The Arrinera End

Uwaga, uwaga! Niesamowicie łamiąca i zaskakująca wiadomść, której nikt się nie spodziewał! Arrinera, świadectwo potęgi polskiej gospodarki, auto o którym marzył cały świat i zazdrościli go nam Niemcy…. jednak nie powstanie!

Klamra

Jeśli jeszcze nie znacie wiadomości, która wstrząsneła światem motoryzacji, to już śpieszę z jej przekazaniem: firma Arrinera ogłosiła, że jej supersamochód Hussarya jednak nie powstanie. Powód jakże prosty, banalny i oczywisty: brak chętnych inwestorów i zarazem brak pieniędzy na dokończenie projektu. Projektu od początku realizowanego w sposób, który wskazywał raczej na to, że celem jest właśnie pozyskanie pieniędzy, a nie zbudowanie samochodu.

Cała historia zaczęła się (podobno) w 2008 roku. Ja w 2012 jeszcze sam optymistycznie pisałem o tym projekcie. W końcu cztery lata tworzenia supersamochodu od zera, w kraju praktycznie bez własnego przemysłu motoryzacyjnego, to bardzo rozsądny termin, prawda? No i kto z fanów motoryzacji nie marzył i wciąż nie marzy o naszym, polskim samochodzie?

Równia pochyła

Mijały jednak kolejne lata i choć nie można powiedzieć, że nic się nie działo, to ciężko też było zakomunikować jakiekolwiek sukcesy. W temacie narazstało coraz więcej wątpliwości, a ugruntował je pewien artykuł przygotowany przez Jacka Balkana, pod tytułem „Arrinera to ściema”. Zaprezentowane tam materiały dość jednoznacznie kazały powątpiewać w profesjonalizm przedsięwzięcia i intencje jego twórców. Mimo to, wciąż było wiele osób przekonanych, że przecież w tym kraju nie ma nikogo o złych intencjach i nikt by nas nie wystawiał na globalne pośmiewisko. Tymczasem wystarczyło podejrzeć ogólnodostępne działania firmy, by mieć wątpliwości. Także tym razem opisałem te aktywności. Światowej klasy supersamochód konstruowany przez studentów? Welcome to Poland!

Czy osoby stojące za całym projektem były takimi amatorami, czy były tak bezczelne w swoich środkach i pomysłach na zarabianie pieniędzy? Pewnie nigdy się nie dowiemy. Jednak szczyt ów amatorszczyzny / bezczelności mieliśmy po kolejnych dwóch latach, czyli OŚMIU od rozpoczęcia projektowania. Oto Panowie rozpoczęli kolejny etap sprzedaży akcji. Wartość spółki stanowiły… gadżety, koszulki i czapeczki z logo samochodu, który nawet nie powstał! Całość tej parodii znów opisywałem i nie mogłem się nadziwić, że wciąż są na świecie ludzie dający się nabrać.

Potem przyszły kolejne cuda i wydawało się, że wreszcie ktoś zakończy temat, kiedy sąd przyznał rację dziennikarzowi Jackowi Balkanowi, którego firma Arrinera oskarżyła o pisanie bzdur. Okazało się, że nie. Wciąż były osoby przekonane, że to zły sąd rzucił się na biedną polską firmę, która chce wynieść narodową motoryzację na światowe salony. Sama Arrinera też sobie nic z owego wyroku nie robiła. Co więcej! Z dumą zaprezentowano na stronie KOLEJNĄ odmianę samochodu, który nigdy nie miał powstać. Tym razem jako superauto elektryczne. Dla niewtajemniczonych: po 10 latach rzekomego projektowania samochodu, jego twócy stwierdzili, że jednak nie będzie spalinowy, tylko elektryczny. W rzeczywistości wiązało by się to z powrotem do czystej kartki dla niemal wszystkich inżynierów, ale nie tu. Tu wystarczyła zmiana opisu, nowy ładny render i kolejna deklaracja, że za rok, czy dwa będzie już sprzedaż seryjna i podbite światowe rynki.

Stand-up comedy

Zaznaczałem wszędzie powyżej, że komentowałem przebieg „akcji” nie dlatego, by się chwalić, że miałem rację. Chodzi o to, że moje teksty najwyraźniej przykuły czyjąś uwagę, bo nieco później odezwał się do mnie Piotr Gniadek, czyli prezez zarządu Arrinera S.A.. Pan Piotr, pewny siebie, chciał mnie „wyprowadzić z błędu” i wytłumaczyć jak to jest ciężko robić supersamochód w Polsce. Zamiast tego jednak poraziła mnie jego niekompetencja i nieumiejętność lub wprost unikanie odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania. Całą rozmowę przeczytacie TUTAJ.

I jeśli kiedykolwiek miałem wątpliwości, że być może ja tu gnębię taki wspaniały polski projekt, z którym po prostu nie wyszło, to po tej rozmowie wyzbyłem się wszelkich skrupułów. Wedle wszystkiego co widziałem i słyszałem, była to po prostu grubymi nićmi szyta akcja i do tego słabo funkcjonujące przedziębiorstwo. Warto przy tym wspomnieć, że kontaktowały się ze mną po wpisach osoby bezpośrednio współpracujące z firmą. Chciałbym wierzyć, naprawdę bym chciał, że po prostu zabrały się do tego osoby nieodpowiednie, ale miały dobre intencje. Problem w tym, że skala niekompetencji i niewiedzy, po – BAGATELA – 13 latach projektu, jest porażająca. Po prostu nie da się wierzyć, by ktoś z dobrymi intencjami przez tyle lat nie uzyskał podstawowej wiedzy o zarządzaniu, czy przemyśle motoryzacyjnym. Już pominę, że ostatnie podrygi pomysłów na zdobycie kasy miały tytuł: samochód elektryczny finansowany przez kryptowalutę. Szkoda, że nikt nie pomyślał, że do znalezienia inwestorów kluczem może być po prostu… dobry i sensowny projekt oraz pomysł na produkt? No, ale powiedzmy sobie szczerze po raz kolejny: nie to było celem całego tego przedsięwzięcia.

Epilog

Czy komukolwiek współczuję? Ludziom, którzy dali się na to nabrać i wpakowali w ów projekt prywatne pieniądze. Współczuję polskiej motoryzacji, która została ośmieszona i historii oraz dziedzictwu polskich inżynierów. Inżynierów, którzy nawet jeszcze za czasów PRLu potrafili z byle G ulepić naprawdę ciekawy i innowacyjny projekt. Zresztą po dziś dzień polska kadra techniczna naprawdę jest ceniona na świecie. Na pewno jednak nie za projekty takie jak Arrinera Hussarya. Konstrukcja, nie miała nic wspólnego z polską myślą techniczną, a raczej z polską myślą „przedsiębiorczości”. Dobrze, że to już koniec.

2 komentarze do “The Arrinera End

  • 23 października, 2021 o 9:42 am
    Permalink

    „Sama Arrinera też sobie nic z ów wyroku nie robiła.”

    Owego!

    „Z resztą po dziś dzień polska kadra techniczna naprawdę jest ceniona na świecie”

    Zresztą!

    Dlaczego dzisiaj dziennikarze nie potrafią pisać po polsku?

    Odpowiedz
    • 23 października, 2021 o 9:08 pm
      Permalink

      Nie jestem dziennikarzem, tylko inżynierem hobbystą 🙂 , a tu nie było czasu na korektę. Błędy wytknięte słusznie i poprawione. Dziękuję!

      Odpowiedz

Leave a Reply

%d bloggers like this: