłownie latania ponad wydmami swoim potężnym Hummerem, zaliczył dużą stratę po awarii hydrauliki w pojeździe.
Jak w tym wszystkim odnaleźli się Polacy? Z pewnością wiecie już, że pech dopadł Adama Małysza i Rafała Martona. Adam jechał niezłym tempem i to na etapach nie odpowiadających jeszcze specyfikacji jego buggy, jednak pod koniec drugiego etapu auto doszczętnie spłonęło. Całe szczęście, że załoga wyszła bez szwanku pomimo bardzo gwałtownego pożaru. Mam nadzieję, że Adam wróci na pustynne trasy jeszcze szybszy. Marek Dąbrowski jedzie całkiem dobrym tempem, jednak problemy techniczne i strata z nimi związana zepchnęły go na 35. miejsce w klasyfikacji. Na 28. miejscu jest załoga Beaupre/Lisicki w BMW. Bardzo dobrze radzi sobie Krzysztof Hołowczyc, który zajmuje 4. lokatę i pomimo straty do podium, dalej jest ono w jego zasięgu w perspektywie całego rajdu. Nie może jednak zapominać o zawodnikach za nim, którzy są bardzo blisko.

Latający Hołowczyc

Na koniec potwory Dakaru – ciężarówki. W tym roku bezsprzecznie królują Kamazy, które zajmują cztery pierwsze miejsca i praktycznie walczą między sobą. Pech dopadł w tym roku Gerarda de Rooya w Iveco, którego problemy techniczne zepchnęły na 24. miejsce, a to on zawsze był głównym zagrożeniem dla kawalkady Kamazów. Dzielnie zastępował go Ales Loprais, który po kilku edycjach zmienił Tatrę na MANa i zajmował drugą lokatę, jednak kilka problemów, w tym nawigacyjnych oraz po prostu z pokonaniem wydm, zepchnęło go na obecnie zajmowaną, szóstą lokatę.
W tej kategorii również mamy powody do zadowolenia. Załoga Szustkowski/Kazberuk/Skrobanek w Tatrze Jamal od początku walczyła z problemami, jednak nie poddała się. Skutek? Lepsza jazda z etapu na etap, w tym finisze w pierwszej dwudziestce i stąd zajmowane obecnie 21. miejsce w klasyfikacji z poważnymi perspektywami na awans, jeśli tylko Panowie dalej będą jechać tak dobrze. To, na chwilę obecną, najlepszy wynik Polaków w kategorii ciężarówek w nowej erze Dakaru, więc oby tak dalej!

Polska Tatra na trasie

Właśnie, a co dalej? Dalej są etapy, które mogą unieważnić wszystko to, co przeczytaliście powyżej. Następne odcinki to maratony, czyli etapy, między którymi nie można korzystać na biwaku z pomocy serwisu i załogi mogą liczyć jedynie na siebie i innych uczestników rajdu. Coś takiego przeżywają załogi ciężarówek i samochodów, a po trwającym właśnie dniu przerwy z maratonem zmierzą się quadowcy i motocykliści. Z resztą – potem wcale nie będzie łatwiej.

Pozostaje więc śledzić rajd, podziwiać piękne widoki na tereny, które muszą pokonywać uczestnicy i trzymać kciuki za naszych.

PS. Przeczytaliście właśnie setny wpis na mojej stronie. Wszystkim, którzy czytają moje wypociny od początku lub zrobili to po raz pierwszy szczerze dziękuję i jeśli podoba wam się czytanie tego, co mam po prostu ochotę napisać, to jest to dla mnie ogromny komplement. Dzięki!

Zdjęcia użyte we wpisie pochodzą ze stron dakar.com i dakar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *