Dakar 2016: zapowiedź

Peugeot 2008 DKR16

W świecie sportów motorowych nie ma przestojów. Kiedy tylko wydaje się, że na chwilę wyścigi i rajdy dają o sobie zapomnieć po napiętym sezonie letnim, przychodzi czas na tak naprawdę jedno z największych wydarzeń roku, którym z resztą od wielu lat każdy rok się rozpoczyna. Mowa oczywiście o Dakarze. Skoro nadciąga czas emocjonowania się pojazdami pędzącymi samotnie po horyzont przez pustkowia, ogromne wydmy i inne niedostępne tereny, pora przyjrzeć się temu, czego możemy się po nadciągającej imprezie spodziewać.

Główne czego możemy się spodziewać to nieco innej trasy. Nie z wyboru organizatorów niestety, lecz z konieczności. Spowodowane jest to naturalnymi katastrofami jakie nawiedziły Peru i Chile, a w wyniku których kraje te nie podjęły się organizacji przyszłorocznej imprezy. Co to oznacza dla niej samej? Przede wszystkim wspomniane już zmiany w trasie. Dakar został zamknięty w terenie Argentyny i Boliwii ze startem w Rosario i finiszem w Buenos Aires. Trasa może więc być nieco mniej pustynna, a bardziej skalista, niż przywykliśmy. Choć o odcięciu Dakaru od pustyni nie ma mowy, to jednak Atakama oficjalnie w całości leży na terenie Chile. Oznacza to także brak kilku legendarnych już dla amerykańskiego Dakaru odcinków i regionów jak Copiapo, Antofagasta i Iquiqe z jedynym w swoim rodzaju i nieco przerażającym zjazdem z ponad kilometrowej wydmy wprost nad brzeg oceanu. Zeszłoroczna szarża Hołka z tego miejsca chyba już na zawsze wpisze się do tych WIELKICH momentów polskiego motorsportu. Teraz jednak podobnych wyczynów nie będzie nam dane podziwiać.

Co dostaniemy w zamian? Chyba nie będzie tak źle. Marc Coma, który zakończył po tegorocznym rajdzie karierę i przeszedł do ekipy organizatorów, nie miał łatwego zadania z wytyczaniem trasy odcinków przy wciąż ograniczanym polu wyboru. Brzmi to śmiesznie mając na względzie to, iż Boliwia z Argentyną mają sumaryczną powierzchnię sięgającą ponad 1/3 powierzchni Europy. Poza tym dostaniemy przecież inne niezapomniane miejsca trasy w Ameryce Południowej, choćby solną pustynię Uyuni, będącą zmorą zawodników głównie dlatego, jak ciężką przeprawą jest dla ich sprzętu.
Problem jednak w tym, by odcinki Dakaru, będącego rajdem cross-country, nie zaczęły zbyt przypominać odcinków tzw. rajdów płaskich. Organizatorzy, w tym Coma, zapewniają jednak, że do tego nie dopuścili i będzie sporo bardzo trudnego terenu, ale także i długich bardzo szybkich odcinków. To dobrze, gdyż generalnie zmniejszenie ilości kilometrów odcinków pustynnych może negatywnie wpływać na szanse pojazdów typu buggy, a od lat przecież próbuje się udowodnić, że na Dakarze mają one równe szanse z pojazdami 4×4.

A właśnie! Przechodząc już płynnie do rywalizacji, nie można pominąć zespołu Peugeota, który poprzednią edycję zakończył, jak zakończył, ale nie ukrywał, że przyjechał się uczyć (w przeciwieństwie np. do takiego Nissana na Le Mans). W tym roku apetyty francuskiej ekipy są na pewno większe, z resztą widać to po gwiazdorskim składzie kierowców, jaki skompletowali. Pozwolę sobie szybko i konkretnie przytoczyć same nazwiska: Peterhansel, Despres, Sainz oraz Loeb i Elena. Właśnie jednym tchem wymieniłem paru facetów (a nawet jedną kompletną załogę), z których większość ma na swoim koncie przynajmniej jedno zwycięstwo w Dakarze, właściwie większość ma ich więcej, ale za to taki Sainz oprócz jednego triumfu ma jeszcze kilka tytułów Mistrza Świata WRC, a jeszcze większą ich ilością może oczywiście pochwalić się załoga Loeb/Elena, ale przedstawianie tych Panów mija się z celem. W tym rajdzie równie ważny jak ekipa jest sprzęt. Tu Peugeot twierdzi, że ich 2008 DKR16 (czekam, aż dodadzą kolejne dopiski…) ma wszystko by zwyciężyć w rywalizacji. Od zeszłego roku poprawiono ilość dostępnej mocy i zakres w jakim jest dostępna. Peterhansel powiedział nawet, że momentami mają jej zbyt dużo, ale to miły problem, gdyż teraz muszą się zastanawiać jak ją dozować, a nie myśleć, że jej brakuje. Zmieniły się także wymiary pojazdu. Jest niższy, szerszy i dłuższy. Ciekawe, bo od początku wydawało mi się, że ta konstrukcja jest nieco zbyt „kwadratowa”, a przez to będzie niestabilna. W każdym razie obniżono także środek ciężkości i zwiększono kąty najazdu podnosząc zwisy nadwozia, choć w tym wypadku o podwoziu też mowa. Na koniec przeprojektowano zawieszenie, które jest tu kluczowym elementem. Najważniejsza jednak jest chyba niezawodność, a jak z nią będzie, to już czas pokaże. Pewne jest, że jeśli Pug przetrwa jazdę Sainza, to przetrwa wszystko 😉 . El Matador znany jest ze stylu jazdy: albo 200%, albo nic, co z resztą udowadniał już w amerykańskim Dakarze. Co ciekawe, w zmodernizowanym zeszłorocznym Peugeocie pojedzie także Romain Dumas, czyli kierowca znany z wyścigów długodystansowych, w których występował za kierownicą prototypu Porsche.

Adam Małysz za kierownicą Mini All4 Racing

Pegueot za punkt honoru stawia sobie zdetronizowanie rządzącego już od lat na wydmach Nowego Świata Mini All4 Racing zespołu X-Raid. W edycji 2016 za kierownicą „przypakowanego” Mini usiądą nie tylko zwykli, bardzo groźni bywalcy jak Nasser Al-Attiyah, Nani Roma czy Orlando Terranova. W dakarowe Mini wsiadł także fin Miko Hirvonen znany z tras WRC i zza kierownicy Citroena DS3 WRC. Trzeba przyznać, że to ciekawa przesiadka dla zimnokrwistego Fina, ale i on sam nie ukrywa, że w tym roku o wynikach nie myśli, ale koncentruje się na nauce. Świeżym nabytkiem zespołu X-raid jest także Argentyńczyk Nazareno Lopez, który będzie cierpliwie zbierał doświadczenie. Na koniec oczywiście zostawiłem naszego Adama Małysza. Aż trudno uwierzyć, że to już piąty start Adama w Dakarze. Tym razem u jego boku zasiądzie Xavier Panseri, czyli świetny francuski pilot znany ze startów w Polsce, ale także z wielkiego doświadczenia dakarowego. Nie można przecież zapominać, że to właśnie Xavier rok temu wywalczył z Hołkiem podium! Jakby tego było mało, dwa kółka na cztery zamienił w tym roku Kuba Przygoński, również startujący w X-raidowym Mini.

Ani Mini, Ani Peugeot nie mogą czuć się bezpiecznie, gdyż konkurować z nimi będzie zupełnie nowa Toyota Hilux, która już w poprzedniej generacji pokazała, że potrafi walczyć z wielkimi jak równy z równym. Szczególnie w rękach Giniela de Villiers, czy Yazeeda Al Rajhi, który był rewelacją poprzedniej edycji. Jak zawsze ścigać ich będzie także Robby Gordon w swoim niepowtarzalnym Hummerze (teraz zwanym Gordini) i drugą załogą, którą wystawia jego zespół.

Acciona, czyli elektryczna strona Dakaru

Kandydatów do zwycięstwa mógłbym wymieniać jeszcze całkiem długo, jednak jak zawsze w rajdzie są też inne załogi, na które warto zwrócić uwagę. To z pewnością zespół Renault z ich wciąż udoskonalanym Dusterem, dla którego celem jest teraz pewny finisz w pierwszej dziesiątce, co przy tak mocno obstawionej stawce, wcale nie będzie prostym zadaniem. Warto też spojrzeć na zespół Acciona, który po raz drugi zamierza wystartować w Dakarze we 100% elektrycznym pojeździe. Rok temu zakończyli udział na drugim odcinku. Teraz pojazd pewnie przejeżdża już aż… pięć odcinków Rajdu Maroko. Cóż, ambicji i zapału trudno tym Panom odmówić.

W kategorii motocykli po raz pierwszy mogę napisać zdanie, którego wyklikać nie mogłem od lat: na pewno nie wygra ani Marc Coma, ani Cyril Despres! Obaj zakończyli już karierę na dwóch kółkach. Symboliczna zmiana pokoleń, która miała dokonać się rok temu, dokona się w 2016 w sposób bardziej brutalny. Dwóch wymienionych wcześniej mistrzów może poszczycić się czymś niespotykanym – ten duet, choć rywalizował ostro między sobą, przez aż dziesięć ostatnich lat był niepokonany. Despres i Coma wymieniali się ostatecznymi zwycięstwami, ale żaden z młodych gniewnych nie zdołał im ich wydrzeć, mimo naprawdę mocnych starań i walki, szczególnie przez ostatnie dwie edycje imprezy. Teraz młodzi, a także partnerzy zespołowi tych mistrzów, którzy zawsze pozostawali w cieniu lub robili za mobilny serwis, dojdą do głosu. Co z tego wyniknie? Trudno powiedzieć, możemy się chyba jednak spodziewać całkiem wyrównanej, zaciętej i emocjonującej walki z dużą liczbą nagłych zwrotów akcji. W czubie z pewnością znajdą się takie nazwiska jak Barreda Bort, Goncalves, Svitko, Casteu, Pain, Viladoms, Faria, Price. Ojjjj… tutaj przewidywanie faworytów przed startem kompletnie mija się z celem. Jedno jest pewne – będzie ostro i ciągle na limicie.

Renault rozwija Dustera powoli, ale konsekwentnie.

Quady w tegorocznym Dakarze przeżyją prawdziwe oblężenie faworytów. Na starcie pojawi się nie tylko zwycięzca ostatniej edycji, czyli nasz Rafał Sonik, ale także Ignacio Casale. Przede wszystkim jednak wracają obaj bracia Patronelli, którzy na tym rajdzie są prawdziwą potęgą. Będziemy mieli więc Rafała oblężonego przez lokalnych liderów, którzy te tereny znają jak własną kieszeń. Łatwo nie będzie.

Ciężarówki to już tradycyjna kawalkada Kamazów z załogami Mardeeva, Nikolaeva i Karginova. Jak zwykle też gonić ich będzie Gerard de Rooy i Ales Lopreis w Iveco. Czołówkę dopełnia Martin Kolomy w Tatrze i myślę, że to wśród tych zawodników należy upatrywać liderów.

Kuba Piątek ma już doświadczenie pozwalające na walkę.

Co do Polaków w Dakarze 2016 to reprezentacja będzie ciut skromniejsza niż w minionej edycji, jednak na pewno nie słabsza. Zrezygnował oczywiście Hołek, który po prostu nie ufa już swojemu organizmowi na tyle, by móc rywalizować na najwyższym poziomie w skrajnych warunkach tego rajdu. Mamy jednak wspominanych już Sonika, Małysza, Przygońskiego, czyli zawodników z niemałym doświadczeniem, jeśli chodzi o wydmy, nawet jeśli zmienili pojazdy. Przy okazji zmiany warto wspomnieć o Panach, którzy już mają ją dawno za sobą, czyli załodze Dąbrowski/Czachor w Toyocie Hilux. Pojawi się także Maciej Marton nawigujący w Hummerze prowadzonym przez Miroslava Zapletala. Jako pilot w Toyocie pojedzie też Sebastian Rozwadowski. Wśród motocykli reprezentować nas będą Jakub Piątek, który w zeszłym roku zbierał doświadczenie, Paweł Stasiaczek oraz Maciek Berdysz, któremu należy się szczególna uwaga, gdyż startuje on w grupie zawodników jadących rajd bez zespołu. Ma jedynie swój pakunek części i narzędzi oddany wcześniej na przechowanie organizatorom, wszystko robi sam i na sobie tylko polega. Takie osoby podtrzymują ducha rajdu z jego początków, kiedy startujący mogli liczyć niemal tylko na siebie. W quadach zdecydowanie stawiamy na jakość ponad ilość, czyli reprezentować nas będzie osamotniony Rafał Sonik. Nie mamy niestety w tym roku żadnej reprezentacji w dakarowej wadze ciężkiej, czyli ciężarówkach.

Rafał Sonik w formie, ale czy to wystarczy na potężnych rywali?

Impreza już tuż tuż, bo drugiego stycznia startuje prolog, a pierwszy pełen odcinek specjalny dzień później. Nasi zawodnicy są już na miejscu. Pozostaje więc trzymać kciuki za nich, za bezpieczeństwo i zdrowie wszystkich uczestników, a samemu podziwiać ich rywalizację i piękne widoki, które zawsze nam Dakar serwuje.

Dakar dostarcza wiele niepowtarzalnych obrazów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *