Więc chodź, pomaluj mój świat!

Jak Bugatti to tylko niebieskie.

Dziś będzie wpis historyczno – encyklopedyczny, ale mam nadzieję, że ciekawy bo związany z historią wyścigów, z drobnym akcentem polskim. Mianowicie, czy patrząc na samochody, teraz szczególnie wyścigowe, ale również niektóre cywilne, zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięły tak charakterystyczne dla nich kolory? Czy marki sobie same je wymyśliły, czy ktoś je łaskawie nimi obdarzył? Skąd się wzięła czerwień Ferrari, czy słynna brytyjska wyścigowa zieleń? Nie? Zapraszam więc na krótką wycieczkę po historii początków wyścigów, aby odnaleźć prawdę.

Słowem wprowadzenia dla osób, które się nie orientują, szybko przypomnę jak wyglądały pierwsze wyścigi automobili. Nie miały one bowiem nic wspólnego z tym co teraz możemy oglądać w telewizji. Ba! Niewiele miały nawet wspólnego z obecnymi wyścigami ulicznymi od świateł do świateł, dzielnych mężów stanu ubranych w dresy z siedmioma paskami, zasiadających w swoich beemkach z dziurawym wydechem.
Pierwsze wyścigi bowiem owszem, odbywały się na publicznych drogach, jednak pojazdami w nich używanymi były nieraz auta własnej konstrukcji albo chociaż przez kierowców nimi się ścigającymi, modyfikowane. Warto dodać, że była to również rozrywka wyższych, tych najwyższych sfer, a że czasy były inne to często po kilku sukcesach na torze tacy Panowie po prostu zakładali… własną fabrykę samochodów. Kto tak zaczynał? Pozwolę sobie wymienić kilka nazwisk, które może coś tam wam mówią: Enzo Ferrari, Bruce McLaren, Ettore Bugatti, Louis Chevrolet…

Bruce McLaren i Jacky Ickx w Spa-Francorchapms.

Ścigano się o skrzynkę szampana, uścisk dłoni prezesa, honor i chwałę. Wszystko to, co dziś często uważamy za bezwartościowe, jednak dla tamtejszej arystokracji było najwyższymi wartościami. Warto podkreślić, że sport wtedy nie był skomercjalizowany jak dziś, a walkę traktowano jako rywalizację nacji. Ktoś wpadł więc, żeby usystematyzować malowania pojazdów tak aby łatwo dało je się odróżnić na torze. Podobno w przydzielaniu tych kolorów swój udział miał, jeśli mnie pamięć nie myli, francuski baron polskiego pochodzenia. Wybaczcie, kiedyś czytałem o tym ciekawy artykuł, jednak teraz nie mogę go odnaleźć,a magazynu, w którym był nie pamiętam, w sieci sprawa nie istnieje nawet dla Google. Wierzcie mi jednak, że polska krew miała w tym swój udział.

Co ciekawe kolory te często nie były tożsame z barwami narodowymi każdego z krajów używanymi w polityce, czy innych sportach. Kolory wyścigowe stały się więc odrębną kategorią, a historie wymyślenia i przydzielenia każdego z nich są ciekawą cząstką całej opowieści, a w celu ich poznania zachęcam do pogrzebania w Internecie. Tak czy siak skończyło się to układem, kiedy samochody francuskie miały się legitymować kolorem niebieskim zwanym bleu de France, brytyjskie zielenią British Racing Green, włoskie czerwonym Rosso Corsa, czyli po prostu czerwień wyścigowa, niemieckie białym, amerykańskie niebieskim z białymi pasami lub na odwrót jeśli chodzi o kolory, belgijskie żółtym, a japońskie białym z czerwonym Słońcem.

Zółty, belgijski Gillet Vertigo.

Kolorów przybywało tak jak i przybywało producentów samochodów w różnych krajach, jednak te wymienione przeze mnie powyżej są zdecydowanie najbardziej znane. Co ciekawe kolory te ewoluowały po dziś dzień jeśli chodzi o odcienie, a czasem zmieniały się zupełnie. I tak na przykład British Racing Green było zupełnie jasnym odcieniem, aż ściemniało niemal do czerni, czyli odcieniu w jakim dziś znamy ten kolor. Niemiecka biel została za to w pewnym momencie zastąpiona przez kolor srebrny, choć nie zginęła zupełnie. Wzięło się to stąd, iż niemieccy inżynierowie wyliczyli, że pojazd bez farby waży mniej w związku z tym pozostawiali oni zupełnie gołe nadwozia, składające się z połaci srebrnej blachy. Od tego i charakterystycznych, opływowych kształtów wzięło się potem określenie pojazdów Mercedesa i Auto Union (dziś Audi) „Silver Arrows”. Cóż, jeśli ktoś spodziewał się po Niemcach czegoś więcej niż zarzucenia stylu na rzecz wagi, tak wbrew stereotypom, to się zawiódł 😉 .

Jaguar D-Type w tradycyjnym British Racing Green.

Co się z tymi kolorami dzieje dziś? W skomercjalizowanym świecie bolidów oklejonych znaczkami napojów energetycznych nie powinno być już na nie miejsca. Jednak przetrwały. Nie tak wyraźne i dostojne jak kiedyś, ale dalej budzące szacunek, szczególnie wśród zaznajomionych z tematem. Gdzie spytacie? Ha! Przecież nawet nasz jedynak w Formule 1 miał udział w kontynuowaniu tej tradycji! Przypomnijcie sobie po prostu jaki był główny kolor bolidów BMW podczas startów w F1. Najbardziej ze swoim dziedzictwem obnosi się po dziś dzień Ferrari, dla którego Rosso Corsa jest flagowym kolorem tak w sportach, jak i autach cywilnych. Również włoskie Alfa Romeo chętnie sięga po ten kolor, jednak już bez podkreślania jego znaczenia, mimo to przecież również z Alfa Romeo czerwień się wam powinna kojarzyć. Audi z kolei chętniej odwołuje się do srebrnego w swoich startach w Le Mans. Tam też widzieliśmy Bentleya startującego po 2000 roku w tradycyjnych barwach British Racing Green. Jeśli chodzi o auta cywilne to jeszcze nie tak dawno Jaguar i Bugatti chętnie odwoływało się do swoich wyścigowych kolorów. Te odwołania skończyły się wraz z włączeniem firm do innych wielkich przedsiębiorstw gdzie nie liczy się legenda marki budowana przez lata, a formularze z Excela z jak największym ciągiem zer.

Co ciekawe w wyścigach mamy również inną tendencję i kategorię, nazwijmy to, legendarnych sponsorów, czy barw sponsorskich, jak na przykład Martini Racing, czy Gulf. To jednak już temat na inny wpis.

2 thoughts on “Więc chodź, pomaluj mój świat!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *