Dakar 2019: nowy rok, nowe problemy

Wydawało się, że poprzednie edycje Dakaru miały ogromne problemy, które już udało się przezwyciężyć. Tymczasem Dakar 2019 jeszcze na wiele miesięcy przed startem boryka się z podobnymi, jeśli nie większymi przeciwnościami.

Zaczęło się od rezygnacji Marca Comy z funkcji dyrektora sportowego rajdu. Coma w lutym tego roku, tuż po zakończeniu ostatniej edycji imprezy odszedł ze stanowiska mówiąc, że poszuka innych wyzwań. Do tej pory nikt jego stanowiska nie objął, a nie jest łatwo zastąpić kogoś takiego. Coma, jako wielokrotny zwycięzca Dakaru, przez ostatnie trzy lata brał udział w jego organizacji, a także w być może najważniejszym jej etapie – ustalaniu trasy.

To jednak dopiero początek problemów. W miniony poniedziałek miała się bowiem odbyć konferencja prezentująca trasę rajdu Dakar 2019. Miała być pewną rewelacją, gdyż wszystkie przecieki mówiły o dołączeniu Ekwadoru do trasy rajdu. To by oznaczało, że po raz pierwszy Dakar w Ameryce pojedzie jej zachodnim wybrzeżem z Północy na Południe przez cały kontynent, gdyż trasa miała także przebiegać przez Chile, po tym jak w zeszłym roku ten kraj wycofał się z współtworzenia imprezy. W Chile jednak właśnie dokonywała się zmiana rządu, który aż do marca nie objął władzy, a kiedy to ostatecznie zrobił powiedział, że kraj jednak nie weźmie udziału w przyszłorocznej edycji imprezy. Jakby tego było mało Peru jest niby potwierdzone, ale skandal korupcyjny z prezydentem, który mocno wspierał rajd, także nie czyni tego kraju murowanym pewniakiem. W kręgu zainteresowania zostały więc jeszcze Boliwia, Ekwador i Argentyna. Problem w tym, że (choć nieco bez przekonania) włodarze Boliwii stwierdzili, że także nie chcą już się bawić w Dakar. Z kolei, jeśli ktoś ma jakiekolwiek podstawy geograficzne to wie, że do Chile z Ekwadoru, bez przejeżdżania przez Peru lub Brazylię, da się dotrzeć tylko drogą morską.

Czyżby więc znów, jak kiedyś w Afryce, Dakar miał zostać pokonany przez geografię i politykę?

Dodaj komentarz