Dakar 2019: meta

Druga część słynnego rajdu zwykle daje się zawodnikom mocno w kość. Dakar 2019 nie był pod tym względem żadnym wyjątkiem.

Motocykle

Tak wyrównanej walki i tylu dramatów nie widziałem w Dakarze dawno i to w żadnej z kategorii. Zawodnicy po dniu odpoczynku wracali do walki z całą pierwszą dziesiątką mieszczącą się w siedmiu minutach odstępu, a dalej było tylko nieco luźniej, więc teoretycznie wciąż pozostawało niemal dwudziestu kandydatów do zwycięstwa! Czuć było to napięcie i presję na zawodnikach. Pomimo trudności odcinków specjalnych wydawało się, że potencjalny zwycięzca musi jechać każdy etap, jakby był to sprint.

Zawodnicy na trasie odcinka ósmego ze startem grupowym

Kiedy jest presja i zabójcze tempo, są też dramaty. Już na szóstym odcinku wypadek i koniec jazdy zaliczył najlepiej jadący debiutant Lorenzo Santolino. Tymczasem na przedzie Ricky Brabec z odcinka na odcinek pokazywał świetne tempo. Tuż za nim swoje jechali Toby Price i Adrien Van Beveren, którzy może nie błyszczeli najlepszymi czasami, ale ich równa i pewna jazda pozwoliła na znalezienie się tuż za liderami.

Warto tu wspomnieć o stanie w jakim był Price. Australijski zawodnik na początku grudnia podczas treningu złamał tzw. kość łódeczkowatą dłoni. Niemal od razu w Hiszpanii przeprowadzono zabieg, podczas którego wkręcono mu w złamaną kość śrubę, by to wszystko poskładać, a on…. powiedział, że i tak pojawi się na starcie Dakaru. W związku z tym rajd jechał w szynie na nadgarstku, kończąc każdy odcinek ze łzami w oczach z bólu, a podczas dojazdówek blokował gaz na manetce zaciśniętym paskiem, by móc dać odpocząć uszkodzonej ręce i prowadzić tylko drugą. Kosmos.

Stefan Svitko na siódmym odcinku specjalnym

Ośmy odcinek okazał się etapem prawdy dla zawodników Hondy. Nie jechał już czołowy zawodnik zespołu Joan Barreda Bort, ale rajdowi liderował Brabec na motocyklu tej właśnie marki, a piątą lokatę zajmował jego zespołowy kolega Kevin Benavides. Raptem po kilkudziesięciu kilometrach OSu awarii uległ silnik w motocyklu Brabeca, który prowadził z już kilkuminutową przewagą. To był koniec dla lidera rajdu. Jakby tego było mało po zakończeniu odcinka specjalnego Benavidesowi przyznano trzy godziny kary za posiadanie przy sobie i używanie dodatkowych notatek z informacjami o trasie, poza oficjalnym roadbookiem rajdu. Trzeba tu zaznaczyć, że to nie pierwszy przekręt w wykonaniu Hondy, bo w zeszłym roku zostali ukarani za nielegalne dotankowanie w trakcie OSów. Kolejny rok i kolejne celowe niesportowe zachowanie stawia zespół w bardzo złym świetle.

Po całym tym ogromnym zamieszaniu, na dwa etapy przed końcem, prowadzenie w rajdzie objął Toby Price, ale miał zaledwie minutę przewagi nad Quintanillą, a pięć minut dalej był zeszłoroczny zwycięzca Matthias Walkner. Niestety na tym odcinku żywota dokonał także silnik w motocyklu świetnie jadącego Maćka Giemzy, kończąc jego tegoroczną przygodę z Dakarem. Tymczasem sprawa zwycięstwa była jak najbardziej otwarta, a Price zdawał się być ze swoją kontuzją na przegranej pozycji.

Wypadek Pablo Quintanilli

Odcinek dziewiąty był kolejną katorżniczą przeprawą przez ponad 300 kilometrów wydm w pętli dookoła Pisco. Okazał się dramatem dla Adriena Van Beverena, który już niemal widział metę rajdu, kiedy jego silnik postanowił odmówić posłuszeństwa. Z kolei wierzyć się nie chce, ale odstęp między dwójką liderów wynosił na tym dystansie tylko JEDNĄ sekundę. Rozstrzygający miał więc być ostatni, dziesiąty etap rajdu z zaledwie 140 kilometrami odcinka. Pablo Quintanilla nie ukrywał, że zaatakuje ile sił by odrobić minutę do kontuzjowanego Price’a, ale Pablo niestety przekonał się, że zbytnie ryzyko, po niemal dwóch tygodniach wycieńczającego rajdu, naprawdę się nie opłaca. Chilijczyk prując na swoim motocyklu ile sił, już na 10 kilometrze OSa spadł z ogromnej wydmy. Chyba tylko cudem nie stało mu się nic naprawdę poważnego, ale przez dłuższy czas po prostu leżał na ziemi i udzielano mu pomocy medycznej. Po kilkunastu minutach Pablo wstał i kuśtykając wsiadł na motocykl by dokończyć rajd.

Toby Price i Matthias Walkner na mecie rajdu Dakar 2019

Strata Quintanilli była tak duża, że spadł poza podium rajdu. Dakar 2019 wygrał więc niemal niemożliwym, heroicznym wysiłkiem Toby Price, przed Matthiasem Walknerem i Samem Sunderlandem. Całe podium dla KTMa i zwycięstwo po raz osiemnasty z rzędu dla tej właśnie marki. Adam Tomiczek zakończył na świetnej 16. pozycji, a występ Macieja Giemzy również można zaliczyć do dobrych, pomimo niezależnej od niego awarii sprzętu.

Samochody

W tej kategorii sprawy miały się nieco inaczej niż w jednośladach. Tutaj Nasser Al-Attiyah rozpoczynał drugą część rajdu z prawie pół godziny przewagi nad drugim Peterhanselem. Peterhansel i jadący nieco dalej Loeb nie zamierzali jednak Katarczykowi dać odetchnąć i od wznowienia rywalizacji po dniu przerwy cisnęli ile tylko się dało. Raz im wychodziło kiedy np. Loeb wygrywał odcinki, innym razem nie, kiedy Peterhansel prowadząc na etapie nagle tracił czas zakopując się lub gubiąc trasę. Niestety szósty odcinek okazał się pechowy dla naszego Kuby Przygońskiego, gdy w jego Mini awarii uległa skrzynia biegów. Udało się dotoczyć do punktu kontrolnego i tam z pomocą ciężarówki serwisowej zmienić cały podzespół, ale prawie półtorej godziny straty oznaczało koniec marzeń o podium.

Załoga Przygoński/Colsoul na trasie

Na kolejnych etapach Petehansel z Loebem pruli jak szaleni, ale albo wygrywali, albo mierzyli się ze stratami po błędach lub problemach technicznych. Tymczasem Nasser dość szybko, ale bezbłędnie utrzymywał swoje tempo i półgodzinną przewagę nad szalejącymi rywalami. Przygoński tymczasem odrabiał straty i na trasie mierzył się z koniecznością wyprzedzania wielu wolniejszych zawodników.

Kiedy tylko Kuba dogonił czołówkę i startował razem z nią, znów pokazał na co go stać, kończąc ósmy etap na trzeciej pozycji, tylko za Loebem i Nasserem. Po cichu swoje jechał też Nani Roma, który unikając problemów meldował się na drugiej lokacie tuż przed Loebem. Peterhansel tymczasem po kolejnych problemach tracił już niemal godzinę do lidera. To jednak trzynasty etap okazał się rozstrzygający dla trzynastokrotnego zwycięzcy Dakaru. Mini Peterhansela już na 26 kilometrze odcinka specjalnego spadło z wielkiej wydmy i pilot David Castera doznał urazu kręgosłupa szyjnego, nawet pomimo obecności systemu HANS. To był koniec rywalizacji dla załogi.

Koniec walki dla Peterhansela

Nie tylko Peterhansel przeżywał dramaty na jeden odcinek przed metą. Sebastian Loeb stracił 40 minut na skutek problemów technicznych, a kiedy już się wydawało, że odcinek wygra Cyril Despres (którego w generalce gonił Przygoński) ten… zaliczył koziołkowanie pod sam koniec etapu! Kuba jadąc pewnie i bezbłędnie awansował na czwartą pozycję i tak już ukończył rywalizację. Myślę, że ten wynik należy uznać za świetny, szczególnie w obliczu problemów jakie załoga miała na trasie i różnicy w doświadczeniu młodej załogi Przygoński/Colsoul, mierzącej się ze starymi wyjadaczami, samymi legendami Dakaru i nie tylko.

Nasser Al-Attiyah w drodze po pierwsze dakarowe zwycięstwo dla Toyoty

Dakar 2019 wygrał Nasser Al-Attiyah, dając pierwsze w historii zwycięstwo Toyocie, przed Romą i Loebem oraz czwartym Przygońskim. Świetne jedenaste miejsce zajęła litewsko-polska załoga Vanagas/Rozwadowski. Niesamowicie szkoda załogi z debiutującym Aronem Domżałą i Maciejem Martonem, którzy jechali nawet na pierwszą dziesiątkę, ale tuż przed dniem przerwy i metą odcinka zakopali się tak, że samochodu po prostu nie dało się wydostać. Wrócili jednak do rywalizacji po przerwie w oddzielnej klasyfikacji tzw. półmaratonu, ale i tam w końcu sprzęt odmówił posłuszeństwa.

UTV

W tej rozkwitającej kategorii po dniu przerwy doszło do głosu doświadczenie byłych quadowców i motocyklistów, którzy postanowili się w niej spróbować. Ostatecznie wygrał były motocyklista Francesco Lopez Contardo, przed Hiszpanem Guellem i Brazylijczykiem Valerą. Przez jakiś czas w rywalizacji o czołówkę liczył się też były quadowiec Kariakin, ale i jego pojazd zaliczył ogromny skok z wydmy, który na szczęście skutkował tylko dużą stratą czasową.

To nie był łatwy rajd

Niestety do mety nie dojechała polska załoga Marton/Domżała (Ci Panowie to ojcowie Arona i Macieja z kategorii samochodów, więc to biznes rodzinny 😉 ), których Polaris od początku sprawiał problemy, aż w końcu ostatecznie padł na dojazdówce do ósmego etapu. Wcześniej posłuszeństwa odmówił z kolei Polaris załogi Creel/Gospodarczyk.

Quady

Kategorię w tym roku zdominowali Argentyńczycy, którzy zajęli pierwsze trzy miejsca w kolejności Cavigliasso, Ferioli, Gallego. My możemy się cieszyć ze świetnego szóstego miejsca Kamila Wiśniewskiego i zarazem pierwszego w kategorii cięższych i wolniejszych quadów z napędem 4×4! Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że w tym roku kategoria nieco przygasła i cieszyła się mniejszym zainteresowaniem, które najprawdopodobniej częściowo przeniosło się na pojazdy UTV, tak jak zrobiło to z resztą kilku quadowców.

Kamil Wiśniewski na trasie

Ciężarówki

Tu wystarczy powiedzieć jedno słowo: KAMAZ. Znów. Rajd wygrał Nikolaev, przed kolejnym kierowcą Kamaza, czyli Sotnikovem. Trzecia była załoga Iveco Gerarda de Rooya, z polskim pilotem Darkiem Rodewaldem. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że Kamazy kompletnie zdominowały imprezę i rozgrywały walkę o najwyższe laury wyłącznie między sobą i to pomimo pojedynczych zwycięstw etapowych Iveco, czy nawet białoruskich ciężarówek Maz.

Sotnikov na dziewiątym odcinku specjalnym

Przeszłość i przyszłość

Z niekłamanym zadowoleniem muszę przyznać, że ja i wiele innych osób myliliśmy się, co do rajdu Dakar 2019. Obawy związane z rozgrywaniem imprezy tylko w Peru okazały się zupełnie bezzasadne i w najmniejszym stopniu nie można powiedzieć, że nie był to prawdziwy rajd Dakar. Ba! Wielu zawodników twierdzi, że w tym roku przeżywali swoje najtrudniejsze chwile od lat! Dość powiedzieć, że już na dzień przerwy nie dotarło 25% załóg wyruszających z Limy. Ponadto, praktycznie przez całą imprezę zawodnicy nieustannie mierzyli się z ogromnymi, bardzo miękkimi i trudnymi wydmami, ani na chwilę nie zbaczając na łatwiejsze utwardzone trasy. Lubię się mylić w ten sposób i tegoroczny Dakar naprawdę dał radę i sama rywalizacja była ciekawsza niż w poprzednich latach, śledziło się ją też zdecydowanie przyjemniej.

Co dalej? To pytanie z roku na rok kibice oraz organizatorzy zadają sobie już któryś raz z rzędu. Kuba Przygoński podczas internetowej transmisji w czasie dnia przerwy powiedział, że obecnie w formie plotki krążą po biwaku dwa scenariusze dla rajdu Dakar 2020. Opcja pierwsza to Peru, Argentyna i może Boliwia. Ja tam uważam, że trasy Argentyny niezbyt pasują do charakteru rajdu i dla mnie to państwo mogło by zostać pominięte. Druga opcja byłaby niemałą sensacją, bo jest powrotem do Afryki, a konkretnie regionu Egipt, Arabia Saudyjska i może Jordania! Ja jednak obstawiam pozostawienie rajdu w Ameryce, ale prawdy dowiemy się pewnie całkiem niedługo.

No to co? Koniec Dakaru to początek oczekiwania na kolejny! Oby był równie ciekawy i przynajmniej tak samo dobry dla Polaków, jak ten właśnie zakończony!

Dodaj komentarz