F1 Grand Prix Azerbejdżanu 2019

Po niezbyt udanym jubileuszowym wyścigu, oczy kibiców z nadzieją zwróciły się ku Grand Prix Azerbejdżanu 2019, które ostatnio dostarczało sporo emocji. Czy było tak i tym razem?

Gorzej być nie może?

Treningi rozpoczęły się katastrofą… Williamsa. Tym razem jednak nie z winy zespołu, a organizatorów. Konkretnie z powodu słabej jakości obsługi i przygotowania toru do rywalizacji, z czego niestety Baku jest znane od lat. Oto pokrywa studzienki, nad którą przejeżdżał bolid Russela, oderwała się i zassana uderzyła w spód bolidu, dokonując tam potężnych zniszczeń. Szczęście w nieszczęściu, że ów pokrywa nie oderwała się po przejeździe jednego bolidu, uderzając w drugi, bo całość mogła by się skończyć tragedią. Niemniej pierwszy trening zakończył się po dziesięciu minutach, Williams wziął się do pracy z nadzieją na przygotowanie auta choćby na ostatnią sesję przed kwalifikacjami, a Robert Kubica musiał się pożegnać z nadzieją na rozwiązanie problemów z jego bolidem. Oto wszystkie nowe części, które miał szansę dostać, siłą rzeczy musiały zostać umieszczone w bolidzie George’a.

Od drugiego treningu rozpoczął się koncert Ferrari i Leclerca, który znów błyszczał. Podejścia do Charlesa nie miał nie tylko Mercedes, ale i zespołowy kolega, któremu Monakijczyk dokładał minimum dwie dziesiąte sekundy na okrążeniu. Dla odmiany Red Bull był zadziwiająco blisko Mercedesa i Verstappen nawet podgryzał swoimi czasami zawodników Srebrnych Strzał. Z reszty stawki nadspodziewanie dobrze prezentowało się Toro Rosso, a także cały zespół McLarena.

Szanse to jedno, Mercedes to drugie

Kwalifikacje pokazały, że raczej nikt tu nie czuje się zbyt pewnie i, wraz z początkiem pierwszej sesji, niemal cała stawka wyjechała na tor. Wielu kierowców miało problemy z przyczepnością opon, niestety najgorzej zakończyły się one dla naszego Roberta Kubicy, który zbyt ściął słynny wąski zakręt na części toru ulokowanej na starówce. Skutkiem ścięcia było wystrzelenie pojazdu z tarki w przeciwległą ścianę, która była bardzo blisko. Nic się nie dało zrobić, a spory rozmiar zniszczeń poddawał w wątpliwość, czy auto uda się odbudować na wyścig. No i przede wszystkim – czy będzie z czego?

Poza całym zespołem Williamsa (udało się przygotować na czas auto Russela), w pierwszej części odpadli także Stroll, Grosjean i równie zaskakująco – Hulkenberg. W drugiej części na ryzyko zdecydowało się Ferrari, które jako jedyne wysłało na tor kierowców w bolidach z założoną pośrednią mieszanką. Wykręcenie na nich czasu dającego awans do Q3 oznaczało by start kierowców do wyścigu na tej właśnie mieszance. Ryzyko się nie opłaciło, bo na zdradliwym torze błąd popełnił Charles Leclerc, rozbijając się dokładnie w tym miejscu, gdzie sesję wcześniej zrobił to Robert Kubica. Przez przerwę i stygnący tor, po wznowieniu sesji już niewielu kierowców zaryzykowało ponowny wyjazd. Kółko Leclerca pozwoliło mu na awans do Q3, ale już Vettel musiał się poprawiać na miękkich oponach. Odpadli Sainz, Ricciardo, Albon i Magnussen.

W Q3 świetnie przewagę dwóch aut wykorzystał Mercedes, którego zawodnicy „holowali się” w tunelu aerodynamicznym na bardzo długiej „krzywej” prostej, poprawiając tym samym swoje czasy. Podobne możliwości z dwoma autami miała Alfa Romeo, która jednak z nich… nie skorzystała. Taktycy Mercedesa jeszcze raz zaprezentowali swoją przebiegłość i bystrość, prosząc swoich kierowców o wyjazd z boksów i… zatrzymanie się w miejscu do ćwiczenia startów. Tym sposobem niedaleko za Mercedesem wyjechał Vettel, z nadzieją że załapie się na ich tunel aerodynamiczny, a tymczasem zobaczył dwa stojące z boku bolidy, kiedy już nic nie mógł zrobić. Pole position zgarnął Bottas przed Hamiltonem, który zepsuł pierwszy sektor. Trzeci był Vettel przed Verstappenem, zaskakującym Perezem i niemal sensacyjnym szóstym Kvyatem. Siódmy był Norris przed całym zespołem Alfy Romeo i dziesiątym Ferrari Leclerca, który oczywiście nawet nie miał czym wyjechać na tor.

Kwalifikacje Grand Prix Azerbejdżanu 2019 okazały się wcale nie być ostatecznym czasem ustalania pozycji startowych zawodników. Po ich zakończeniu z wyników wykluczono Raikkonena za zbyt uginające się skrzydło, startem z alei serwisowej został ukarany także Gasly, którego bolid nie trzymał limitów przepływu paliwa. Do tej dwójki dołączył jeszcze Kubica w odbudowanym aucie i w niedzielę mieliśmy już całkiem niezły tłok w alei serwisowej.

Spokojne Baku

Sam start był zdecydowanie mniej dramatyczny, niż te znane z Baku ostatnich lat. Mocnym przytarciem bandy popisał się Danił Kvyat, natomiast na przedzie walkę o prowadzenie stoczyli kierowcy Mercedesa. Na pozycji lidera utrzymał się Bottas, który rozpoczął powolne budowanie przewagi. Tymczasem Robert Kubica już tuż po wyjeździe z boku miał problem z bolidem, którym wyraźnie zarzucało przy hamowaniu. Na szczęście Polak o centymetry uniknął kontaktu z barierą.

Z tyłu najpierw Leclerc nieco stracił, ale szybko zaczął odrabiać straty i zbliżać się do czołowej czwórki. Zawodnicy jadący na miękkiej mieszance dość szybko, zaraz po siódmym okrążeniu, rozpoczęli zjazdy po nowe opony. Tymczasem Charles już na 11. kółku dogonił Verstappena i rozpoczął pogoń za podium. Kiedy liderzy zjechali po pośrednie opony Leclerc jeszcze długo pozostawał na czele kręcąc niezłe czasy.

Z tyłu stawki nie działo się zbyt wiele. Karę przejazdu przez boksy otrzymał Robert Kubica, którego zespół za szybko wypuścił na „pole startowe” w pitlane przed startem wyścigu. Oczywiście nic to nie zmieniło w klasyfikacji, ale mieliśmy dowód na to, że jak nie idzie, to naprawdę nic nie idzie.

Kraksa na wstecznym

Leclerc zaczął w końcu potężnie tracić na każdym okrążeniu i został najpierw dogoniony przez oba Mercedesy, a potem także przez Vettela. Mniej więcej w tym samym czasie mogliśmy oglądać jeden z najdziwniejszych wypadków w F1 ostatnich lat, bo był to wypadek na… wstecznym. Daniel Ricciardo przypuścił bardzo optymistyczny atak na Kvyata podczas walki o dziesiątą pozycję. Kierowca Toro Rosso zachował czujność i uniknął kraksy, ale oba bolidy musiały „uciec” w awaryjną alejkę na torze. Wszystko zakończyło by się bez najmniejszej rysy, gdyby chwilę później Ricciardo nie wycofał w bolid Kvyata. Skutkiem tego komicznego wydarzenia obaj kierowcy zakończyli rywalizację, a Australijczyk dostał pełen wachlarz kar.

Kiedy Leclerc wreszcie zjechał po nowe ogumienie, powrócił na tor za dwoma Red Bullami, ale z pierwszym z nich szybko się uporał. Chwilę później bolid wyprzedzonego Gasly’ego uległ awarii, psując mu, tak wyczekiwany, całkiem udany weekend wyścigowy.

Od tego zdarzenia na torze przez ostatnie dwadzieścia okrążeń już naprawdę niewiele się działo. Owszem, Mercedesy jechały całkiem blisko i niektórzy myśleli, że zobaczą ich walkę, ale nic takiego nie miało miejsca. Owszem, po nowe opony zjechał Leclerc i wykręcił najlepszy czas, zgarniając jeden dodatkowy punkcik. To był jednak koniec większych emocji.

Historyczna dominacja

Wygrał Bottas, przed Hamiltonem, Vettelem, Verstappenem i Leclerciem. Mercedes tym samym ustanowił historyczny rekord czterech dubletów z rzędu, od samego startu sezonu. Dziesiątkę uzupełnili Perez, Sainz, Norris, Stroll i Raikkonen. Tak więc McLaren zaliczył najlepszy od lat występ, z dwoma kierowcami w punktach. Wyścig sporych oczekiwań dla Alfy uratował z kolei Raikkonen.

Niemniej Grand Prix Azerbejdżanu 2019 nie było tym, do czego przyzwyczaiła nas rywalizacja w Baku w ostatnich latach, choć z pewnością było lepiej niż w Chinach. Kto wie, co by się działo, gdyby nie błąd Leclerca w kwalifikacjach? Cóż – Ferrari będzie miało kolejną szansę pokazać, że ma jakiekolwiek szanse w walce z Mercedesem już za dwa tygodnie w Hiszpanii.

Dodaj komentarz