F1 Grand Prix Wlk. Brytanii 2017

Często powtarzam, że klasyczne wyścigi na legendarnych torach zawsze się obronią, nieważne jakie regulaminy akurat rządziłyby w F1. Po wyścigu na Silverstone w miniony weekend z przykrością sam muszę stwierdzić, że jednak nie zawsze…

Treningi nie dawały złudzeń kto będzie rządził i dzielił na Silverstone – Mercedes już od pierwszych jazd pokazywał swoją dominację. Potwierdziło się to w kwalifikacjach, ale deszcz w Q1 poskutkował niemałą sensacją, czyli wygraną pierwszej sesji przez Fernando Alonso. Komunikat „nice job Fernando! P1!” można potraktować jako ubarwienie sesji kwalifikacyjnej. Potem niestety pogoda się uspokoiła, a pole position powędrowało tam gdzie miało, czyli w ręce Hamiltona, który znów swoim czasem kwalifikacyjnym potężnie oddalił się od reszty stawki. Co ciekawe drugi czas był dziełem Raikkonena, a podium kwalifikacji uzupełnił Vettel przed Bottasem, który dodatkowo zaliczał karę przesunięcia na starcie za wymianę skrzyni biegów.

Słaby start Vettela od pierwszych metrów wyścigów wywołał niezłe zamieszanie. Wykorzystał to Verstappen, który po zaciętej walce wepchnął się przed Sebastiana. Poza tym start odbył się bez problemów, jednak kiedy stawka dotarła do słynnej sekwencji zakrętów Maggotts-Becketts walka między kierowcami Toro Rosso zakończyła się kontaktem eliminującym oba bolidy zespołu za jednym razem. Kwiat, który na chwilę wręcz znalazł się poza torem, powrócił na asfalt tuż przed szczytem zakrętu. Z braku przyczepności i dużej prędkości przestrzelił, pakując się wprost w bok auta Sainza. Według mnie, sędziów i wielu innych obserwatorów wina Rosjanina jest niepodważalna, ten jednak jeszcze do tej pory twierdzi, że to Sainz zajechał mu drogę (jadąc normalnie po torze). Cóż, jestem pełen podziwu, że za tegoroczne wyczyny Kwiat nie został jeszcze zawieszony, ale powoli wydaje mi się, że je go czas w Toro Rosso dobiega końca. Całkiem zasłużenie niestety.

Po krótkim okresie z samochodem bezpieczeństwa na torze powróciliśmy do walki. Bottas przebijał się do przodu, podobnie jak Ricciardo startujący także z karą przesunięcia za wymianę skrzyni. Z przodu tymczasem Vettel dogonił wreszcie Verstappena i zaczął atakować. Holender skutecznie się bronił i po kilkuset metrach zaciętej walki między kierowcami ustanowił się status quo z Maxem wciąż przed Sebastianem. Jak nie tak, to inaczej pomyśleli stratedzy Ferrari i ściągnęli Vettela na pitstop. Verstappen zjechał okrążenie później, ale wcześniejszy zjazd i nie najlepsza obsługa mechaników w boksie Red Bulla, pozwoliły Vettelowi znaleźć się przed powracającym Maxem. Potem zjechali odpowiednio Raikkonen i Hamilton, którzy podróżowali z przodu w sporym odstępie między sobą i przewagą nad resztą stawki. Najpóźniej z czołówki pojawili się w alei Bottas i goniący Ricciardo, którzy liczyli na kolejne odzyskane pozycje pod koniec wyścigu. Gdzieś w trakcie całej zabawy awarii uległ silnik w bolidzie (a jakże) Alonso. Chyba jednak trzecia wersja jednostki nie odmieni losów Hondy, choć trzeba przyznać, że tempo McLarena z tą jednostką nie było już żałosne, a „jedynie” słabe.

Po postojach Veltteri dogonił Vettela i mogliśmy oglądać kolejną zaciętą walkę, którą wygrał Sebastian. Co z tego jednak, skoro kilka zakrętów dalej znajdowała się prosta z użyciem DRS i Bottas minął bezbronnego przeciwnika, a realizator uraczył nas większą ilością powtórek tego mijania, niż ładnej walki kilka zakrętów wcześniej. Ciekawe ile jeszcze razy będę musiał powtórzyć, że DRS jest najgorszym i najgłupszym pomysłem w historii F1?

Oprócz właściwie dwóch pojedynków Vettela i przeskakiwania kolejnych kierowców przez Ricciardo w wyścigu nie działo się dalej nic, aż do samej końcówki, która była raczej niewesoła dla Ferrari. Kierowcy tej marki zgłaszali już kończenie się przednich opon, ale nic nie zapowiadało dramatu na kilka okrążeń przed metą. Najpierw uszkodzeniu uległa lewa przednia opona w bolidzie Raikkonena, który szczęśliwie dotoczył się do boksu po nową. Kiedy tylko powrócił na tor, dokładnie takiej samej awarii doznał Vettel w swoim bolidzie. Obaj Panowie mieli sporo szczęścia, że opony nie rozpadły się kompletnie i nie zniszczyły bolidów, pozwalając na dojechanie do boksów. Widząc co się dzieje także Verstappen zjechał asekuracyjnie po nowe opony.

Na całym zajściu skorzystał oczywiście Bottas, który kilka okrążeń później przeciął metę jako drugi, za pewnie zwyciężającym Hamiltonem. Problem Raikkonena wystąpił na tyle blisko zjazdu do boksów, że udało mu się utrzymać najniższe miejsce na podium. Mniej szczęścia miał Vettel, który z rozerwaną oponą musiał przejechać pół okrążenia i ostatecznie ukończył rywalizację na siódmej pozycji. Za podium znalazły się Red Bulle Verstappena i odrabiającego straty Ricciardo. Świetny i bezproblemowy wyścig zaliczył też szósty Hulkenberg w Renault. Pierwszą dziesiątkę uzupełnił zespół Force India, który tym razem scedował bratobójcze walki na Toro Rosso. Dziesiąty finiszował Massa w Williamsie.

Choć może z opisu tak nie wynika, to w moim odczuciu GP Wlk. Brytanii było jednym z najnudniejszych wyścigów w obecnym sezonie. Uratować mogła go tylko zmiana pogody, ta jednak nie nastąpiła. Niemniej Hamiltonowi udało się zniwelować stratę to Vettela do zaledwie jednego punktu, więc sprawa mistrzostwa jest praktycznie w 100% otwarta. W dodatku powoli zaczyna to wyglądać, jakby Ferrari traciło dystans do Mercedesa. Być może kolejny wyścig na Węgrzech da nam odpowiedź, czy rzeczywiście tak jest.

4 thoughts on “F1 Grand Prix Wlk. Brytanii 2017

  • Lipiec 19, 2017 at 7:04 pm
    Permalink

    Dokładnie poza manewrami Ricciardo wyprzedzań by nie było prawie wcale. Podczas wyścigu było dużo czasu na przemyślenia i jestem ciekaw czy coś jest wart pomysł żeby DRS używać jeśli kierowca z przodu ma przewagę np. ponad 2s. Tylko wtedy używamy, nieważne czy jest 2.001s czy 15s, aktualny przepis do kosza. Prawdopodobnie stawka byłaby ciaśniejsza ale czy byłoby ciekawiej? Jak myślisz zdałoby egzamin, albo wiesz coś więcej na ten temat może były takie propozycje?

    Reply
    • Lipiec 20, 2017 at 1:16 pm
      Permalink

      Na pewno nie było takich propozycji (przynajmniej oficjalnie). Natomiast ja jestem generalnie przeciwny. To po prostu niesportowe. Dlaczego regulamin ma premiować wolniejszego kierowce, skoro ja jestem szybszy bo (na przykład) jestem po prostu lepszym kierowcą, a ten z tyłu dostanie gratis tempo od regulaminu, mimo że jest do bani?

      Reply
      • Lipiec 20, 2017 at 8:04 pm
        Permalink

        Też nie jestem za DRSem ale jak już przymus to lepiej jakieś mniejsze zło wybrać:D

        Reply
  • Lipiec 24, 2017 at 1:48 pm
    Permalink

    Każde udziwnienia są głupie… A każde zło, pozostaje złem, Szymonie (bez urazy). 🙂
    Kolejne porcje „nowinek technicznych” i zmiany w F1 spowodowały, że kilka lat temu zacząłem usypiać na tych wyścigach (więc przestałem oglądać F1; no, czasem rzucę okiem na niektóre tory)… Ale jeżeli już chłopcy muszą te bzdury wprowadzać, to najprostszym rozwiązaniem jest system podobny jak „push to pass” (np. Indy). Można użyć DRS-u określoną liczbę razy w wyścigu (w wyznaczonych strefach). Niezależnie od tego ile za kimś jadę. Czy jestem z przodu, czy z tyłu. Chcę, to mam. Nie chcę, to słyszę „Your team-mate is faster than You”…
    Siostro, siostro, SIOSTRO!!!
    https://www.youtube.com/watch?v=7-3TQLTzj9I
    Z dedykacją dla „poprawiaczy” dawnej królowej motorsportu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *