W świecie atrap: skrzynia manualna

Zmiana na motoryzację elektryczną jest zmianą nie do końca logiczną, ale mającą już miejsce. Wiele ruchów w jej obrębie jest absurdalnych, jak na przykład „niebieskie” wstawki na elektrycznych autach. Teraz do tej grupy dołączyła także skrzynia manualna, a właściwie jej przyszłość.

H-niby-shifter

Wydaje się, że nic w temacie motoryzacji elektrycznej nic nie może być normalne. Z jednej strony wmawia się nam, że to „samochody jak wszystkie inne, tylko lepsze”. Z drugiej mówi się, że to przyszłość, ale nikt nie robi samochodu od zera zaprojektowanego pod upakowanie napędu elektrycznego – tradycyjny wygląd musi być, żeby kliencie się nie zniechęcili. Tak mówią. Z jeszcze innej strony na tych tradycyjnych autach wpierdziela się niebieskie plastikowe wstawki, by dumny właściciel mógł prezentować, że ma elektryczne auto. Innymi słowy chwali się, że go na nie stać i że wy dojedziecie na wakacje nad Adriatyk w 12 godzin, a on w 18, z czego jedną trzecią spędzi na ładowaniu. Oczywiście jeśli znajdzie ładowarkę w optymalnym miejscu.

Czyli mamy samochody, które reklamuje się, że są inne, a z drugiej strony próbuje się pokazać, że wcale inne nie są. Teraz do tego trendu absurdów dołącza skrzynia manualna. Co konkretnie? Otóż Toyota opatentowała w USA system imitujący działanie skrzyni manualnej w elektrykach. Jak on działa? Ano macie drążek, jak w prawdziwej skrzyni. Macie trzeci pedał, jak prawdziwe sprzęgło. Różnice zaczynają się dalej. Drążek to nic innego jak… przełącznik trybów pracy napędu. Innymi słowy w każdym z „biegów” napęd elektryczny przełącza się w inny tryb dostępnego momentu obrotowego i mocy, by imitować zmiany biegów w pojeździe spalinowym. Teatru dopełniać ma fikcyjny trzeci pedał, którego naciśniecie będzie nawet wywoływało równie fikcyjny skok obrotów, jakbyśmy właśnie naprawdę wysprzęglili. Wisienką na torcie tego absurdu mają być wibracje w pedale, imitujące pracę normalnego pedału sprzęgła oraz siłownik przy drążku, naśladujący opór przy wbijaniu prawdziwych biegów.

Nie potrafię, naprawdę nie potrafię zrozumieć, jaki jest sens tego rozwiązania. To trochę tak jak włączanie dzieciom transmisji z wyścigu w telewizji i dawanie im plastikowego talerza do kręcenia i udawania, że sterują bolidem. Tylko tu mówimy o dorosłych ludziach i prawdziwych pieniądzach. Nie rozumiem też sensu udawania, że samochód elektryczny jest pojazdem spalinowym, ale o tym wspominałem już wielokrotnie. Po co? Dlaczego nie wziąć tego na klatę i powiedzieć, że auto elektryczne ma swoje wady, ale ma też zalety, którym silnik spalinowy nie dorówna nigdy – m.in. dostępność momentu obrotowego. Tymczasem takim rozwiązaniem właśnie największą zaletę elektryków, czyli moment dostępny od zera, stara się zniwelować i zastąpić cechą charakterystyczną aut spalinowych. Fajną i do której jesteśmy przyzwyczajeni, ale skrzynia manualna w autach spalinowych była kiedyś KONIECZNOŚCIĄ. Dlatego ją montowano. Co przyświecało twórcom tego patentu? Dlaczego ktoś miałby chcieć w samochodzie elektrycznym atrapę skrzyni manualnej? Nie mam zielonego pojęcia. Skoro jednak już mówimy o konieczności…

Kompleks drążka

Absurdy dotyczące skrzyni rozciągają się poza motoryzację elektryczną, więc nie wieszajmy psów tylko na niej. Wybaczcie mi, jeśli kogoś urażę, ale mam wrażenie, że albo Amerykanie cierpią na jakiś kompleks związany z nieumiejętnością obsługi skrzyni manualnej, albo to Europejczycy ich w taką paranoję wciągnęli. Fakt faktem jednak, że w USA sprzedaje się 3% nowych aut ze skrzynią manualną, podczas gdy w Europie wciąż jest to koło 80%! Powody? Cóż… w Ameryce drogi są w większości mało angażujące, a są Stany, w których to tylko niekończące się proste nitki, przecinane prostopadłymi skrzyżowaniami. Lepiej więc nie zajmować się jazdą, bo i tak nie ma czym, tylko patrzeć na pustynię takiej na przykład Nevady. No i tam jest sporo tańsza benzyna, więc argument o większym spalaniu automatów także nie przemawia. Dodajmy do tego fakt, że na egzamin prawa jazdy sami musicie skombinować sobie auto. Tymczasem w Europie macie pojazd egzaminacyjny (zwykle) z manualem. W Stanach po egzaminie na automacie możecie jeździć wszystkim, w Europie po egzaminie na automacie możecie jeździć tylko automatem.

Tak czy siak różnica jest ogromna, a Amerykanie z jednej strony nie chcą, z drugiej strony mają z powodu braku drążka jakieś kompleksy. Jeśli połączymy to z ogólną sztucznością Stanów i całą ich popkulturą, z takiego gara wyskoczy nam kolejny nowy patent, tym razem zgłoszony przez markę Ford.

Skrzynia na Instagrama

Co to takiego? To de facto skrzynia manualna bez sprzęgła. Serio. No dobra sprzęgło jest, ale jest sterowane przez elektronikę. Dla osób które mają kompleks, bo nie mają na czym oprzeć dłoni pomiędzy fotelami, Ford oferuje drążek. Drążek jest (w założeniu) normalnym drążkiem manualnej skrzyni biegów. Przełącza biegi jak manualna skrzynia biegów. Nie trzeba jednak do tego operować trzecim pedałem, przed którym wiele osób zza Atlantyku odczuwa wewnętrzny strach i niepokój. Za kierowcę robi to czujnik umieszczony w główce drążka. Wykrywa on kiedy kierowca położy dłoń na drążku i przygotowuje się w tym momencie do wysprzęglenia. Robi to automatycznie w momencie ruchu drążkiem i kiedy bieg zostaje wbity, sam znów łączy układ przeniesienia napędu. Dla „hardcore’ów” ma być w aucie montowany też trzeci pedał. Taki prawdziwy, choć nie do końca, bo nie będzie miał fizycznego połączenia ze sprzęgłem. To tylko pedał z czujnikiem pozwalającym sterować elektronicznym mechanizmem.

Najśmieszniejszy w tym patencie jest fakt, że jest on całkowicie odcięty od rzeczywistości. Jakby jego twórcy sami nigdy nie jeździli samochodem z manualną skrzynią, tylko „czytali legendy o zmianie biegów”. Przecież chyba większość z nas trzyma prawą rękę na skrzyni, przez zdecydowaną większość czasu, jaką spędzamy za kierownicą. Równie dobrze taki czujnik mógłby więc zakładać, że cały czas może następować zmiana biegu. De facto w warunkach miejskich przecież właśnie tak jest. Także po co to wszystko? Dla mnie pomysł kompletnie z czapy i odcięty od realiów.

Jednak w takim właśnie dziwnym świecie żyjemy. W świecie, gdzie samochody elektryczne reklamuje się jako ciche, ekologiczne i o wspaniałej charakterystyce względem spalinowych, a potem dodaje im się głośniki imitujące silnik bo są za ciche, sztuczną skrzynię i z tym wszystkim masę, psującą ekologię. W świecie, gdzie zamiast nauczyć obsługiwać się skrzyni, mogę sobie kupić samochód z imitacją skrzyni manualnej, żeby poczuć się lepiej, jak się pochwalę znajomym. Cytując klasyka: dziwny jest ten świat.

One thought on “W świecie atrap: skrzynia manualna

  • 27 lipca, 2022 o 10:50 am
    Permalink

    Ciekawy artykuł ale to prawda, że w stanach jeżdżą tylko na automatycznej skrzyni biegów. Sam posiadam w samochodzie automat i nie wyobrażam mieć innej

    Odpowiedz

Leave a Reply

%d bloggers like this: