Dakar 2018: OSy 3-5

Początek rajdu Dakar 2018 pokazuje jedno – organizatorzy na serio potraktowali zeszłoroczne narzekania, że impreza stała się zbyt prosta, a wydm było za mało.

Od pierwszych dni zawodnicy zmagają się z potężnymi i trudnymi wydmami Peru. Tegoroczne odcinki specjalne nie oszczędzają nikogo i problemy tak z nawigacją, jak i sprzętem, czy po prostu terenem mają wszyscy, włącznie z liderami.

W kategorii motocykli walka jest jak na razie najbardziej wyrównana i pierwszą dziewiątkę na jeden OS przed dniem przerwy, dzieli niecałe pół godziny. Jak wspominałem na początku błędy robili nawet najwięksi. Wczoraj na 4. OSie zawodnicy mieli okazję rozpoczynać odcinek ze startu wspólnego, czyli grupami. Tradycja rozpoczęta jeszcze podczas afrykańskich edycji rajdu. Wydawało by się to pewnym ułatwieniem, gdyż od początku zawodnicy jadą w małej grupie. Mimo to Joan Barreda Bort zaliczył wczoraj już kolejny błąd nawigacyjny i stracił czas, tak jak wcześniej, gdy minął punkt kontrolny o zaledwie 100 metrów, ale przez potężne wydmy nie mógł go znaleźć. Potem musiał się wracać ponad 15 kilometrów by uniknąć kary za jego ominięcie. Dlatego nie wystarcza świetne tempo Hiszpana, który już nie raz pokazał, że potrafi być na Dakarze naprawdę szybki. Pierwsze miejsce w generalce zajmuje Francuz o holendersko brzmiącym nazwisku Van Beveren. Choć nigdy jeszcze w tej imprezie nie prowadził, to zajmował lokaty tuż za podium (czwarty rok temu) i na razie popisuje się równą, szybką i bezproblemową jazdą. Niemniej w objęciu prowadzenia w generalce pomógł mu uraz Sama Sunderlanda, który wcześniej przewodził w stawce. Zeszłoroczny zwycięzca na czwartym OSie uległ jednak urazowi kręgosłupa, który zmusił go do wycofania się z rywalizacji. Na pięć startów Brytyjczyk ma więc cztery nieukończone i jeden wygrany Dakar. Niezła statystyka.

Wśród motocyklistów jest spora grupka bardzo równych zawodników, którzy może są bardzo szybcy, ale nie najszybsi (do tych należą Sunderland i Barreda), ale każde potknięcie większych rywali wykorzystają dzięki swojej równej i systematycznie coraz szybszej jeździe. Należą do nich prowadzący Van Beveren, za którym goni Barreda Bort, sklasyfikowany obecnie na czwartym miejscu w rajdzie. Drugie miejsce zajmuje Argentyńczyk Benavides, a trzecie Austriak Matthias Walner, który już nie raz pokazał w Dakarze swoje umiejętności. Piąty jest francuski hrabia de Soultrait, który również w poprzedniej edycji rajdu chwilami błyszczał i kto wie czy zdobyte doświadczenie nie pozwoli mu naprawdę zagrozić liderom. W tej grupce jechał także Pablo Quintanilla, ale po upadku na piątym odcinku stracił ostatecznie niemal pół godziny do lidera i obecnie zajmuje dziewiąte miejsce. Nie wiadomo też, czy będzie mógł kontynuować rywalizację trzymając jednocześnie tempo liderów. Szósty jest Toby Price – Australijczyk mający na koncie zwycięstwo w rajdzie w 2016 roku. Toby celowo zaczął rajd bardzo spokojnie i systematycznie przyspiesza by kto wie, może zmusić Borta do błędu podczas jego pogoni.

Niestety ten rajd nie będzie dobrze wspominany przez Kubę Piątka. Rok temu, nasz debiutujący wtedy zawodnik, musiał pożegnać się z rajdem już po pierwszym odcinku. Tym razem nie upadek, ale problemy techniczne zmusiły go do wycofania się na… drugim etapie. Po dwóch latach przygotowań oraz startów Kuba wciąż nie miał okazji zmierzyć się z tym rajdem i zebrać tak potrzebnego doświadczenia. Naprawdę szkoda. Genialnie natomiast spisuje się Maciej Giemza. Raptem 22 letni dakarowy debiutant Orlen Teamu zajmuje obecnie 32 miejsce i niestrudzenie przemierza kolejne odcinki. Trzymamy kciuki i oby tak dalej. Na trasie walczą także nasi dwaj maratończycy, czyli motocykliści, samotnie i bez wsparcia zespołu walczący z trudami rajdu. Maciej Berdysz i Paweł Stasiaczek plasują się w okolicach 70. miejsca w generalce i w czołówce wydzielonej klasyfikacji maratończyków.

Wśród samochodów z wielkimi dramatami mamy do czynienia już od drugiego dnia rajdu. Zaczęło się od dramatu zespołu X-raid, kiedy Menzies, jadący nowym Mini Buggy, rozbił je już na drugim etapie. Na tym samym odcinku zderzyły się też dwa… Mini zespołu X-raid. Na trzecim odcinku z kolei dachowanie na kilometr przed metą zaliczył Nani Roma także jadący Mini. Pomimo ukończenia odcinka (co udało się bodaj na wstecznym biegu) Roma musiał się wycofać po zdiagnozowaniu kilku poważniejszych urazów. W tym czasie kawalkada Peugeota rozpędzała się pokazując coraz odważniej, że nikt tu nie ma z nimi większych szans. Rzeczywiście tak się wydawało i jedynymi zawodnikami próbującymi konkurować z potęgą francuskiej marki są Nasser Al-Attiyah i Giniel de Villiers w nowej Toyocie Hilux. Podczas ostatnich dwóch odcinków wydaje się jednak, że pech nękający zespół X-raid postanowił nieco wyrównać szansę i uprzykrzyć życie Peugeotowi. Najpierw na czwartym odcinku koło urwał Cyril Despres i choć kontynuuje rywalizację, to traci do lidera już ponad 41 godzin, więc jest to już udział zdecydowanie dla przygody, niż dla wyniku. Dzisiaj z kolei Sebastian Loeb najpierw stracił niemal trzy godziny, kiedy utknął na wydmach, by potem oficjalnie wycofać się z rajdu w wyniku problemów zdrowotnych jego pilota Daniela Eleny. Pech nie ominął także Nassera, który wczoraj na czwartym etapie stracił ponad godzinę przez problemy techniczne.

Na czele rajdu znajduje się więc Stephane Peterhansel – bo któż by inny. Pół godziny straty do lidera ma drugi Carlos Sainz, a trzeci Ten Brinke, otwierający karawanę z trzema Toyotami, traci do lidera już ponad godzinę i piętnaście minut. Odstępy są więc jak na ten etap rywalizacji już całkiem spore. Niesamowita szybkość konstrukcji Peugeota robi swoje i, co gorsza, wydmy nie są terenem, w którym francuska konstrukcja czuje się najlepiej. Te trasy dopiero przed nami. Najlepsze Mini znajduje się dopiero na ósmej pozycji i jedzie nim… Kuba Przygoński! Choć może bez fajerwerków i bezpośredniej walki z Peugeotem, który jest obecnie niedościgniony, Kuba swoją równą i pewną jazdą wypracował w klasyfikacji miejsce tuż za liderami. Choć do Peterhansela traci już ponad dwie godziny, to przynajmniej jedno-dwa miejsca wyżej są jeszcze w zasięgu rywalizacji na samo tylko tempo jazdy, o wyższych lokatach można myśleć po błędach i usterkach rywali. Trzeba pamiętać, że to nie żaden fart, tylko integralny element rywalizacji w Dakarze.

Dramatów nie zabrakło też w kategorii quadów. Po pechu na samym starcie i karze czasowej Kamila Wiśniewskiego w bezpośrednim kontakcie z czołówką pozostał nam Rafał Sonik. Traci on jednak półtorej godziny do lidera i zajmuje siódmą lokatę w generalce. Kamil jest 21. i ma ponad sześć godzin straty do czoła stawki. Na tym przedzie też się jednak mocno kotłuje. Do tej pory wydawało się, że dwójka liderów Casale i zeszłoroczny zwycięzca Karyakin zostawią resztę w tyle. Casale wygrał trzy pierwsze odcinki i dopiero na czwartym Karyakin przerwał tą serię. Na nic to się jednak zdało, skoro dzień później na piątym etapie Rosjanin zaliczył wypadek i ze złamaną ręką musiał zakończyć zabawę. Prowadzi więc Casale, przed tracącym 40 minut Hernandezem i trzecim Copettim. Wszyscy Ci Panowie to lokalni zawodnicy, dobrze znający tereny Ameryki Południowej. Pochodzą kolejno z Chile, Peru i Argentyny, więc państw od lat będących na trasie rajdu.

W kategorii ciężarówek także nie można narzekać na brak emocji. Standardowo rozpychającej się kawalkadzie Kamaza opór próbuje stawiać Federico Villagra w Iveco. Traci on prawie godzinę do prowadzącego Nikolaeva w Kamazie właśnie, któremu dziś udało się coś niesamowitego. Na początku odcinka Rosjanin popełnił błąd, który zakończył się wywróceniem na bok jego 700-konnego, ważącego 10 ton pojazdu. Postawienie takiej ciężarówki na koła jest oczywiście niemożliwe bez pomocy innej załogi, a w warunkach pustynnych i z nią może zająć godziny, albo nie udać się w ogóle. Tymczasem Nikolaev (najprawdopodobniej z pomocą jadącej za nim kolejnej załogi Kamaza) postawili tego potwora na koła na tyle szybko, że nie tylko zdołali nie stracić, ale wręcz wygrali odcinek, powiększając przewagę nad rywalami! Trzeci za Nikolaevem i Villagrą jest Viazovich w Mazie, tracący do lidera dwie i pół godziny.

Nie można też nie wspomnieć o kategorii Side-by-side, która ma być przyszłością Dakaru ze względu na mniejsze koszty udziału w rywalizacji. Jak na razie jednak jedzie w niej jeszcze dziewięć pojazdów, a stawce przewodzi Patrice Garrouste z fabrycznego zespołu Polarisa.

Szczerze mówiąc z niemałym zaskoczeniem muszę przyznać, że jak na razie Dakar 2018 spełnia pokładane w nim nadzieje i jest niemałą poprawą jakości, czyli ilości wydm oraz dawania w kość zawodnikom, w stosunku do ostatnich edycji. Tymczasem przecież jeszcze ponad połowa rajdu przed nami i zdarzyć się może praktycznie wszystko.

2 thoughts on “Dakar 2018: OSy 3-5

  • Styczeń 11, 2018 at 9:24 am
    Permalink

    Morał jest prosty, zbyt nisko ustawiona poprzeczka nie sprawia takiej frajdy jak trudne warunku, szczególnie jeśli chodzi o przypływ adrenaliny podczas ostrej jazdy po wydmach. 🙂 Super wpis i świetne zdjęcia.

    Reply
  • Styczeń 15, 2018 at 1:45 pm
    Permalink

    Cóż no niestety zdjęcia nie moje, ale prawda, że Dakar dostarcza niesamowitych widoków 😉 .

    Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: