Pięć na piątek: hot hatche, które zmieniały świat

Hot hatche to ciekawa kategoria samochodów. Niepozorne, nieprzeładowane luksusem, a dzięki temu dostępne i potrafiące zwojować globalny rynek, dając entuzjastom to, czego oczekują.

Hot hatche mają trudne zadanie – być autem znośnym i przyjemnym do jazdy na co dzień, do tego praktycznym, a jeszcze zapewniać emocję i frajdę z prowadzenia tym, którzy chcą od samochodu czegoś więcej, niż tylko prostego środka transportu między dwoma miejscami. Tym bardziej ciekawe jest, że ten rynek wielokrotnie był zdominowany przez Francuzów, którzy znani są raczej z tworzenia „kanapowozów”, a nie zabawek wywołujących uśmiech na twarzy kierowcy.

5. Ford Focurs RS MKI

Ford Focus RS swego czasu wywoływał niemały szczęokoopad. Kiedy wydawało się, że hot hatche nieco podupadły, wparował on… cały na niebiesko. Wielu będzie się spierało, że to auto nie do końca spełniające ideę hot hatcha, bo jednak nie segment B, ale kompakt. Niemniej poza rozmiarem, dziś i tak porównywalnym ze współczesnym segmentem B niektórych producentów, Focus RS MKI ma wszystko, co mieć powinien. Dziś już nie powala wyglądem, ale (dla tych co nie pamiętają) przypomnę, że w 1998 to było auto niemal kosmiczne z wyglądu, a mówię tu o standardowym Focusie. Do tej pory pamiętam jak sąsiad z bloku kupił swojej żonie Focusa na gwiazdkę – całe osiedle patrzyło przyklejone do szyb.

Focus z założenia prowadził się naprawdę fajnie i przez lata był wzorem dla całego segmentu C i nie tylko. Wersja RS natomiast zrobiła z tego praktycznego auta prawdziwego potwora. Ja wiem, że 215 koni dziś już na nikim nie robi wrażenia, ale ponad 20 lat temu, w aucie z przednim napędem było to coś, czego naprawdę należało się bać. Dość powiedzieć, że egzemplarze z początku produkcji RSa wcale nie były lekko i świetnie prowadzącymi się sportowcami. Mechanizm mający rozdzielać moment obrotowy pomiędzy przednimi kołami, niezbyt radził sobie z mocą i kierownicą szarpało na boki, przy mocniejszym wciśnięciu gazu. Usprawnienia dodane w czasie produkcji ostatecznie rozwiązały ten problem.

Focus RS MKI choć nie był wielkim przełomem, to odnowił ducha hot hatchy w świecie coraz bardziej rozleniwionych, tyjących aut dla ludu. Teraz sam nieco zaginął tracąc swoją tożsamość pośród rynkowej konkurencji, ale legenda modelu RS ma się całkiem dobrze. Co ciekawe RSa pokochali Brytyjczycy. Z 4501 wyprodukowanych egzemplarzy, ponad 2000 trafiły właśnie do Wlk. Brytanii.

4. Renault Clio Williams

Renault Clio Williams było genialnym zabiegiem marketingowym, choć nie tylko. Użycie nazwy Williams, dla uczczenia partnerstwa z odnoszącym sukcesy zespołem Williams F1, przyniosło świetne efekty. Prawda natomiast była taka, że zespół Formuły 1 nie miał nic wspólnego z tym Clio, rozwijanym przez dział Renault Sport. Jednak nie chodziło tylko o nazwę. Auto miało ponad 140 koni przy masie własnej nieco ponad 900 kilo. Lekkość robiła swoje. Do tego sztywniejsze zawieszenie, poszerzony rozstaw kół na przedzie, podpicowana skrzynia i kilka innych. Planowano zrobić 3800 sztuk do celów homologacyjnych, ale popyt był tak wielki, że zrobiono kolejne 1600. Mało tego, dorobiono potem kolejne serie Williams 2 i 3. W sumie Clio Williams powstało około 12 tysięcy sztuk, a mimo to jest obecnie białym krukiem. Dlaczego? Auto często było bazą dla konstrukcji sportowych, a rajdy potrafią kończyć się kraksami… Dlatego niestety wiele Williamsów skończyło skasowane na drzewie podczas imprezy sportowej, więc rzeczywista liczba egzemplarzy na rynku jest sporo mniejsza i trudna do oszacowania. Niemniej ten model popchnął dział Renault Sport nieźle do przodu, dzięki czemu Panowie wypuścili w późniejszych latach jeszcze sporo ciekawych aut.

3. Honda Civic Type-R

Honda Civic szóstej generacji jest (chyba) bliska naszym polskim sercom. Auto mocno popularne jeśli chodzi o przystosowanie do sportu, niezawodne, z ogromną bazą części. Oczywiście jego czas już przeminął, ale jeszcze kilka lat temu Civika można było zobaczyć niemal wszędzie. Civic Type-R był za to marzeniem i istnym majstersztykiem. Ważył nieco ponad tonę, a z jego silnika 1.6 VTEC B16B wyciśnięto aż 185 koni, czyli ponad sto z litra! W 1996 roku i cywilnym aucie sportowym „dla ludu”!

Do tego dochodziło obniżone zawieszenie, zmienione przełożenie układu kierowniczego, poprawione hamulce, sportowe fotele Recaro i kilka innych gadżetów. Znów, podobnie jak Clio Williams, było to auto popularne jeśli chodzi o przystosowanie do sportu. Ktokolwiek, kto miał okazję jechać tym autem, z pewnością przyzna, że ta zrywność, wysoko kręcący się silnik i zwinne prowadzenie, to coś, czego współczesne auta mogą Type-R pozazdrościć.

Japońskie auta sportowe z lat 90 przeżywają teraz niezły boom na rynku. Civic VI Type-R z minimalnym przebiegiem, już dwa lata temu osiągał niemal 400 tysięcy złotych na aukcji (!!!). Przez popularność i dostępność części, ciężko jest znaleźć obecnie egzemplarz w oryginalnym stanie.

2. Mini Cooper

„Zaraz, zaraz… Focusa jeszcze zniese, ale Mini to już kupa, a nie hot hatch!”. Pewnie ktoś tak powie i będzie miał rację, bo Mini teoretycznie hatchbackiem nie jest, choć jakiś tam właz z tyłu ma 😉 . Niemniej to właśnie Mini Coopera uważam za pradziada wszystkich małych aut, mających dawać frajdę. Choć tak naprawdę wyszło to przypadkowo. Mini zostało zaprojektowane jako tanie auto dla ludu, będące odpowiedzią na kryzys paliwowy. Tu nic nie pozostawiono przypadkowi, nawet konstrukcja karoserii była podporządkowana prostocie i niskim kosztom, ze spawami widocznymi z zewnątrz. Do tego doszedł poprzecznie umieszczony silnik, który właśnie dzięki Mini stał się standardem w autach z przednim napędem. Nie wiem czy wiecie, ale Mini zamiast klasycznych sprężyn, ma zawieszenie oparte o gumowe półkule. Dają one zdecydowanie sztywne zachowanie auta. Mam sporo rodzinnych wspomnień z Mini Cooperem i zapewniam was – po przejeździe przez Warszawę kilkanaście lat temu, zbierało się plomby z podłogi.

Mocniejsza odmiana Mini Coopera powstała po tym, jak John Cooper, budujący bolidy F1, stwierdził, że auto ma potencjał sportowy i poszedł do zarządu firmy British Motor Corporation (produkującej Mini), ze swoim pomysłem. Warto dodać, że oryginalne Mini zaprojektowało raptem trzech inżynierów, dwóch studentów, a w zespole było jeszcze trzech kreślarzy. Tak – wtedy nie było komputerów i wszystko trzeba było narysować ręcznie. Pierwsze „sportowe” Mini w wersji Cooper miało raptem śmieszne 55 koni, ale przy masie nieco ponad pół tony, to wcale nie było tak mało. Całość miała w dodatku miejsce ponad 60 lat temu, a to już zmienia percepcję. Mini Cooper szybko został zaprzęgnięty do rajdów i wyścigów, a tam odniósł ogromne sukcesy. Kilkukrotnie wygrywał Rajd Monte Carlo, ale też Rajd Finlandii, czy… Rajd Polski. Dominacja Mini Coopera w rajdach trwała ponad pół dekady, a musicie wiedzieć, że wtedy samochody były dużo mniej modyfikowane pod kątem sportu. Mini wygrywało też tytuły w brytyjskiej serii wyścigowej oraz jej europejskim odpowiedniku. Do tego dochodzą seryjne zwycięstwa w australijskich wyścigach długodystansowych. Nie bez powodu auto zostało wybrane europejskim samochodem stulecia, w jako światowy samochód stulecia zajęło drugie miejsce, przegrywając tylko z Fordem T. Produkowano je od 1959 roku, aż do 2000!

Jeśli ktoś jechał kiedyś Mini, ten dobrze wie, że wrażenia z jazdy są nieporównywalne z prowadzeniem jakiegokolwiek innego pojazdu. To naprawdę drogowy gokart, choć niektórzy powiedzą, że dopuszczona do ruchu taczka 😉 .

1. Peugeot 205 GTI

Przyznam szczerze, że Peugeot 205 GTI to moje niespełnione marzenie motoryzacyjne. Auto – legenda, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Model 205 trafił na rynek i z miejsca uratował firmę, która była wtedy w sporych tarapatach finansowych. Potem koncern rozochocił się na tyle, że widząc rynek hot hatchy wykreowany przez Golfa GTI, zapragnął uszczknąć coś dla siebie. Wyszło im całkiem niezłe uszczknięcie. Wypuszczona wersja GTI 1.6, a potem jeszcze mocniejsza z silnikiem 1.9, zdominowała rynek małych aut o sportowym zacięciu. Jakby tego było mało do firmy Peugeot zgłosił się niejaki Jean Todt twierdząc, że widzi dla 205 miejsce w sporcie. Tak powstały potwory nazwane T16, dające podstawę pod budowę konstrukcji rajdowej grupy B. Peugeot 205 odnosił w rajdach sukcesy nie mniejsze niż Audi, z resztą pokonując monstra niemieckiej firmy, typu odmiana S1.

Z ciekawostek warto nadmienić, że Peugeot 205 w roku swojej premiery, przegrał tytuł Car of The Year z… Fiatem Uno. Na szczęście nie zmienia to faktu, że po dziś dzień 205 GTI jest uznawany przez wielu za najlepszy hot-hatch w historii, będący niedoścignionym wzorem dla innych i dający niesamowitą frajdę z prowadzenia. Jeszcze da się znaleźć egzemplarze w cenie… rozsądnej, czyli do 50 tysięcy złotych. Te w stanie fabrycznym, osiągają natomiast zawrotne kwoty. Idę sprawdzić totka.

Źródło: Autocar | Carbase | Wikipedia

2 komentarze do “Pięć na piątek: hot hatche, które zmieniały świat

    • 6 maja, 2022 o 8:27 am
      Permalink

      Jasne 😉 . Delta Integrale to też hot hatch, ale wszystkich zmieścić się nie da.

      Odpowiedz

Leave a Reply

%d bloggers like this: