Dakar 2018: wystartowali!

Rajd Dakar 2018 można uznać za rozpoczęty! Wczoraj wieczorem załogi wyruszyły z Limy, a kiedy to piszę pierwsze załogi kończą odcinek – pętlę przy Pisco. W tegorocznym rajdzie dużo dzieje się już od samego początku.

Wczorajszy start z Limy miał, a przynajmniej powinien być, jedynie formalnością. Honorowy wjazd na rampę i zaprezentowanie się publiczności, a potem wyjazd na baaardzo długą dojazdówkę i raptem 30 kilometrów odcinka specjalnego. W realiach Dakaru to nawet nie rozgrzewka. Mimo to sporo zawodników miało na tym krótkim odcinku problemy i to także z nawigacją. Wśród nich byli niestety także i reprezentanci polski. Kuba Piątek, jadący na motocyklu, i nasz quadowiec Kamil Wiśniewski ominęli punkt kontrolny na trasie, za co otrzymali 20 minutową karę czasową. Nie są to kary przekreślające niezłe wyniki, ale na pewno nie był to wymarzony początek dla obu zawodników. Z resztą nie byli jedynymi w stawce, którzy mieli problem na tym krótkim etapie. Generalnie tegoroczny Dakar ma być cięższy, a sędziowie zakazali m.in. jakichkolwiek form mapy w fabrycznych samochodach. Wcześniej zakazane były jedynie mapy satelitarne, więc firmy (głównie Peugeot) poświęcały kosmiczne pieniądze by wykonać bardzo precyzyjne mapy dla załóg. Taka zupełnie niekontrolowana przewaga, wynikająca z ogromnych pieniędzy i dostarczania materiałów w sumie sprzecznych z ideą rajdu – bo przecież nawigacja jest integralną częścią rywalizacji, nie podobała się organizatorom. Po zakazie oczywiście pretensje miał Peugeot, ale z braku argumentów rzucali tylko kompletne bzdury. Fakty są takie, że ten zakaz może tylko pomóc poprawić jakość rywalizacji i jej nieprzewidywalność, czy po prostu wyrównać szanse.

Wczoraj wśród samochodów wygrał Naser Al-Attiyah w Toyocie Hilux. Warto zaznaczyć, że to zupełnie nowy samochód, który może zagrozić Peugeotom. Wcześniej Toyota od dołączenia w 2012 roku startowała z tym samym podwoziem, które było jedynie modyfikowane i rozwijane. Teraz zmiana filozofii zawieszenia wymusiła budowę podwozia od zera i choć nadwozie, silnik i skrzynia biegów są takie same, to resztę stworzono niemal od zera. Co do reszty stawki, to raczej oszczędzała się na pierwszych odcinkach (Nasser nie należy do kierowców zdejmujących nogę z gazu), co widać po wynikach. Brak jakiegokolwiek Peugeota nawet w pierwszej dziesiątce przypomina, że to dopiero rozgrzewka i nie ma po co się forsować.

Wśród motocykli czołówka wyglądała nieco bardziej standardowo. Pierwszy na metę dotarł zeszłoroczny zwycięzca Sam Sunderland, przed Van Beverenem i Quintanillą. Niedaleko za nimi finiszowali Barreda Bort, de Soultrait i Walkner, a więc czołówka rajdu znana nam z poprzednich lat. Odpuścił nieco 14. Toby Price.

W quadach odcinek wygrał Ignacio Casale. Rafał Sonik po karach m.in. dla Kamila Wiśniewskiego, uplasował się na 5. pozycji. Wśród ciężarówek prowadzi na razie Ales Loprais w Tatrze, a klasę Side-by-side otwiera Anibal Aliaga.

Kiedy to piszę część zawodników jest już na trasie drugiego odcinka specjalnego i choć dopiero pierwsze załogi docierają na metę, to już mamy nieco rewelacji. Po pierwsze ogromny pech dotknął zespół X-raid. Debiutujący Bryce Menzies miał wypadek już na szóstym kilometrze OSu i musiał wycofać się z rywalizacji. Może to będą słowa na wyrost, ale od początku dziwiłem się, że X-raid dał temu Amerykańskiemu zawodnikowi tak odpowiedzialne zadanie. Jego głównym hasłem jest „nigdy nie zdejmuję nogi z gazu”, a dodajmy do tego status debiutanta w rajdzie i generalnie inny styl jazdy uprawiany w Stanach, a katastrofa gotowa. Yazeed Al-Rajhi, czyli drugi z kierowców nowego Mini Buggy uderzył w Mini Borisa Garafulica, także startującego w barwach zespołu X-raid… Teraz obie załogi czekają na trasie na przyjazd ciężarówki serwisowej, więc o jakimkolwiek dobrym wyniku mogą już zapomnieć. Dla odmiany swoją kanonadę rozpoczął Peugeot i wygląda na to, że jego załogi zajmą całe etapowe podium. Całkiem nieźle w obliczu tak potężnej konkurencji spisuje się nasz Kuba Przygoński w Mini, który po dziewiątym miejscu na pierwszym etapie teraz najprawdopodobniej zajmie 16. miejsce.

Wśród motocykli Panowie „mieszają się we własnym sosie”. Etap na chwilę obecną pada łupem Van Beverena, przed Quintanillą i Bortem oraz czwartym Sunderlandem, ale przed czołówką jeszcze pół odcinka specjalnego. Quady dopiero wystartowały i na pierwszym punkcie kontrolnym Rafał Sonik zameldował się na siódmej lokacie. Ciężarówki wciąż oczekują na wyjazd na trasę.

To dopiero początek rywalizacji, a emocji już jest całkiem sporo. Podstawowe pytanie brzmi, czy w klasyfikacji samochodów ktokolwiek będzie w stanie przeszkodzić Peugeotom? Jeśli chodzi o szanse naszej reprezentacji, to nie ukrywajmy – największe mamy w kategorii quadów. Rafał Sonik zawsze może wygrać swoją równą jazdą, a Kamil Wiśniewski prezentuje świetne tempo i szkoda kary, ale z tak małym doświadczeniem mogą mu się jeszcze zdarzać błędy nawigacyjne. Ważne jest, że Rafał zdaje się mieć godnego naśladowcę.

Ja natomiast, jak co roku, zachęcam do śledzenia Dakaru razem z 4 kółkami i dzielenia się spostrzeżeniami odnośnie rywalizacji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *