Goodwood Festival of Speed 2015

Goodwood z rzeźbą producenta, która stała się tradycją.

Często piszę o wielkich wydarzeniach w świecie sportów motorowych i jak można się domyśleć, są to wydarzenia sportowe. Le Mans 24h, Rajd Dakar, GP Monaco i wiele innych klasycznych wyścigów, to esencja historii i ducha tego sportu. Dla osób niemogących pojawiać się na takowych imprezach, choć nie tylko dla nich, na całym świecie organizowane są pokazy i wystawy umożliwiające zbliżenie się do supersamochodów i pojazdów stricte wyścigowych, dające namiastkę tego, co zobaczyć można na torach świata. Pośród nich jest jedno wydarzenie zdecydowanie wybijające się ponad resztę, dostarczające wrażeń nieporównywalnych z innymi pokazami. Ba! Przebijające niejedne zawody sportowe. Mowa oczywiście o Goodwood Festival of Speed.

Festiwal organizowany jest od 1993 roku przez Lorda Marcha (jak każe się nazywać), który chciał przywrócić wyścigi na tor w Goodwood, jednak nie miał odpowiednich zezwoleń, więc zorganizował pokazy na wzgórzu, które jest jego własnością. Impreza okazała się dużym sukcesem i dziś przyciąga tłumy sięgające 150 tysięcy odwiedzających w ciągu raptem trzech dni. Nie bez powodu! Ambicją Lorda było bowiem zorganizowanie pokazów umożliwiających odwiedzającym podziwianie pojazdów najrzadszych, najpiękniejszych i najbardziej wartościowych dla motorsportu i motoryzacji w ogóle. Podziwianie nie tylko jako eksponaty muzealne, ale także jako auta w swoim żywiole, czyli poruszające się po trasie. Sukces tego formatu pozwolił na rozwój i wyrobienie renomy, będącej fenomenem na skalę światową. Oto ta, jakby nie patrzeć, prywatna impreza, stała się słynna na całym świecie, a najwięksi na globie producenci ściągają tam by zaprezentować swoje najnowsze, często kosmicznie drogie, projekty. W tym także prototypowe, istniejące nieraz w tylko tym jednym, jedynym egzemplarzu. Gdyby dla kogoś jeszcze było za mało, to po pokazach następuje część czysto sportowa, czyli hillclimb podczas którego potężne, specjalnie przystosowane potwory, próbują pobić rekord podjechania pod zielone wzgórze w Goodwood.

Jednak tak naprawdę te wszystkie nowe cudeńka nigdy nie mogą przyćmić niesamowitej kolekcji pięknych cywilnych i wyścigowych klasyków, prowadzonych przez największe nazwiska branży. Nie inaczej było także podczas tegorocznej edycji, która odbyła się w miniony weekend.

Całkiem typowy obrazek z Goodwood.

Przez trzy dni festiwalu można było podziwiać najróżniejsze pojazdy podzielone na grupy tematyczne, jeżdżące nie tylko na trasie asfaltowej, ale także na wyznaczonym odcinku naśladującym rajdy. Grupy wyznaczały podziały pojazdów na klasy wyścigowe, roczniki, a nawet pochodzenie, trudno więc jednoznacznie je opisać. Mięliśmy do czynienia między innymi z autami okresu przedwojennego, klasykami wyścigów długodystansowych, nowoczesnymi supersamochodami i autami GT, pojazdami rajdowymi, a nawet współczesną F1 i motocyklami. Ufff… a wymieniłem dopiero połowę. Do tego wszelkiej maści przerywniki, jak choćby bicie rekordu Guinnessa w najszybszym przejechaniu mili pojazdem poruszającym się na dwóch kołach – tu wykorzystano Nissana Juke.

Przepiękny Delahaye Type 135M Cabriolet z 1937 roku

Jedną z głównych ozdób tegorocznego pokazu były przejazdy klasycznej grupy C, święcącej swego czasu triumfy w wyścigach długodystansowych. Grupa C jest dla tej kategorii sportu, dokładnie tym, czym dla rajdów jest Grupa B. Złotym okresem nieco zachwianego balansu między ogromnymi prędkościami, wielkimi budżetami, kosmicznie zaawansowanymi konstrukcjami nieograniczanymi przez dość luźne regulaminy, a igraniem z ludzkim życiem i zdrowiem, przy poruszaniu się 400 km/h po prostej Circuit de la Sathe ćwierć wieku temu.

Ferrari 512 M

Trudno przekazać wszystkie te emocje bez dźwięku. Goodwood dostarcza maniakom motoryzacji doznań przez wszystkie zmysły. Na szczęście nowoczesne technologie przychodzą z pomocą i festiwal transmitowany jest na cały świat na żywo, przez oficjalny przekaz na YouTube. Jeśli zaś chodzi o dźwięk właśnie to moim faworytem, jak z resztą wielu osób, jest Mazda 787B z silnikiem Wankla wyposażonym w cztery obrotowe tłoki i kręcącym się do 10 000 obrotów na minutę. Kiedy ta jednostka wchodzi na obroty, po prostu nic nie może się z nią równać. W Goodwood tym modelem miał okazję przemieszczać się Valentino Rossi, który obok Sir Stirlinga Mossa, Sir Jackiego Stewarta, Dereka Bella, Kena Blocka, Nico Rosberga, Kimiego Raikkonena i wielu innych, był jedną z gwiazd uświetniających imprezę. Niestety starszy brat 787B, czyli 767B był częścią przykrych wydarzeń na Goodwood. Auto po prostu uległo wypadkowi i choć wyglądało źle, a fanom takich klasyków łzy niemal napływały do oczu, to nie są to uszkodzenia, z którymi inżynierowie Mazdy sobie nie poradzą.

Nie zabrakło także wielkich producentów chcących pokazać swoje nowe auta publiczności po raz pierwszy właśnie w Goodwood. Największą premierą był bez wątpienia Aston Martin Vulcan, czyli zabawka dla tor przeznaczona dla najbogatszych. Pokazano także świeżutkiego Mustanga GT350R, no i oczywiście ostatnią ewolucję Focusa RS. Była także superhybryda Koenigsegga – Regera.

Renoma imprezy przyciąga wielkie marki wystawiające swoje najcenniejsze klasyki wyciągnięte wprost z muzeum i oddane w ręce wielkich kierowców minionej epoki. Tak prezentował się w tym roku Mercedes z paradą aż siedmiu legendarnych 300 SLR! Miały one jednak niemałą konkurencję pod postacią całej kawalkady bolidów Formuły 1 z najróżniejszych epok, dającej niezły obraz zmian jakie zachodziły w królowej motorsportów. Smaczku przejazdom dodawał fakt, że auta w Goodwood nie są zwykle znikąd. Są to rzeczywiste maszyny sportowe, z których każde ma swoją historię, nieraz bardzo pokręconą. Po dziś dzień noszą ślady sezonów, w których się ścigały, w tym także barwy sponsorskie. Podziwiać można było więc auta w malowaniach wręcz utożsamianych z wyścigami, czyli Martini i Gulf.

Renault 5 Turbo

A propos śladów rywalizacji. Tradycyjnie już na imprezie pojawiło się auto, które zwyciężyło w ostatnim klasyku na Le Mans. Porsche nawet nie usunęło brudu ze zwycięskiego numeru 19. To z resztą chyba jedyny rodzaj zabrudzeń, którego wręcz nie można zmywać. Konkurencja nie pozostała dłużna, na trasie prezentowała się również Toyota i Audi ze swoimi prototypami.

Ford Escort MKI na odcinku rajdowym

Ciężko jest opisywać podobne imprezy, gdyż trzeba je po prostu oglądać i chłonąć każdy obraz tych przepięknych aut i każdy ich dźwięk. Właśnie! Wystarczy posłuchać tych przejazdów by mocno, mocno zweryfikować swoje przeświadczenie co do tego, jak odgłosy wpływają na odbiór rywalizacji i jak niesamowicie brzmiały auta z dawnych lat. Daruję opisy dźwięków bo przekraczają moje zdolności wyrazu literackiego. To po prostu poezja dla uszu fana motoryzacji, a by ją usłyszeć wystarczy, że odpalicie kompletne powtórki z transmisji na żywo, które są dostępne na YT. Zachęcam też do poszukiwania zdjęć niezliczonych stoisk z imprezy, gdzie z pewnością znajdziecie auta, o których istnieniu nawet nie mieliście pojęcia… Pod tym względem Goodwood nie ma konkurencji na całym świecie i nie ma w tym odrobiny przesady. W samym opisie, który właśnie czytacie, pominąłem dobre 90% konstrukcji wartych uwagi, a które można było podziwiać. Choćby parada McLarenów F1, żeby długo nie szukać.

Mercedes W196 Monza

Gdyby komuś było mało to po Festival of Speed jest jeszcze Revival, czyli impreza podczas której klasyki w Goodwood poruszają się nie po wzgórzu, ale po torze wyścigowym, który został już odpowiednio przystosowany do organizacji zawodów. Innymi słowy robią to, do czego zostały stworzone – jeżdżą, a nie stoją w muzeum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *