F1 Grand Prix Monako 2017

Po GP Hiszpanii wyścig w Monako to kolejna, bardzo nietypowa impreza. Tor, na którym współczesne bolidy tak naprawdę nie powinny się poruszać, z jednej strony nie ma szans oferować zaciętej walki i seryjnych wyprzedzań, a z drugiej pozwala obserwować niesamowity kunszt i umiejętności kierowców mknących ponad 200 km/h, nieraz dosłownie na milimetry od barier, na obiekcie, który nie daje marginesów bezpieczeństwa. Od lat to właśnie ta ostatnia cecha, wraz z otoczką pełną przepychu i odwiedzinami samej rodziny królewskiej, przyciąga uwagę do GP Monako.

Sporu o jakość ścigania oferowaną przez tor w małym księstwie nie będę próbował rozwiązać, choć żałuję nieco, że w tym roku nie padało. Deszcz zawsze jest bardzo groźny i ciekawy na tym torze. Niemniej, już od treningów, w tym roku nieco zaskakiwała postawa Mercedesa. Może poza pierwszym, wygranym przez Lewisa Hamiltona. Potem jednakże rozpoczął się nieco zjazd formy w dół dla całego zespołu, a dla Brytyjczyka w szczególności. Tym bardziej to zaskakujące, że przecież jeszcze w Hiszpanii Mercedes i Ferrari były niemal na równi, z przewagą zależną od sytuacji na torze i warunków pogodowych. Tutaj Merc, zawsze dość mocny na słynnym, wąskim torze, zdawał się mieć problemy z przyczepnością. Spadł nie tylko za Ferrari, ale nawet Red Bull zaczynał dokładać Srebrnym Strzałom.

Kwalifikacje, będące z reguły najmocniejszą stroną urzędujących mistrzów świata, stały się chyba najbardziej zaskakującą częścią weekendu, w brutalny sposób potwierdzając ich problemy z formą. Obaj kierowcy Mercedesa wyraźnie walczyli o tempo już od pierwszej części kwalifikacji, ale wydarzenia z drugiej były dopiero prawdziwym zaskoczeniem. Bottas, walczący z samochodem, jeszcze dawał sobie radę korzystając ze swoich umiejętności jazdy w warunkach słabej przyczepności jak w Soczi, ale Hamilton… Lewis zajmował trzynastą pozycję i narzekał przez radio
jak bardzo jego samochodem nie da się jechać. Wyglądało na to, że naprawdę nie uda mu się poprawić czasu, lecz w końcu znalazł się na szybszym okrążeniu. Wtedy do akcji wkroczył Vandoorne rozbijając swojego McLarena, który kręcił naprawdę niezłe czasy i po raz pierwszy w sezonie można było oczekiwać naprawdę niezłej pozycji startowej, a w dodatku zepsuł okrążenie Hamiltona. Tak więc Lewis odpadł w Q2, ale za to awansować dalej udało się Buttonowi! W Q3 natomiast od razu świetnym czasem popisał się Raikkonen. Pomimo starań Vettela nie odebrał Finowi pole position już do końca, co można uznać za wielkie zaskoczenie, bo widać było, iż okrążenie Kimiego nie było idealne. Za pierwszym rzędem Ferrari ustawili się Bottas i Verstappen. Dobry wynik zaliczył też szósty Carlos Sainz.

Weekend do zapomnienia dla Hamiltona

Start wyścigu był nader spokojny i nic wielkiego się nie wydarzyło. Z resztą w Monako stanów pośrednich nie ma. Cała stawka przejeżdża bezbłędnie T1 albo oglądamy potężną kraksę, bo po prostu nie ma gdzie uciekać. Świetna pogoda sprzyjała zresztą bezbłędnej jeździe. Ferrari od razu odskoczyły od reszty stawki, z bezpieczną przewagą Raikkonena nad Vettelem i Bottasem, tracących dystans do czerwonych od pierwszych metrów wyścigu. Z tyłu Hamiltonowi udało się zyskać jedną pozycję iii… nie zanosiło się zbyt szybko na więcej. Generalnie cała stawka ładnie ustawiła się gęsiego i jechała jeden za drugim w odstępach wynoszących średnio po 1-2 sekundy.

Niestety taki stan utrzymał się aż do serii zjazdów. Zabawę w czołówce rozpoczął Verstappen jadący tuż za Bottasem i wydawało się, że dysponujący lepszym tempem. Maxa ściągnięto do boksów, ale jego zmiana trwała niemal o sekundę dłużej niż to, co był w stanie wykonać Mercedes z bolidem Bottasa okrążenie później. Na nic więc zdały się próby i jak Verstappen zjeżdżał widząc tylne skrzydło Fina, tak i powrócił na tor w identycznej sytuacji. Zaraz potem na swój postój zjechał prowadzący w wyścigu Raikkonen, co było dziwną decyzją, która na pewno będzie rodzić pytania o rozgrywanie wyścigu przez Ferrari. Lider powinien de facto zjechać jako ostatni kontrolując to, co robią za nim rywale. Tymczasem zjeżdżający kilka ładnych okrążeń później Vettel był w stanie przed swoim zjazdem pojechać kilka szybkich kółek dysponując wolnym torem przed sobą. Skutkiem tego Sebastian wyjechał na tor już jako lider, a Kimiemu pozostał jedynie niesmak.

Raikkonen miał szansę na zwycięstwo, przynajmniej w teorii…

Znów w wyścigu nie wydarzyło by się pewnie już wiele więcej, gdyby nie nieodpowiedzialny i nieprzystający mistrzowi świata manewr Buttona na Wehrleinie. Jenson dosłownie wbił się między bolid Niemca i bandę, tuż przed wjazdem do tunelu. Pascal wylądował na boku, a Button zakończył wyścig ze złamanym zawieszeniem w najbliższej zatoczce. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale kraksa wywołała wyjazd samochodu bezpieczeństwa.

Zbliżenie się całej stawki dawało nadzieję na nieco rywalizacji w powoli kończącym się wyścigu. Tymczasem jeszcze za SC zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Zdublowany Ericsson mijał, jak to zwykle jest w podobnych sytuacjach, samochód bezpieczeństwa by ustawić się w odpowiednim szyku, zgodnie z życzeniem sędziów. Marcus chyba jednak coś źle wyliczył, bo mijał SC po zewnętrznej pierwszego zakrętu Monako, na niedogrzanych oponach i hamulcach. Manewr zakończył więc… wbijając się w bandę. Restart nie przyniósł wielkich rewolucji, poza Vandoornem, który przywitał się z bandą w identyczny sposób jak chwilę wcześniej kierowca Saubera. Neutralizacja chyba podgrzała zamiast ostudzić umysły kierowców, bo niedługo później w bok bolidu Kwiata wbił się Sergio Perez swoim Force India, z resztą chwilę wcześniej pouczając zespół żeby mu w kółko nie gadali do ucha, bo nie może się skupić na jeździe. Wyścig dla Daniła się zakończył, dla Pereza w sumie też, gdyż podróżował ostatni po wymianie nosa w boksach.

Do samego końca próby walki miały miejsce jeszcze w kanapce Red Bulla z Bottasem pomiędzy. Trzeci Ricciardo wyszedł na tą pozycję po opóźnionym zjeździe do boksów, wyprzedzając Maxa i Valtteriego, przez co Holender wpadł w szał. Po zjeździe samochodu bezpieczeństwa próbował atakować Bottasa korzystając z tego, że Fina z przodu nieco spowalniał z kolei Ricciardo, ale na nic się zdały te próby.

Button się nie popisał w swoim gościnnym występie.

Tak więc wygrał dublet Ferrari z pierwszym Vettelem i nieco nieobecnym Raikkonenem oraz Ricciardo uzupełniającym podium. Pierwszy raz od dłuższego czasu w top3 nie zobaczyliśmy żadnego Mercedesa. Hamilton i tak może mówić o szczęściu, gdyż wywalczył siódmą lokatę, korzystając w sumie z nieszczęścia innych.

Przyznam szczerze, że wyścig nie należał do najbardziej pasjonujących. Pokazał jednak ciekawą rzecz. Mercedes może mieć w tym roku poważne problemy na torach krętych i / lub z mniejszą przyczepnością. Mercedes, a może tylko Hamilton? Po wyścigu winę “zwalono” na złe ustawienia bolidu Brytyjczyka. Dziwne to jednak, żeby tak doświadczony zespół jak Srebrne Strzały nie potrafił przez cały weekend ustawić najszybszego bolidu w stawce, z mistrzem świata za kierownicą, choćby tak, żeby bez problemu łapał się do pierwszej dziesiątki?

2 thoughts on “F1 Grand Prix Monako 2017

  • Maj 29, 2017 at 2:15 pm
    Permalink

    Nie należy zapominać że Mercedes ma większy rozstaw osi, w Monako to na pewno nie pomagało.

    Reply
  • Maj 29, 2017 at 7:29 pm
    Permalink

    Jasna sprawa, ale jakoś w ostatnich latach im to nie przeszkadzało w dominacji 🙂

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *