W moim śnie, cudownym śnie…

Pomarzyć zawsze można.

Dzisiaj będzie (dopiero dzisiaj…) bardzo od – siebie – motoryzacyjnie, czyli o moich dwóch marzeniach motoryzacyjnych, takich prawdziwych. Prawdziwych bo w życiu miałem ich wiele, jak każdy, ale te dwa od lat są niezmienne i, w przeciwieństwie do większości marzeń, mające uzasadnienie logiczne. Innymi słowy nic nie stoi na przeszkodzie by je zrealizować. Nic, czyli „tylko” pieniądze 😉 .

Triumph TR6

Zaczniemy od tego marzenia, które naprawdę ma się szanse spełnić, czyli od Triumpha TR6. Otóż w mojej rodzinie są zapaleńcy, którzy lata temu remontowali sobie starsze auta i w nich grzebali. Żeby nie szukać daleko to są nimi min. mój tata i brat. Trudno więc się spodziewać, żebym ja jako maniak motoryzacji jeszcze zdecydowanie bardziej „maniakowaty” niż oni, nie chciał uczynić czegoś podobnego. Oczywiście, że chcę, a moim marzeniem jest właśnie wyremontowanie i śmiganie takim Triumphem TR6. Auto w 100% mechaniczne, bez elektroniki, wspomagaczy, więc wszystko można robić samemu. Do tego klasyczny roadster, zupełnie niepraktyczny, niezbyt szybki, ale dający czystą, motoryzacyjną frajdę z jazdy. Czego chcieć więcej? Mamy klasyczne auto, w którym można sobie grzebać, do którego nie ma problemów z dostępnością części i wcale nie są one jakieś strasznie drogie. W dodatku wozik ma w sobie jakiś taki urok prostoty i korzeni motoryzacji. Może, może już niedługo? Kto wie…

Maserati Quattroporte

To już niestety marzenie z tych nieco mniej prawdopodobnych, przynajmniej jeśli chodzi o koszty zakupu nowego pojazdu (używane wcale nie miażdżą ceną) oraz koszty utrzymania bo przy obecnych cenach paliwa… Z drugiej strony jest to najbardziej, przynajmniej według mnie, logiczny wybór dla maniaka motoryzacji chcącego mieć jakieś cacko, ale cacko do normalnego życia, jazdy na co dzień, wakacje, przyciśnięcia na autostradzie, czy po prostu komfortowego dojechania na miejsce kiedy potrzeba. Maserati Quattroporte. Technologia Ferrari, dźwięk (!!!) Ferrari, zamknięte pod pięknym i praktycznym nadwoziem sedana. Mamy pełnoprawne, luksusowe cztery miejsca, mamy spory bagażnik, mamy komfort długich podróży, mamy samochód dla kierowcy z mocnym V8 pod maską i NIESAMOWITYM dźwiękiem (słyszałem na żywo, wierzcie mi) dobrym prowadzeniem, zupełnie nie przystającym do tak dużego i wygodnego auta. Tak więc oprócz sporych rozmiarów, które mogą być problemem w mieście mamy naprawdę praktyczne auto na każdy dzień i okazje, przy okazji będące pewnym pomostem między supersamochodami, a limuzynami. Czego chcieć więcej od samochodu? Chyba tylko tego, żeby teraz stał pod moim domem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *