2008, czyli młody klasyk

To była najlepsza szansa Felipe na tytuł.

Patrząc na to co się dzieje w obecnym sezonie, czy w minionym oraz oglądając nowe bolidy, do których mieliśmy od 2009 roku już dość czasu by się przyzwyczaić, tymczasem dalej wyglądają dla mnie jak rozjechane żaby, czy też nieudolne dzieła współczesnych naśladowców Leonarda da Vinci, nie mogę odepchnąć od siebie myśli, że przecież lepiej już było. Ba! Myślę, że mieliśmy szansę oglądać bodaj najciekawszy sezon F1 ostatnich kilku dekad z jednymi z najładniejszych bolidów w historii tego sportu w ogóle. Dodać to tego bardzo mocny polski akcent i już jest co wspominać…

Mowa oczywiście o sezonie 2008. Ostatnim nietkniętym przez znane nam dziś kombinowanie z KERSem, “ekologicznością” F1, obcinaniem docisku, czy o zgrozo DRSem. Szczerze mówiąc myślę, że ten sezon zakończył pewną epokę w Formule 1. Epokę szczytu rozwoju wedle tych, jeszcze bardziej tradycyjnych, regulaminów i ciut bardziej dopuszczających pewne kombinacje i innowacyjność w bolidach. Epokę rozwoju niektórych dziedzin bo teraz inżynierowie musieli przenieść swoją uwagę na inne.

Jeden z najpiękniejszych bolidów jakie powstały. Serio.

Oczywiście dalej bolidy się rozwijają. Teraz jednak rozwój skupiony jest w okół miejsc niewidocznych dla większości, a zupełnie niedostępnych uwadze laików i osób okazjonalnie oglądających ten sport. Główny rozwój bowiem jest skupiony w rejonie wydechu i dyfuzora. Resztę aerodynamiki znacznie obcięto w wyniku planu redukcji docisku po 2008 roku. Moim zdaniem jednak tamte bolidy można uznać za jedne z najładniejszych jakie kiedykolwiek poruszały się po torach także z czysto technicznego punktu widzenia. Każdy bowiem kto na nie popatrzył od razu wiedział – te kosmiczne kształty, skrzydełka, przelotki i reszta to nic innego jak szczyt możliwości zabaw człowieka z powietrzem i dociskiem.

Hamilton, mimo kontrowersji, pokazał świetną jazdę.

Jednym z argumentów za skasowaniem wszystkich tych dodatków aero był problem z pozostawaniem ich na torze po każdym kontakcie, co powodowało konieczność wyjazdu Safety Cara i uprzątnięcia ich fragmentów by nie poprzebijały opon całej stawce. Cóż… w zamian dostaliśmy przednie skrzydło szersze od samego bolidu, a którego nie widzą kierowcy ze swojego “miejsca pracy”. Czym to wszystko skutkuje już dobrze nauczyliśmy się przez ostatnie kilka lat. Kwestię wyglądu już nawet pominę bo to nie ona jest wyznacznikiem szybkości o którą się na torach walczy.
Potem doszedł pfffffffff KERS i pfffff DRS, czyli urządzenie (pierwsze) podnoszące koszty, z którymi się podobno walczy i (drugie) pięknie wpływające na zabicie walki na torze oraz manewru wyprzedzania, i zamienienie ich na manewry mijania, które pięknie wyglądają w statystykach…

Wielki szacun dla Felipe za to co nam pokazał w 2008.

Sama rywalizacja to równie piękna historia. Dość powiedzieć, że walka o tytuł rozstrzygnęła się na ostatnim zakręcie ostatniego wyścigu i to w momencie, kiedy Felipe Massa już kilka sekund cieszył się z tytułu Lewis Hamilton wykonał ostatni manewr, który przechylił szalę na jego stronę. Muszę powiedzieć, że wtedy też zacząłem darzyć Massę wielką sympatią i szacunkiem. Kiedy stał na podium widać było, że jest zdruzgotany tym co się stało, ale też jak wielką pasją, miłością i całym życiem jest dla niego to co robi. Może nie jest najlepszym kierowcą. Może to był najlepszy sezon jego jazdy jaki był mu dany. Mimo to takich zawodników “z duszą” nie potrafię nie szanować.
Nie mogę także zapomnieć o naszej gwieździe. Kubica zaliczył wtedy swój najlepszy sezon za kierownicą przepięknego BMW F1.08 przegrywając ostatnie miejsce podium nawet nie punktami a zajętymi miejscami. Zaliczając pierwsze Pole Position. Pierwszą wygraną. Ehhh… tyle pięknych wspomnień mamy z tego sezonu. Dlaczegóż to, ah dlaczegóż BMW musiało porzucić rozwój bolidu pod koniec sezonu, na rzecz nowej konstrukcji, która i tak okazała się porażką?

Po tylu latach w zamian otrzymujemy to:

Mój ulubiony mistrz i wygląd nowych bolidów…

Oczywiście przesadzam, ale uważam, że sezon 2008 był prawdopodobnie jednym z najciekawszych jakie miałem i będę miał kiedykolwiek okazję śledzić i to taki “młody klasyk”, który warto zapamiętać dla przyszłych pokoleń maniaków prędkości.

One thought on “2008, czyli młody klasyk

  • Kwiecień 27, 2013 at 2:55 pm
    Permalink

    Gdyby nie wypadek Massy w 2009, to dziś byłby kierowcą ze ścisłej czołówki. Zresztą już teraz pokazuje, iż jest świetnym kierowcą. Na razie Ferrari nawala, chociażby ostatni wyścig. Niby Felipe miał twarde opony, a zjechał do boksu jako jeden z pierwszych zawodników. Coś Felipe zrobił źle i zniszczył opony? Nie wydaje mi się, aby wina była po stronie kierowcy.

    Ale do artykułu. O ile nie mam nic do KERS-u, to mam wiele do DRS-u. DRS to niewątpliwie jedno z najgorszych rozwiązań, jakie kiedykolwiek mieliśmy nieprzyjemność spotkać.

    I masz rację, po 2008. coś się skończyło, skończyła się era F1, i rozpoczęła się era 'EKO F1". To był piękny sezon, ale w historii były piękniejsze. Chociażby końcówka lat 90.

    Teraz F1 to polityka; zespoły walczą o przetrwanie, robiąc wszystko, a jednocześnie po małych kosztach. Przez co tak naprawdę nie robią nic, a jak coś zrobią, to FIA się do nich przyczepia, że złamali regulamin. I jak tu się rozwijać?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *