Le Mans 24h 2017 – raport po 1/4 wyścigu

Za nami pierwszych sześć godziny rywalizacji w tegorocznej edycji dobowego klasyka. Czas przyjrzeć się wydarzeniom na torze i układowi sił w stawce.

LMP1: Tu sytuacja nie jest najciekawsza. Z jednej strony Toyota wcale nie jest w stanie odjechać Porsche, z drugiej już dwie godziny po starcie miał miejsce dramat załogi 919 #2. W ich samochodzie kompletnie wysypał się przedni zespół systemu odzyskiwania energii, chwilami nawet blokując przednią oś. Dwójka musiała zjechać do boksów i na poważnych naprawach spędziła tam ponad pół godziny. Wyklucza to jeden samochód Porsche z walki nawet o podium i do końca Panowie będą walczyć o powrót przed auta LMP2. Porsche zostało więc bez opcji taktycznych z goniącym Toyotę #7 919 #1. Toyoty były wyraźnie szybsze w pierwszej części wyścigu, ale im chłodniej tym Porsche zdaje się powoli przyśpieszać. Nowe 919 woli chłodniejszy tor, podczas gdy Toyota TS050 zdecydowanie cieplejszy. Zobaczymy więc do kogo będzie należała noc, choć trudno ukrywać, że Toyota z trzema samochodami w czołówce może czuć się dużo pewniej, walcząc z osamotnionym Porsche.

LMP2: Tu zdecydowanie (zgodnie z przypuszczeniami) rządzą teamy korzystające z samochodów Oreca 07. Na razie dość pewnie prowadzą obie załogi Rebelliona. Za nimi plasuje się Manor, dwa samochody zespołu Jackiego Chana oraz jedno Alpine – druga załoga zespołu od początku niestety walczy z problemami. Poza liderami, którzy wyrobili sobie już nieco zapasu, cała stawka jedzie bardzo blisko i wszystko jest jeszcze możliwe.

GT Pro: Tutaj niemal od samego początku obserwujemy piękną walkę właściwie wszystkich samochodów, nie ważne na której pozycji w klasie jadą. Wprowadzone w ostatniej chwili drobne korekty balansu osiągów (Balance of Performance) dla Porsche, nie wpłynęły na wypaczenie stawki i poziom jest chyba najbardziej wyrównany od momentu powstania klasy GT Pro. Choć wydawało się, że Astony są przesadnie szybkie jak na tak wiekową konstrukcję, a nowe Ferrari spowolnione, to w wyścigu nie jest to tak jednoznaczne. Niemniej prowadzi właśnie Aston #97 przed dwoma Fordami GT i czwartym Ferrari AF Corse. Porsche mimo odjęcia 8kg tuż przed wyścigiem nie pokazują zawrotnej szybkości i zajmują 8. i 9. miejsce w klasie. W GT Pro większość stawki jedzie wciąż na jednym okrążeniu, walka jest więc bardzo zacięta i nie można mówić o jakichkolwiek rozstrzygnięciach, czy wskazywaniu kandydatów do zwycięstwa.

GT Am: Tutaj już nieco tradycyjnie prowadzi Aston Martin przed Ferrari JMW Motorsport i kolejnym fabrycznym Astonem. Choć wymienieni Panowie nieco odjechali reszcie stawki, to nie mogą zapominać, że tuż za nimi podąża Porsche zespołu Patricka Dempseya i cała kawalkada Ferrari 488 najróżniejszych zespołów.

Pogoda na razie nie ustawia rywalizacji, choć z drugiej strony bardzo wysokie temperatury także są problemem dla zespołów, szczególnie w kwestii zużycia opon. Nie obyło się także bez kilku kraks, głównie w wykonaniu lekkomyślnie jadących kierowców kategorii LMP2, którzy w ostatniej chwili wpychali się obok aut GT Pro, co niestety dla tych drugich kończyło się tragicznie. W ten sposób wyeliminowane zostało Porsche Proton Racing, a całkiem niedawno także Ferrari Risi Competizione, które na prostej Mulsanne zostało wprost zepchnięte na barierę, przez kierowcę LMP2 jadącego szlaczkiem po prostej drodze.

Przed nami magiczny okres na Le Mans, czyli zmierzch noc i świt. W ciemnościach może wydarzyć się praktycznie wszystko, choć nie ma co ukrywać, że dla Porsche obecnie główna szansa na wygraną to pojechanie perfekcyjnego i bezproblemowego wyścigu, podczas gdy Toyota ma komfort trzech aut. W innych kategoriach sprawa jest natomiast w pełni otwarta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *