F1: Co wiemy po testach?

U progu startu sezonu 2019 królowej motorsportów, zerknijmy wstecz i zastanówmy się, co wiemy po dotychczasowych przygotowaniach zespołów Formuły 1.

Testy przed sezonem od zawsze były wielką łamigłówką, labiryntem, podchodami, udawaniem i kryciem się. Nie zawsze z woli zespołów. Także warunki przed startem sezonu, nawet na torze w Barcelonie, potrafiły zaskoczyć. Z czasem nieco się to zmieniło, głównie ze względu na ograniczenia w ilości testów, które zabrały zespołom czas na „zabawy”, przez co każde okrążenie przejechane realnym tempem stało się źródłem informacji na wagę złota. Pogoda niestety idzie swoim torem i nieco wypacza wyniki, tak jak i w tym roku, kiedy zespoły walczyły ze zjawiskiem tzw. „grainingu na zimno” czyli degradacji powierzchni opon na zbyt chłodnym torze. Coś, czego nigdy w sezonie nie będzie nam dane zobaczyć, a co ma kolosalny wpływ na tempo poszczególnych bolidów.

Liderzy

Co do tego nie ma wątpliwości. W czołówce na pewno znajdą się Mercedes oraz Ferrari. Kto będzie z przodu? Tego nie wiemy kompletnie. Właśnie w tym punkcie dużą rolę odgrywają warunki na torze i zachowanie opon. Zespoły, szczególnie podczas pierwszej tury testów, walczyły z zachowaniem opon na zimnym torze i ich przejazdy nie były odzwierciedleniem prawdziwych warunków wyścigowych. Tymczasem to przecież właśnie obchodzenie się z oponami było główną różnicą między bolidami Ferrari i Mercedesa w minionym sezonie.

Nie do końca wierzę też w nagły zwrot akcji i ogromny pakiet poprawek Mercedesa. Niemal niemożliwe wydaje się przygotowanie takich zmian w niecały tydzień, szczególnie że zmienione zostały całe sekcje boczne, a ich kształt definiuje nie tylko opływ bolidu z zewnątrz, ale i układ elementów w środku oraz, co właściwie najważniejsze w obecnych konstrukcjach, ich chłodzenie. Wierzcie lub nie, ale symulacje odpowiedniego przepływu powietrza dookoła chłodzonych elementów pochłaniają obecnie nie mniej pracy zespołu niż symulacje opływu nadwozia bolidu z zewnątrz.

Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę tworzyć teorii spiskowych, ale to się wydaje po prostu niemożliwe. Z resztą inne zespoły też patrzyły na to z lekkim niedowierzaniem. Pojawiły się nawet sugestie, że Mercedes przygotował na testy i sezon 2019 dwa samochody w dwóch różnych konfiguracjach.

Jednak dajmy się na chwilę zakręcić i pomyślcie tylko – o ile więcej szumu było o testach przed sezonem, o ile mniej nudno niż gdyby się od pierwszych sesji okazało, że niewiele się zmienia. Prawda? Nie twierdzę, że to wszystko jest reżyserowane, ale kierownictwo F1 jest w ścisłym kontakcie z zespołami F1, szczególnie tymi topowymi. Wszystkim ten interes musi się opłacać.

Środek stawki

Jeśli chodzi o tych kierowców i zespoły, to prawdopodobnie szykuje nam się naprawdę najciekawszy sezon od lat. Jeszcze nigdy przedsezonowe testy nie dały tak mało odpowiedzi na pytania kto jest najlepszy z „reszty”. Czy może jednak testy dały nam tą odpowiedź i jest niesamowicie równo, ciasno do tego stopnia, że w pierwszych wyścigach o kolejności na mecie decydować będą kierowcy, a nie bolidy? Wygląda nawet na to, że ów środek stawki traci nieco mniej do samej czołówki, ale z takimi domysłami poczekałbym do pokazania pełnego tempa przez Ferrari i Mercedesa.

W samym środku trudno jednak wskazać lidera. Red Bull (niektórzy się oburzą, że widzę go jako środek stawki) prezentował bardzo dobre tempo, ale nie po raz pierwszy i nie ostatni podczas testów, a nie był potem w stanie przełożyć tego na zagrożenie dla liderów w sezonie. No może poza dosłownie kilkoma wyścigami i przy wykorzystaniu błędów rywali. No i jednak ma Hondę, a co z tej współpracy wyjdzie dopiero się dowiemy.

Jest przecież także Sauber (o przepraszam – Alfa Romeo), który kilka razy pokazał tempo nie gorsze niż Red Bulle, a od zeszłego roku ich bolidy idą bardzo dobrą, własną drogą rozwoju, która zaczyna przynosić efekty. Mamy także Toro Rosso, które designem bolidu coraz bardziej zbliża się do Red Bulla, a raczej korzysta na współpracy bratniego zespołu z Hondą i zasysa do siebie tamte rozwiązania. Dzięki temu i oni podczas testów nie raz zaskoczyli tempem zdecydowanie ponad to, czego można się spodziewać od typowego średniaka.

Pewną niewiadomą pozostaje McLaren, który także wypadł zdecydowanie lepiej niż rok temu na tym etapie przygotowań, ale czy to przełoży się na tempo zbliżone np. do Alfa Romeo? Tego nie wie chyba nikt, szczególnie że zespół przechodzi trudny okres swojej historii. Wraz z McLarenem jest grupa zespołów Force… znów przepraszam – Racing Point, Haas i Renault, które niby pokazywały tempo, ale jakoś niezbyt stanowczo i przekonująco. Każdy z nich może okazać się czarnym koniem tej grupy i trzymać tempo Red Bulla, jak i każdy może być biernym obserwatorem walki środka stawki. Testy nie dały na to jednoznacznej odpowiedzi. Można tylko domniemać, że będzie naprawdę ciasno.

Nasi?

No właśnie. Nie piszę akapitu o końcu stawki, a raczej go napiszę, choć w formie której bym nie chciał. Nie owijajmy w bawełnę, nie udawajmy, nie pompujmy balonika. Lepiej mieć nieco niższe oczekiwania, niż wybujałe i odczuwać zawód. Jeśli McLaren ma ciężki okres swojej historii, to Williams przechodzi prawdziwy kataklizm. Jeśli jest jeden zespół odstający nieco wyraźniej od reszty stawki i stanowiący jej koniec, to jest nim właśnie zespół powracającego Roberta Kubicy. Sam nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolę Roberta widzieć w F1 na końcu stawki w bolidzie, którym niewiele da się zrobić (oby nie), czy poza F1 walczącego o najwyższe trofea danej kategorii.

Nie ma jednak co ukrywać, Williams ma poważne problemy techniczno-kadrowo-organizacyjne i to nie od miesiąca, czy roku, ale od przynajmniej dwóch lat wstecz. To rzutuje na atmosferę w zespole, konstrukcję bolidu i pracę nad nim, pracę każdego ogniwa zespołu wyścigowego. Nie widzę w tym jednoznacznej winy Paddy’ego Lowe’a czy Claire Williams. To dużo bardziej złożony problem, wynikający z zaszłości zespołu, transformacji samej F1 do bardziej „pay to race”, przekazania kierownictwa w jednym z najstarszych teamów królowej motorsportów i wielu, wielu innych czynników, które doprowadziły do tej sytuacji. Teraz najważniejsza jest poprawna diagnoza tego co się dzieje i nie szukanie winnych, ale wspólnego rozwiązania problemu. Williamsowi życzą tego nie tylko polscy kibice, ale i cały świat. W końcu to jeden z najbardziej zasłużonych zespołów F1 i najstarsza z prywatnych ekip, także najbardziej utytułowana w ich grupie. Nikt nie chce ich widzieć na szarym końcu.

Ogólnie

Jakby same testy nie wystarczyły mamy jeszcze machlojki wprowadzone przez właścicieli F1, czyli dodatkowy punkt za najszybsze okrążenie wyścigu, ale tylko jeśli jego autor zakończy w czołowej dziesiątce. Większość komentatorów jest zgodna – ta regulacja wprowadzi tylko dodatkowy zamęt i dodatkowo pozwoli odjechać zespołom z czołówki w klasyfikacji. W końcu jak ktoś będzie na 3-4 pozycji i za nim będzie gigantyczna przewaga do pierwszego reprezentanta środka pola, a przed nim zero szans na awans, to spróbuje sobie wykręcić najlepsze okrążenie i jeszcze powiększy przewagę nad innymi. Ktoś ze środka stawki walczący o ułamki sekund, żeby awansować choćby o jedną pozycję, nie zaryzykuje przyciśnięcia opon na jednym kółku, by potem tracić do końca jazdy na danym komplecie.

Z pozytywnych informacji kierowcy raportują, że pakiet aero na 2019 chyba rzeczywiście poprawił możliwość jazdy blisko za innym bolidem, a więc będzie sprzyjał większej ilości walki na torze. Oby.

Ile z tego jest prawdą lub trafionymi prognozami przekonamy się już w najbliższy weekend.

Dodaj komentarz