Motoryzacja Ctrl+C Ctrl+V

Volkswagen, czyli Audi, czyli Skoda, czyli…

Jako fan pojazdów, szczególnie tych na czterech kółkach, zawsze intensywnie kręcę głową wychodząc na ulicę i każdy nietypowy kształt na drodze, czy na parkingu od razu zwraca moją uwagę, i budzi zaciekawienie. Ostatnimi czasy jednak szyja ma coraz więcej odpoczynku, a głowa coraz więcej żalu za to co wielkie koncerny i ich styliści robią z motoryzacją. Nie da się bowiem ukryć, że projektowanie samochodów, szczególnie tych popularnych, coraz częściej ogranicza się od opcji kopiuj / wklej oraz następującego później przeskalowania skopiowanej sylwetki w zależności od tego, jakiego segmentu ma być nowy pojazd marki.

Tak naprawdę dzieje się to w każdej dziedzinie naszego życia – wszystko staje się identyczne. Czemu? Po pierwsze zalew produktów taki, że czasem po prostu nie sposób wymyślić coś nowego. Po drugie IDIOTYCZNA polityka wielkich firm, kompanii i korporacji. Prawdopodobnie ktoś kiedyś wyliczył, że bardziej lubimy to co znamy (słusznie z resztą). Jak to jednak bywa w podobnych sytuacjach ktoś inny wziął te wyniki badań i zaplanował przyszłość firmy w oparciu o swoją nadinterpretację lub nawet kompletną nieumiejętność interpretacji tychże wyników. Przyszłość upływającą pod hasłem “wszystko robimy takie samo”. W końcu po trzecie powód najbardziej oczywisty i prosty, czyli koszty. Przeprojektowanie gotowego nadwozia, wzoru i stylu jest mniej skomplikowane. Wszystko to sprowadza się do możliwości produkcji tańszych samochodów, czyli jeden z tych argumentów “za”, który jest niepodważalny, przynajmniej do czasu kiedy poziom zamożności Polaków nie dorówna niemieckim emerytom, którzy za emeryturę kupują sobie BMW Z3 cabrio i jeżdżą nim na zasłużone wakacje po przepracowanym ciężko życiu.

Koronnym przykładem wszystkich wymienionych powyżej działań jest koncert Volkswagen AG. Nie będę wypisywał wszystkich należących do niego marek (Porsche rządzi się np. swoimi prawami), ale wystarczy, że wymienię kilka, które od razu skojarzycie – między innymi po wyglądzie właśnie. Seat, Audi, Volkswagen, Skoda, Bugatti. Bugatti, zapytacie zdziwieni, co tu robi ta marka? Ah no robi. Popatrzcie na przód Veyrona, szczególnie światła, i na przody Audi A8 z lat premiery auta Bugatti, czy przód VW Phaetona. O podobieństwach między modelami Audi, Volkswagena i Skody pisać można opasłe tomy. Seat jeszcze jako, tako się broni gdyż jest tak podupadłą marką, że większość jego modeli jest jeszcze starej daty, jeśli chodzi o stylizację. Jednak już wszystkie nowsze, jak np. Exeo, nowa Ibiza, czy Mi to kolejny przykład polityki firmy.
Żeby było śmieszniej całość wygląda jakby była produkowana i projektowana w jednym miejscu i czasie bo każda z marek należących do VW wypuszcza identyczne modele w tym samym czasie. Skutkiem tego jest zalew identycznych aut na ulicach, z nieco różniącymi się znaczkami bo już nazwy nawet się upodabniają (Seat Mi – VW Up). Ciekawe więc, kiedy znaczki również znormalizują.

Seat Mi vs Skoda Citygo vs VW Up!

Kolejny przykład to francuski koncern PSA, czyli właściciel Citroena oraz Peugeota. Tutaj jest już znacznie lepiej. Najwyraźniej to jednak Niemcy dalej przodują w jak najlepszym, najbardziej efektywnym wykorzystaniu wszystkiego (bez urazy, ale tak mi się skojarzenia z drugą wojną nasunęły). Pomijam kopiowanie wszystkich dostawczaków i miejskich maluchów. Przejdźmy od razu do najwyższej półki – flagowych SUVów. Pamiętacie Peugeota 4007? Jeśli tak to na pewno pamiętacie też Citroena C-crossera…

C-Crosser i 4007, czy to może 4007 i C-Crosser, czy… z resztą co za różnica?

Mimo wszystko w PSA ktoś jednak zdaje się myśleć nieco szerzej, inaczej i lepiej niż w VW. Przykładem niech będzie niedawno wznowiona gama modeli DS, które nie mają swoich odpowiedników u bliźniaczej marki, a głównie dzięki oryginalnej stylistyce sprzedają się najwyraźniej świetnie, gdyż w Warszawie na co drugiej ulicy można zobaczyć nowego DS5.
Oczywiście ja świetnie rozumiem politykę upodabniania aut marki do siebie i nadawania im cech charakterystycznych tak, żeby klienci mogli poznać, że to auto ich ulubionej firmy. Jednak czym innym jest nadawanie poszczególnym modelom wspólnych cech stylistycznych, a czym innym nadawanie wręcz identycznych elementów i to nie tylko między modelami, ale całymi markami. No ludzie, litości.

Mimo, że wielkim fanem niemieckich aut, jeśli chodzi o stylistykę bo jeśli chodzi o technologię to co innego, nie jestem, to lepszym przykładem jak to się powinno robić jest dla mnie Mercedes. Nawet mimo tego, że nowa klasa B jest rozciągniętą klasą A (zwróćcie uwagę na przetłoczenia na boku w obu autach na fotce poniżej). To reszta aut marki ma swoje sylwetki, ale właśnie z podobnymi elementami stylistycznymi. Prawdopodobnie zaletą Merca w tym przypadku jest również to, że jest ich na ulicach po prostu mniej, przez co sylwetki są mniej opatrzone.

Niby inne, ale chyba tylko szyby.

Ciekawą i problematyczną zarazem kwestią jest tutaj polityka koncernu Fiata. Właściciel takich marek jak Chrysler, Lancia, Fiat oczywiście i paru innych z jednej strony pozwala na całkiem fajną zabawę stylem każdej z marek i zachowanie własnej tożsamości, a z drugiej strony czasem dosłownie przenosi z jednej firmy do drugiej gotowy model jedynie przyklejając inny znaczek. Oczywiście poza klasyfikacją jest tak ekskluzywna marka jak Ferrari, tutaj podobne rzeczy są wykluczone. Tym niemniej wydaje mi się, że to właśnie Włosi najlepiej radzą sobie z problemem. Nie ma w sumie czemu się dziwić, w końcu styl to ich znak rozpoznawalny na całym świecie. Jednak nawet im ostatnio odbija i to także w segmencie premium. Nowe Maserati Ghibli to przecież przeskalowane Quattroporte, które i tak już usmiercono nową stylistyką…

Kiedy już ponarzekaliśmy sobie na korporacyjne zagrywki czas ponarzekać na samych stylistów i księgowych wypaczających ich projekty – oni też mają sobie sporo do zarzucenia. Popatrzmy chociaż na Volvo, która to marka jako element charakterystyczny swoich aut wykorzystała… przeszkodę technologiczną. Ta znana “bambuła”, wybrzuszenie idące pod linią okien przez całą długość samochodu to nic innego jak poradzenie sobie z problemem grubości drzwi w obecnych autach. Ta zaś osiągnęła niebagatelne wartości przez ilość elektroniki w drzwiach upchanej, a także przede wszystkim, przez normy bezpieczeństwa, które wymagają takie ich ukształtowanie by auto przeszło testy i by zmieściły się w nich wszelkie odpowiednie wzmocnienia.

“Sztuka użytkowa”, czyli przetłoczenie na Volvo.

Skutek? Popatrzcie na wszystkie współczesne auta. 90% nie będących niższej klasy, czy niższego stopnia bezpieczeństwa, jak np. dostawczaki, ma podobne wybrzuszenie pod linią okien. Serio. Przecież to nie jest jedyny kształt samochodu jaki jest nam znany, a jednak jest jedynym stosowanym. Jako powód niektórzy wymienią, że auta maleją, a przestrzeń wewnątrz trzeba utrzymać. Niestety to kolejna mrzonka bo wraz z pojawieniem się mikrosamochodów na rynku pojawiły się ogromne, spasione SUVy, którymi jeździ się nie gdzie indziej, tylko właśnie w zakorkowanych, ciasnych miastach. Kolejnym przykładem “upośledzenia” stylistycznego są odbłyśniki. No dajcie spokój w erze oświetlenia LED ktoś mógłby je zupełnie wyeliminować i stworzyć auto o wyglądzie zupełnie odbiegającym od znanych nam wyobrażeń. Zamiast wyraźnie zarysowanych świateł elementy świecące widoczne byłby dopiero po zmroku. Why not?

Przykłady można wymieniać bez końca. Tak lenistwa projektantów, którzy też jak i wszyscy inni mają swoje przyzwyczajenia i wedle nich projektują, jak i durnej polityki koncernów. Na szczęście są też firmy udowadniające, że można inaczej, że ciekawsza stylistyka może dawać nawet przewagę. Nie ukrywajmy – jesteśmy wzrokowcami i wygląd auta ma spory wpływ na to co kupujemy.

2 thoughts on “Motoryzacja Ctrl+C Ctrl+V

  • Maj 3, 2013 at 6:23 pm
    Permalink

    W stu procentach zgadzam się z tobą. Stylistyka aut jest kopiowana i wielokrotnie przetwarzana. Dzieję się tak, gdyż w dzisiejszych czasach liczy się tylko zarobek. Wystarczy spojrzeć na auta z lat 60-80. One były tworzone z pasji. Styliści je projektowali i bez żadnych matematycznych wyliczeń, które miały na celu poprawę aerodynamiki oraz ewentualny zarobek, wdrażali je życie. Jeżeli dany samochód się nie sprzedawał, zaprzestawano jego produkcję i jak gdyby nigdy nic wdrażano nowy projekt.

    Teraz każdy koncern, który wtłacza w życie nowy projekt, chce jak najwięcej zarobić. Dlatego wykorzystuje te style, które są pewnym złotym środkiem na pieniądze. NIESTETY.

    Reply
  • Maj 4, 2013 at 9:58 pm
    Permalink

    Ale, tak jak z nową serią DS Citroena – jest jednak jakaś nadzieja 😉 .

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *