Ale się wykończyli… cz. II – WRC

Tak zwane rajdy płaskie / drogowe nie goszczą często na “4 kółkach”, ale jak już goszczą to z reguły z powodu albo Roberta Kubicy, co się teraz raczej zmieni, albo jakiś bardzo nietypowych i ważnych wydarzeń. Robert jak wiemy z rajdami na razie kończy, przynajmniej jeśli chodzi o zaangażowanie w pełnym wymiarze, choć ostatnio testował nowego Abartha. Pozostaje zatem ta druga opcja. Owym dużym wydarzeniem są oczywiście nowe regulaminy wprowadzone od sezonu 2017.

W WRC ostatnio działo się wiele, ale koniec końców i tak było wiadomo, że wygra duet VW – Ogier. Coś jak F1 i sytuacja z Mercedesem. Zmiany były potrzebne, szczególnie że stopniowo, acz nie kolosalnie, spadało zainteresowanie sportem. Tak więc po latach forsowania ograniczenia mocy i “światowego silnika wyścigowego 1.6l” przyznano, że coś jest nie tak. Silnik co do pojemności pozostał ten sam, ale pozwolono powiększyć zwężki na turbo, co podniosło moc do okolic ponad 300 koni mechanicznych. Największą obok mocy, dźwięku i szybkości zmianą w nowych samochodach, mocno widoczną dla kibica, jest oczywiście aerodynamika. Dopuszczono bardzo zaawansowane zabawy z aero, co poskutkowało… no autami oklejonymi skrzydełkami tak, że wydaje się iż na pierwszym zakręcie posypie się to wszystko jak igły z uschniętej choinki. Na szczęście nie jest tak źle i pierwsze rajdy pokazują, że elementy nowego pakietu są dość wytrzymałe i zostają przy samochodzie.

Dani Sordo ładnie prezentujący nowe elementy pakietu aero

Wreszcie, na jesieni 2016 roku, gruchnęła bomba. VW odchodzi z WRC. Po latach kompletnej dominacji i dystansowania stawki, marka musi się wycofać. Musi to dobre słowo. Oficjalne wypowiedzi mówią, że już zdobyli co mają zdobyć, więc po co się dalej męczyć itp. , ale prawdziwy powód jest dość oczywisty. Przyczyną wycofania się VW, podobnie jak Audi z WEC, są ogromne kary i problemy koncernu VAG po aferze z dieslami.
Szkoda. Szczególnie, że VW przyjął nieco inne podejście do aerodynamiki na rok 2017 i samochód miał prezentować bardziej stonowane podejście do wszelkich odstających elementów, właśnie po to by nie przeszkadzały kierowcą i by nie musieli jechać jak z jajem przez OSy, żeby dbać o aerodynamikę. Jakim samochodem był Polo WRC 2017 prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, bowiem FIA właśnie ostatnio zablokowała możliwość wystawienia go pod prywatną banderą, choć VW zgłaszał taką chęć, podobnie jak i prywatne zespoły, które miałyby się nimi ścigać. Tu powody też są znane i niestety przykre. Po prostu wielkie fabryki nie zniosły by przegrywania z (prawdopodobnie) bardzo dobrym Polo w prywatnych rękach. Nie po to koncerny pakują przecież swoją ogromną kasę. Szkoda, bo prawdopodobnie stracił przez to cały sport. Z drugiej strony, może mamy dzięki temu bardziej wyrównaną rywalizację?

Rywalizację, która już po pierwszych imprezach sezonu, zapowiada się na naprawdę ciekawą. Nowe przepisy nie tylko zamieszały w stawce, ale też pozwoliły wykazać się kierowcom, ale też dać im w kość. Widać to choćby po ilości wypadków podczas testów przed imprezami, które można znaleźć w sieci. Z resztą, a propos wykazywania się – popatrzcie tylko na filmik poniżej. Jak nie jestem wielkim fanem Ogiera, to po zobaczeniu tego, nabrałem do faceta ogromnego szacunku. Jeden zakręt, a taki popis panowania nad samochodem i pewności siebie na tle reszty stawki.

No ale co dobre, FIA szybko zepsuje. Po rajdzie Szwecji, swoją drogą niesamowitym zwycięstwie Toyoty, już w drugiej imprezie po powrocie, Panowie za zielonymi stolikami stwierdzili, że auta są za szybkie i uprasza się organizatorów by planowali odcinki tak, aby utrzymać założoną średnią prędkość przejazdu. Cóż, zobaczymy co z tego wyjdzie. Z jednej strony rozumiem kwestie bezpieczeństwa, szczególnie po pechowym początku w Monte Carlo, z drugiej chyba lepiej uczyć ludzi jak mają stać na OSach, a nie pogarszać coś, co się właśnie naprawiło.

Jedno jest pewne. Wprowadzone zmiany odniosły skutek, czyli przyciągnęły do WRC w tym roku większą rzeszę widzów zainteresowanych nowymi samochodami. Czy to tylko chwilowy zachwyt, czy stały trend – czas pokaże.

Trzecią część cyklu poświęcę na serię, która ostatnio przeszła najbardziej spektakularne zmiany, czyli oczywiście F1.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *