Recenzja: iRacing

Poszukując informacji o iRacing w sieci dość łatwo spotkać się z opinią, że „dla większości to najlepszy symulator na świecie, reszta uważa po prostu, że jest za drogi”. Dzisiaj postaram się wam przedstawić, czym ten symulator tak naprawdę jest oraz jak ma się do konkurencji, także jeśli chodzi o koszty.

W recenzji Assetto Corsa napisałem, że jest to wraz z iRacing jedna z dwóch najlepszych produkcji tego gatunku, jednak znacząco różniących się charakterem. Ktoś może zapytać – jakim cudem symulatory mogą różnic się charakterem, skoro z założenia starają się odwzorować takie same warunki? Ano mogą. Różnią się przede wszystkim grupą odbiorców, do których są kierowane. Od początku jednak.

Za iRacing stoją Amerykanie, toteż nie dziwi, że jedną z głównych treści tytułu są wyścigi po owalach, a w szczególności NASCAR. To nie przypadek, bo firmę tworzą m.in. ludzie ze słynnego studia Papyrus, które tworzyło serię symulatorów NASCAR, ale także legendarne Grand Prix Legends. CV mają zatem solidne do tej roboty. Chyba jednak największym zaskoczeniem dla każdego użytkownika będzie pierwszy kontakt z tytułem, który odbywa się w formie… portalu WWW.

Na portalu użytkownika iRacing można zrobić wszystko, co nie jest bezpośrednio związane z samą jazdą. Można wybierać serie wyścigowe, w których chcemy się ścigać, zgłaszać do nich, zmieniać malowania samochodów, kasków i kombinezonu. Mamy tam wreszcie forum użytkowników, stronę z newsami od twórców oraz najnowszymi informacjami o rywalizacji. Można tam też zakładać i dołączać do zespołów, uzyskać pełny wgląd do naszych osiągnięć i postępów w symulatorze. To po prostu bardzo rozbudowany portal społeczności iRacing. Dodam, że nieźle przemyślany i łatwy w użytkowaniu. Jeśli mam być szczery rzecz jest zaskakująco prosta jeśli chodzi o pomysł, przecież obecnie niemal wszystko działa w formie przeglądarkowej. Tutaj takie podejście zwiastuje jeszcze jeden aspekt produkcji, raczej niespotykany gdzie indziej. Otóż po wykupieniu dostępu klient nie zostaje sam z sobą i dostępną zawartością. Tutaj zorganizowanie światowej społeczności, jej rywalizacji i współzależności stoi po stronie dostawców usługi. Tym właśnie iRacing jest – usługą. W jej ramach możecie rywalizować z maniakami z całego świata w sposób zorganizowany i usystematyzowany, piąć się w światowych rankingach i walczyć o swoją pozycję, do zdobycia tytułu Mistrza Świata włącznie. Z resztą za taki wyczyn przewidziane są niemałe nagrody.

Jak produkcja tworzy światową drabinkę i dzieli wszystkich zawodników? Na kilka sposobów. Po pierwsze cała rywalizacja podzielona jest na klasy. Do niedawna był to dwie, czyli: oval i road. Obecnie doszły dwie kolejne dirt oval oraz dirt road wykorzystywane do rallycrossu i wyścigów po błotnych owalach USA. W obrębie każdej z tych klas możemy walczyć o licencje wyścigowe coraz wyższych poziomów, które pozwalają nam na ściganie się w kolejnych seriach. Zaczynamy od statusu Rookie, by uzyskać licencję D i potem aż do A. Dla najlepszych, kwalifikujących się do mistrzostw świata, jest jeszcze status Pro. Do każdego z czterech typów licencji przypisany jest Safety Rating, który jest jednym z kryteriów jakie musimy spełnić, by awansować wyżej. W skrócie jest on uzależniony od liczby incydentów w których bierzemy udział podczas wyścigów. Ostatnim i najważniejszym parametrem przypisanym do każdej z licencji jest iRating. Jest to po prostu ocena naszych umiejętności względem innych graczy na świecie. Jeśli więc mamy iRating na poziomie 1000, a wygramy wyścig z zawodnikami na poziomie 2000, to możemy się spodziewać, że nasz rating mocno podskoczy. W taki sposób budujemy go by ścigać się z coraz lepszymi i szybszymi zawodnikami. Jest jeszcze ttRating, przewidziany tylko do klasyfikacji zawodników z Time Trialach, jeśli ktoś jest zainteresowany samotną walką z czasami.

No dobrze, wiemy już w jaki sposób gra dzieli zawodników z całego świata. Pora omówić jak wykorzystuje ten podział do organizacji wyścigów. Każda z serii ma zaplanowane wyścigi co jedną, dwie godziny, a w najwyższych klasach lub seriach specjalnych jeszcze rzadziej. Oczywiście iRacing daje też możliwość organizacji swojej własnej ligi na portalu i ścigania się z kim chcemy i kiedy chcemy. My jednak skupimy się na oficjalnych seriach „dostarczanych” przez twórców. Do wyścigu naszej serii zgłaszamy się przez portal i albo czekamy na rozpoczęcie, albo trenujemy sobie z innymi zawodnikami i czekamy na otwarcie sesji przed wyścigiem, by do niej dołączyć. Widzimy również ilu innych zawodników zgłosiło się do naszego wyścigu. Twórcy chwalą się ponad 65 tysiącami zarejestrowanych użytkowników. Ilu z nich jest aktywnych? Pewnie sporo mniej, ale nie martwcie się, w większości serii nie będziecie mieli problemu ze startami w oficjalnych wyścigach. Oficjalnych, czyli kiedy na starcie staje minimum 2/3 maksymalnej ilości zawodników. Tylko takie wyścigi liczą się w oficjalnej klasyfikacji i wpłyną na wasze rankingi. W seriach bardzo popularnych jak NASCAR, czy GT3 do wyścigów zgłasza się tylu zawodników, że są w stanie zapełnić kilka list startowych. Co wtedy robi iRacing? Dzieli startujących na klika wyścigów w zależności od ich umiejętności, czyli iRatingu. Dzięki temu w wyścigu trafiacie z reguły na zawodników na podobnym poziomie, ergo macie równe szanse w walce o zwycięstwo. Oczywiście w teorii, bo zawsze są lepsi i gorsi. Niemniej gdybyśmy w każdym wyścigu trafiali na kosmitów robiących okrążenia 3 sekundy lepiej od naszego idealnego, wypoconego, wymuskanego czasu, to łatwo byśmy się zniechęcali. Aktualne obłożenie poszczególnych serii możecie sprawdzić TU. Generalnie ze średnią powyżej 400 możecie być pewni, że serie są już wystarczająco popularne by nie mieć problemów ze znalezieniem wyścigu praktycznie o każdej porze dnia i nocy. Oczywiście są też takie, które mają dłuższe i rzadsze wyścigi, co z założenia obniża im średnią, bo mają stałą grupkę uczestników. Nieco gorzej działa natomiast automatyczny system incydentów, który zlicza je wszystkim biorącym udział, niezależnie od winy. Oczywiście można zgłaszać protesty, a w najwyższych seriach są normalni sędziowie, ale koniec końców trzeba po prostu nauczyć się z tym systemem żyć.

Znamy już całe zaplecze, pora więc odpalić właściwą aplikację iRacing.exe i poczuć z czym to się tak naprawdę je. Wszystkich żyjących złudzeniami od razu uświadomię – iRacing to symulator w każdym momencie, w każdej linijce kodu, korzystający z każdej dostępnej techniki by jakość tej symulacji poprawić. Nie tyczy się to oczywiście oprawy audio-wideo, która nigdy nie była domeną symulatorów, bo też nie jest ich główną treścią. Nie znaczy to broń boże, że iRacing wygląda lub brzmi źle! Wygląda bardzo dobrze, a np. dźwięki silników poszczególnych aut GT3 są bardzo łatwo i wyraźnie rozpoznawalne, do tego brzmią realistycznie. Po prostu nie uświadczycie tu fajerwerków i wodotrysków zaburzających odbiór. Muzyczki w tle, czy efektów specjalnych rozpraszających kierowców, ale nie wnoszących nic do rozgrywki. Stąd brak tu kosmicznych blurów a’la NFS Shift, za to możecie włączyć realistyczne drżenie powietrza nad rozgrzanym asfaltem. Nie będę specjalnie analizował grafiki. bo jest ona po prostu bardzo dobra i w zupełności wystarczająca do symulatora. Ba! Niejeden komputer jest w stanie przydławić, szczególnie że same kokpity są bardzo szczegółowo odwzorowane i możemy w nich powłączać dodatkowe dynamiczne efekty, które zżerają wydajność PeCeta w porażający sposób. Tego natomiast bardzo byśmy nie chcieli, bo płynność wyświetlania przy 100 klatkach na sekundę pozwala na zupełnie inną jazdę niż przy 30 klatkach. Każdy szybko się tego nauczy i jeśli będzie miał wybór to na pewno poświęci jakość grafiki dla lepszego tempa wyścigowego. Generalne pojęcie o wyglądzie iRacing dadzą wam grafiki zamieszczone w tym wpisie, a jeśli niezbyt by was one zachęciły to podpowiem jedynie, że w ruchu wygląda to 10x lepiej, przy czym i tak podczas jazdy nie macie czasu na podziwianie otoczenia. Produkcja cały czas jest rozwijana, tekstury coraz lepsze, a modele robione przed rokiem to zupełnie inna półka niż te sprzed 10 lat. Także postęp jest i nie ma co się bać, że wygląd nie jest tematem, którym twórcy zupełnie się nie zajmują.

Czas wyjechać z boksów na tor. Wszystkie prawdziwe obiekty w iRacing są laserowo skanowane i to z chorobliwą, wręcz maniakalną precyzją. Na torach znajdziecie więc łaty z innego asfaltu, dokładnie tam gdzie są na prawdziwych, dające dokładnie taki sam uskok nawierzchni i… powodujące takie same problemy jak mają prawdziwi kierowcy. Znajdziecie nierówności, tu króluje oczywiście Sebring z nawierzchnią nie wymienianą przez kilkadziesiąt lat. Znajdziecie tarki o różnych profilach i fakturach. Co najważniejsze, znajdziecie dynamiczną pogodę (ale nie zmienne warunki jak np. deszcz). Co to oznacza? Oznacza to, że jadąc po torze możecie wykręcać świetny czas, a jadąc po nim dzień później w innej sesji, możecie nawet się do niego nie zbliżyć. Co się stało? Inny wiatr i jego kierunek, inna temperatura powietrza i asfaltu, do której nasze ustawienia samochodu nie są przystosowane. To wszystko ma znaczenie. Wisienką na torcie jest jednak dynamiczna nawierzchnia toru, wprowadzona kilka lat temu. Otóż nawierzchnia toru w iRacing ŻYJE. Serwer rejestruje każdy przejazd, każdego kierowcy. To oznacza, że tor zmienia przyczepność, nagumowanie i temperatury w zależności od tego którędy rzeczywiście jeżdżą zawodnicy. Skutkiem tego jest, że wyjechanie poza optymalną linię jazdy może się skończyć nagłą, dużą utratą przyczepności. Mało tego, na torze zostają także fragmenty gumy. No po prostu wszystko to, z czym muszą mierzyć się prawdziwi kierowcy. Wierzcie mi, że jest to naprawdę duży skok naprzód w świecie symulatorów, mający ogromny wpływ na rozgrywkę i czasem ją zupełnie zmieniający. Dla mnie wraz z zaimplementowanym modelem pracy ogumienia to prawdziwa rewelacja. Inna półka, dająca zupełnie inne odczucia i doświadczenia. Kierowca musi się uczyć adaptować do warunków, współpracować z torem, a nie wyjeżdża na zbitek sztywnych danych, identycznych za każdym razem. W końcu najważniejszym elementem każdego pojazdu są opony i ich współpraca z nawierzchnią, więc dynamiczny stan toru to dla symulatorów skok na miarę przejścia gier z 2D do 3D. Należy jednak wyjaśnić, że iRacing nie jest pionierem tych rozwiązań, a na rynek wprowadzał je rFactor 2.0. Kończąc ten temat wspomnę jeszcze na przykład możliwości jazdy w zespole, ze zmianami kierowców w wielogodzinnych wyścigach. Kiedy my jedziemy, koledzy z teamu mogą pełnić rolę inżyniera wyścigowego z podawaniem informacji przez radio, czy mechanika i zmieniać nam ustawienia po zjeździe do boksów. To tylko jeden z wielu dodatkowych „ficzerów” i smaczków oferowanych przez produkcję.

No dobrze, ale skoro jest to tak doskonały symulator, to pewnie tylko dla totalnych maniaków, bo nikt inny nie będzie w stanie okiełznać tych samochodów. Bzdura! Właśnie o to chodzi w symulacji, że wszystko dzieje się, tak jak w świecie rzeczywistym. Oczywiście wymaga to treningów, tak jak żaden cywilny kierowca nie wsiada za kierownicę dowolnego samochodu wyścigowego i z marszu nie jest mistrzem. Życie 😉 . Jednak w iRacing wszystko to jest przewidywalne, intuicyjne dzięki zbieżności ze znanymi nam prawami fizyki. Nawet największe potwory, które chcą nas zabić przy każdym mocniejszym wciśnięciu gazu, zachowują się przewidywalnie. Dla mnie w iRacing jest je nawet łatwiej opanować niż w Assetto Corsa, czy innych simach. Generalnie wszystkie auta można okiełznać, a nawet dopasować pod siebie, dysponując wiedzą o pracy z ustawieniami samochodu. Nie macie jej? Spokojnie, nie jesteście skazani na porażkę. Community bardzo chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami, więc nie dość, że nawet najlepsi zawodnicy dzielą się swoimi plikami z ustawieniami, to czasem organizują jeszcze szkolenia jak dany pojazd ustawiać. Spokojnie jednak – nikt was od razu nie rzuci na głęboką wodę. Właśnie po to jest cała drabinka i system licencji, by każdy zaczął się uczyć od wolniejszych samochodów, przy których czasem nawet nie ma możliwości wprowadzania żadnych zmian.

Model jazdy iRacing jest najbardziej intuicyjnym, najbardziej responsywnym, dającym wartościowe informacje zwrotne użytkownikowi, z jakim miałem do czynienia. Czy jest dającym największą frajdę? Zależy czego od jazdy wymagacie. Jeśli wymagacie czystego mierzenia się z tym, z czym walczą prawdziwi kierowcy, to nie znajdziecie nic lepszego. Opanowanie samochodu i zerkanie na czasy jak co okrążenie zbliżamy się o 0.2 sekundy do zawodnika przed nami, widząc jak jego tylne skrzydło rośnie nam w oczach, a przy tym zastanawianie się, czy wystarczy nam wyścigu i czy walcząc nie zagotujemy opon na tyle, że po nieudanym ataku zaczniemy tracić, a jeszcze popełnimy błąd i dogonią nas zawodnicy z tyłu. To daje niesamowitą satysfakcję ludziom, którzy pozwolą się wciągnąć w świat simracingu. Trzeba do tego nieco samozaparcia, nie ukrywam. Z robienia rzeczy prostych nigdy nie będziecie mieli takiej satysfakcji jak ze zdobywania nowych umiejętności i radzenia sobie z problemami, które wydawały się nie do przejścia. Jeśli przy tym traficie na stawkę dobrych kierowców, pamiętających że to symulator i jeżdżących z szacunkiem do przeciwnika – niesamowite emocje gwarantowane. Oglądając potem powtórkę i patrząc jak jedziecie, atakujecie i wyprzedzacie dokładnie tak samo, jak robią to prawdziwi zawodnicy, nie posiadacie się ze szczęścia. Naprawdę!

Podsumowując wrażenia z jazdy: Fizyka i złożone mechanizmy iRacing gwarantują najlepsze odwzorowanie realiów jakie kiedykolwiek było nam dane. Jeśli tylko jesteście w stanie nieco popracować nad swoimi umiejętnościami i stawić im wyzwanie, to w zamian dostaniecie gigantyczną satysfakcję. Opisywanie tego jak się jeździ to niemal jak opisywanie wyglądu obrazów Picassa. Po prostu każdy musi zobaczyć, by zrozumieć. Tu każdy musi poczuć na kierownicy, by się przekonać.

Ten symulator to najlepsza symulacja dla osób poszukujących rywalizacji, chcących czuć satysfakcję z ataku na przeciwnika, którego goniło się przez 3/4 wyścigu. Chcących czuć jak pocą im się ręce, kiedy w lusterkach rośnie bolid innego zawodnika. Chcących poświęcić godzinę, a czasem i sporo więcej, na znalezienie tego jednego jedynego ustawienia, którego zmiana zmieni nasz bolid z katastrofy na kołach, w potulnego baranka, którego możemy dociskać do samej krawędzi przyczepności, kiedy widzimy, że zawodnik przed nami zaczyna walczyć z samochodem. To niemal ideał dla wirtualnej rywalizacji w symulatorze, z udziałem innych prawdziwych zawodników. Dość powiedzieć, że nawet nie ma tu możliwości ścigania się z pojazdami kierowanymi przez komputer (choć podobno pracują nad takim trybem do prezentacji na targach). Wszystko to okraszone amerykańskim podejściem i wyjątkowo jest to w 100% komplement, a nie obelga. Amerykanie bowiem starają się o oprawę i nadanie całemu iRacing miana esportu, a nawet zbliżenia do prawdziwego motorsportu. Pomaga w tym z resztą poziom symulacji. Dość powiedzieć, że na iRacing obecni byli Juan Pablo Montoya, Jacques Villeneuve, Rubens Barichello, czy Scott Speed i sporo innych kierowców m.in. z NASCAR. Niektórzy z nich używają nawet iR do uczenia się torów. Wielu regularnych użytkowników ze Stanów to amatorscy kierowcy lokalnych serii. Amerykańskie podejście do oprawy objawia się nie tylko w organizacji Mistrzostw Świata. Wiele serii jest firmowanych i organizowanych przy współpracy z całkiem prawdziwymi kompaniami sponsorskimi, czy nawet autentycznymi organizatorami prawdziwych serii wyścigowych. Tak jest choćby z wszystkimi seriami NASCAR, które są oficjalnie firmowane, ale też z Blancpain Endurance i Sprint series, które są firmowane przez SRO! Do tego dochodzą nagrody, czasem także specjalnie dystrybuowane w niższych seriach. Mamy wreszcie kanał z relacjami na żywo z wyścigów, z pełnym komentarzem, pełną oprawą graficzną, dokładnie tak jak przy transmisjach z weekendów wyścigowych.

No dobrze, czas jednak na pytanie zadane już na początku – ile to wszystko kosztuje? Krótko powiem, że niemało. W najtańszej opcji wychodzi 100 dolarów za rok, a w tej cenie otrzymujemy na tę chwilę 15 podstawowych aut i 16 torów. Od tej ceny 40% mogą odjąć nowi użytkownicy, ale starsi zaprawieni w bojach czekają zawsze na czarny piątek, kiedy i oni mogą otrzymać 25% zniżkę. Jeśli więc ktoś wyczeka, to może jeździć za 75 dolarów rocznie. Dodatkowo za regularny udział w sezonie można dostać do 40 iRacing dollars rocznie, czyli normalnych dolarów, ale tylko do wykorzystania na stronie portalu. To zbija nam cenę do 35 dolarów rocznie. Oczywiście to wszystko na podstawowej zawartości. Każdy dodatkowy tor to koszt ok. 15 dolarów, a samochód to z kolei 12 dolarów. Znów – niemało. Warto jednak zaznaczyć, że nie musicie startować we wszystkich wyścigach w sezonie, czyli kupować wszystkich torów. Jeśli w waszych wyścigach startuje kilka typów pojazdów, to musicie kupić jedynie ten, w którym zamierzacie zasiadać. Kupując kilka torów i samochodów na raz także otrzymujemy zniżki. Zawsze coś. Myśląc trzeźwo realny koszt rocznej zabawy trzeba ocenić rozsądnie na jakieś 150 dolarów, zakładając że będziecie chcieli się rozwijać, a prędzej czy później będziecie chcieli. Ktoś powie, że to dużo. Słusznie. Koszt zakupu Assetto Corsa wraz z wszystkimi wydanymi DLC to około 400 zł. Raz na zawsze. Amerykańskie iRacing to koszt 500 zł ROCZNIE. Problem w tym, że nie kupujemy gry, a usługę. Wciąż rozwijaną i modyfikowaną. Nikt nie wyda za rok kolejnej części iR, zmuszającej do zakupu wszystkiego od zera. Po prostu zmieni się to co jest obecnie. Natomiast skowronki zaczynają już ćwierkać o kolejnym Assetto Corsa. Dlatego uważam, że iRacing powinno się przyrównywać raczej do MMO. Tutaj porównanie wypada już z goła inaczej. Rok płatnego dostępu do Star Wars of The Old Republic to 156 dolarów, nie wliczając zakupu rozszerzeń. Rok World of Warcraft to ponad 160 dolarów, a koszty te nie uwzględniają zakupu samej gry i dodatków. Rok w Eve Online to ponad 160 dolarów. Przy iRacing biorąc udział w wyścigach, czyli robiąc to za co płacimy, koszty można zbić do 100$ i mniej, korzystając z promocji. W tym kontekście cena nie wydaje się tak wygórowana. Dobrze jest mieć też na uwadze, że iRacing nie wymaga jak MMO siedzenia codziennie albo co tydzień kilka godzin non stop, a jeśli przerwiemy subskrypcję i wrócimy za 6 lat (ja tak zrobiłem), to wrócimy dokładnie w tym samym punkcie, gdzie skończyliśmy. Nic nie przepada.

Oto całe iRacing, król symulatorów dla ludzi kochających rywalizację i chcących zbliżyć się jak najbardziej do tego, co na prawdziwych torach wyścigowych. Pragnących piąć się w klasyfikacji, rozwijać swoje umiejętności, walczyć z najlepszymi, a być może nawet walczyć o Mistrzostwo Świata. Tu należy się słowo wyjaśnienia dla wszystkich, którzy z moją opinią wyrażoną w tekście się nie zgodzą. Owszem iRacing ma sporą konkurencję. Jest Assetto Corsa, skierowane jednak do nieco innej grupy odbiorców, chcących ciut bardziej przystępnego sima, dającego też pokłady frajdy z czystej, samotnej jazdy. Są produkcje takie jak Live for Speed czy RaceRoom. Jest w końcu rFactor 2.0, z którego pierwszą częścią spędziłem 10 lat swojej simracingowej przygody. Dwójka to już narzędzie niemal półprofesjonalne, używane też przez zawodowców, a pod względem czystego realizmu i modeli odwzorowania fizyki prawdopodobnie lepsze od iRacing. Jednak jako całość, jako kompletna produkcja z wszystkimi jej aspektami, to właśnie iRacing jest dla mnie numerem jeden.

Dodaj komentarz