Prezent dla motomaniaka 2018

Jak co roku przychodzi pora, kiedy można nieco wyluzować i pozwolić sobie na nieco okołoświątecznego spamu. Zapraszam na kilka pomysłów na fajny prezent dla fana motoryzacji i motorsportu.

Poprzednią edycję tego wpisu, jaką ośmieliłem się popełnić, znajdziecie TUTAJ. Warto tam zajrzeć, bo nie wszystko się szybko starzeje i wiele pozycji wciąż jest aktualnych. Wciąż polecam genialne plakaty od Unique&Limited i wciąż warto oglądać Grand Tour. Ostatni prezent z tamtej listy, czyli wyjazd na Total 24 hours of Spa, jak pewnie wiecie, sprawiłem sobie w tym roku i wniosek jest jeden – polecam go jeszcze bardziej 😉 . Do rzeczy jednak.

„Mechanik. Kulisy padoku Formuły 1 i tajemnice rywalizacji” – Priestley Marc

Nie wiem, czy tę książkę trzeba przedstawiać. Jeśli tak, to już to szybko robię. Autorem jest były mechanik zespołu McLaren, który przez kilka ładnych lat pracował w zespole, będąc świadkiem poczynań teamu z jego lat na szczycie. Pokazuje F1 od tej prawdziwej strony, bez ogródek i pięknych okładek. Pokazuje ciężką, profesjonalną pracę, psychicznych szefów i… imprezy jakich świat nie widział. Z książki dowiadujemy się m.in. jak mechanicy Force India dożywiali po nocy kolegów z McLarena czekoladkami podsuwanymi pod parawanami dzielącymi garaże, bo Ron Dennis nie uznawał jedzenia słodyczy przez mechaników. Takich smaczków jest tam pełno i więcej nie będę się rozpisywać, by nie psuć lektury. Dla fanów sportu pozycja obowiązkowa.

Assetto Corsa Competizione

„Competizione” to nic innego jak nowa odsłona Assetto Corsa, tym razem jako oficjalnej gry wyścigowej serii Blancpain. To oznacza świetny model jazdy, najsłynniejsze auta wyścigowe klasy GT, legendarne tory z kalendarza serii Blancpain, miażdżącą grafikę z pełnym cyklem dnia i nocy oraz zmienną pogodą (deszcz jest tak prawdziwy, że łzawią oczy, a przy zachodzie aż je instynktownie zmrużycie). Przypomnę tylko, że Assetto Corsa to symulator z krwi i kości, a Competizione jest jeszcze w fazie wczesnego dostępu i można produkcję kupić teraz za mniejszą cenę, aczkolwiek we wciąż dopracowywanej formie i uzupełnianej zawartości. Jeśli więc jesteś maniakiem symulacji, to na pewno jest to pozycja dla Ciebie.

Podręcznik Haynes

Ktoś, kto nie wie, czym są podręczniki Haynes, musiał właśnie wrócić z podróży do galaktyki Andromedy. W razie jednak, gdyby znalazł się taki czytelnik mojej strony, już tłumaczę. Firma Haynes od wielu lat dostarcza GE-NIAL-NE książki dla każdego majsterkowicza, chcącego samemu grzebać przy swoim aucie. Są tam schematy, opisy usterek, wytłumaczenia napraw prowadzące za rączkę, instrukcje rozbierania i montażu, praktyczne porady użytkowania i serwisowania. No po prostu bajka dla „samosiów”. Jeśli więc tylko ktoś ma chęć, zapał i możliwość bawienia się samemu ze swoim autem, to jest to pozycja niemal obowiązkowa. Oczywiście nie znajdziecie dla każdego auta na planecie, ale są podręczniki dedykowane tak autom nowym, jak i 15-to letnim, czy też zabytkowym. Z resztą tyczy się to nie tylko samochodów, ale też motocykli, quadów i wielu innych. Polecam, bo to wiedza, której nie znajdziecie w sieci.

Monety od Royal Australian Mint

Coś dla motomaniaka – kolekcjonera. Przyznam, że sam posiadam jedną z monet od australijskiej mennicy, acz z krótkiej kolekcjonerskiej serii poświęconej Sir Jackowi Brabhamowi. Nie wiem, czy muszę się rozpisywać. Royal Astralian Mint ma obecnie do wyboru sporo monet z samochodami, oczywiście z modelami australijskimi. Znajdziemy tam tak modele cywilne jak i wyścigowe. W dodatku całość w ładnym opakowaniu z grafiką, informacjami i niepowtarzalnym wzorem wielokąta, a nie zwykłego okręgu. Dodać mogę, że przesyłka z Australii dochodzi szybciej niż polecony z jednego końca Stolicy na jej drugi kraniec…

Tamiya 10204 Caterham Super Seven BDR

Tym razem coś dla fanów dziergania samemu i to w skali, czyli model. Ten konkretny miał premierę w roku bieżącym i jest firmy Tamiya, którą jeśli chodzi o jakość modeli plastikowych mogę szczerze polecić. Jeśli ktoś popatrzył na zdjęcie powyżej i pomyślał „eeeeee… jakiś modelik” to jest w błędzie. To nie jest model, tylko to jest MODEL. Z elitarnej serii Master’s Coachwork i w skali 1:12, co oznacza długość niemal 30 centymetrów. To jednak detale, bo chodzi o jakość dostarczonych elementów. Po pierwsze, nie jest to wyłącznie plastik, ale też inne materiały właśnie po to, by model był maksymalnie realistyczny. Po drugie, jakość dostarczonych elementów to najwyższa światowa półka, dość powiedzieć, że koszt tego modelu to bagatela półtora tysiąca złotych! Na szczęście Tamiya ma też sporo innych i tańszych modeli równie dobrej jakości, acz oczywiście w mniejszej skali i bez takich bajerów jak dodatkowe realistyczne materiały, w pełni pracujące zawieszenie, czy inne smaczki. Ten egzemplarz tu, to po prostu marzenie modelarza.

Bilety na Grand Prix Formuły 1

No dobra, wszyscy wiemy co się święci – Robert Kubica wraca do F1, czyli rzesze Polaków ruszą w świat siać postrach nawet u Tifosi 😉 . Wśród rodaków niezwykle popularny jest wyjazd na Hungaroring i na pewno jest powód, dla którego ciągnie tam nasze słowiańskie dusze. Jednakże nie byłbym sobą, gdybym nie zaproponował też czegoś innego. Niecałe 100 kilometrów dalej (licząc z centrum Polski) leży Red Bull Ring w Austrii. Bilety na ten wyścig są w niemal identycznej cenie co na Hungariring, czyli 400 zł za trzydniowy bilet na tzw. „trawkę”. Tor jest położony zaraz przy autostradzie, w dodatku w bajecznym otoczeniu gór, więc spokojnie wyjazd można sobie przedłużyć i zaznać wypoczynku w naprawdę czystym powietrzu i z pięknymi widokami. Jakby tego było mało, drogi są na tyle dobre, że jedzie się szybciej niż na Węgry. Oczywiście nie mogę zapomnieć o poleceniu GP Belgii, ale to przecież wiecie ;). W przypadku F1 należy jednak pamiętać o sporych kosztach dodatkowych, szczególnie jeśli przygotowania rozpocznie się naprawdę późno. Bilet to nie wszystko.

To tyle! Jeśli ktoś jeszcze szukał pomysłu na prezent dla motomaniaka, to mam nadzieję, że pomogłem. Jeśli macie własne, to chętnie o nich przeczytam 🙂 .

Dodaj komentarz