Dakar 2017: OSy 5-8

Po początkowej części rajdu, na kolejnych czterech odcinkach, zawodników czekać miało największe wyzwanie w tegorocznej edycji imprezy. Trudne etapy, ciężkie jeśli chodzi o warunki, nawigację i wysiłek dla organizmu oraz sprzętu. Zabawę utrudniał dodatkowo odcinek maratoński czyli taki, po którym zawodnicy nie mogą liczyć na pomoc zespołu i ze wszystkim na biwaku muszą radzić sobie sami. Choć część z tych obietnic rzeczywiście udało się spełnić, to ostatnie kilka OSów wydawało się cieniem tego, jakie wyzwanie mogły stanowić. Wszystko przez pogodę, która znów pokrzyżowała szyki organizatorom. Przyczyniła się do skrócenia praktycznie każdego z tych etapów, a nawet do odwołania całego szóstego odcinka specjalnego.

Jeszcze przed startem piątego etapu szanse na zwycięstwo dla kogokolwiek z zespołu fabrycznego Hondy, zostały właściwie kompletnie pogrzebane. Wszystko w wyniku aż godzinnej kary czasowej, nałożonej na wszystkich czterech zawodników teamu. Powodem nałożenia owej kary przez organizatorów było tankowanie przez cały zespół Hondy na trasie rajdu w miejscu niedozwolonym. Podobno to po prostu błąd organizacyjny, ale kurczę – o ile pamiętam Hondzie coś takiego zdarza się już nie po raz pierwszy. Można zacząć snuć teorie spiskowe, że ich motocykl pali więcej niż się spodziewają, czy też kombinują coś jeszcze innego. Niemniej godzina straty niemal na pewno wykluczyła cały zespół Hondy z walki choćby o podium i to jeszcze przed połową rajdu. Trzeba przyznać za to, że zawodnicy wciąż walczą i starają się odrobić stratę, na ile to tylko możliwe.
Nie jest to jednak łatwe, gdyż pod nieobecność Toby’ego Price’a wiatr w żagle zdecydowanie złapał Sam Sunderland. Brytyjczyk jedzie pewnie, szybko i bezproblemowo. Wygrał piąty odcinek specjalny, a w każdym kolejnym melduje się na podium, dając się wyprzedzić tylko szaleńczo goniącym zawodnikom Hondy, ewentualnie kolegom z jego zespołu. Strata Hondy jest jednak zbyt duża, żeby odrabianie po dwie, trzy minuty mogło odnieść skutek. Sam mądrze odpuszcza zwycięstwa etapowe, nie przekraczając granicy tempa, za którą wszystko może się wydarzyć.
Drugi w klasyfikacji generalnej jest Quintanilla. Chilijczyk wciąż dojeżdża jednak w drugiej połowie pierwszej dziesiątki i do niego oraz do trzeciego Van Beverena, dojeżdżającego ostatnio jeszcze dalej niż Quintanilla, powoli zbliża się kierowca KTMa – Walkner. Sunderland nie ma więc zagrażających mu wielkich nazwisk, a szybcy zawodnicy są daleko. Dlatego też po prostu pewna i umiarkowanie szybka jazda może mu zapewnić tytuł. Potrzebne jest jeszcze trochę szczęścia i mocny sprzęt. Zobaczymy czy ich nie zabraknie.
Nasi dwaj motocykliści, wciąż prą do mety. Adam Tomiczek był nawet 15. na ósmym etapie! Tym samym awansował na 39. miejsce w generalce. Paweł Stasiaczek jest z kolei na 79. lokacie.

Zespół Hondy goni, ale strata jest niemal nie do odrobienia.

W kategorii samochodów zdecydowanie rozkręciły się Peugeoty i dominacja francuskiej marki zaczyna być widoczna. Wprawdzie próbują za nimi nadążyć dwie Toyoty de Villiersa i Romy oraz Mini Hirvonena, ale ostatnie cztery zwycięstwa etapowe należą do 3008DKR, a wspomniani Panowie co najwyżej pojawiają się na etapowym podium. Na piątym, bardzo trudnym nawigacyjnie, etapie popisał się Loeb, a właściwie jego pilot Daniel Elena, którym udało się skraść sprzed nosa zwycięstwo etapowe Naniemu Romie. Później próbowali jeszcze walczyć de Villiers i Hirvonen, ale w najlepszym przypadku udawało im się tracić tylko po kilka minut do Peugeotów. Wątpliwości zostały ostatecznie ucięte na ósmym etapie, kiedy całe podium zdobyli kierowcy francuskiej marki, z Loebem na czele. Mistrz Świata WRC walczy z Mistrzem Dakaru Peterhanselem wymieniając się zwycięstwami etapowymi i prowadzeniem w generalce. Trzeci w klasyfikacji rajdu także jest Peugeot, ale Despresa. Jeśli więc nie zadzieje się nic poważnego, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że podium Panowie ustalą między sobą, gdyż w tej chwili w zasięgu ataku na czołową trójkę jest tylko Nani Roma.
Wciąż bardzo dobrze radzi sobie nasz Kuba Przygoński. Polak regularnie kończy odcinki w drugiej połowie pierwszej dziesiątki albo na początku drugiej i obecnie zajmuje ósme miejsce w klasyfikacji generalnej. Jak na drugi występ w Dakarze za kierownicą samochodu, wynik wygląda naprawdę dobrze.

Toyoty nie potrafią zagrozić dominacji Peugeota

Co do quadów, to mamy prawdziwe zamieszanie. Spośród zawodników typowanych przed startem imprezy do przewodzenia stawce, tylko Ignacio Casale plasuje się w czołówce. Bardzo dobrze radził sobie Francuz Vitse, ale na ósmym etapie musiał się wycofać. Tymczasem stawce przewodzi Rosjanin Karykakin, który już rok temu dawał znać, że jeździ bardzo szybko i pewnie. Drugie miejsce w klasyfikacji rajdu zajmuje kolejny Francuz – Axel Dutrie, a podium uzupełnia wspomniany Casale. Na ostatnich odcinkach Panowie między sobą rozdają etapowe podia, tylko wymieniając się miejscami w czołowej trójce.
Ta edycja nie oszczędza znanych nazwisk. Odpadł już m.in. Walter Nosiglia. Dakar nie oszczędza także naszego Rafała Sonika. Jego dotychczasowe wyniki etapowe są…. no nie ukrywajmy, że poniżej oczekiwań. Po początkowych problemach Rafał teraz regularnie dojeżdża pod koniec pierwszej dziesiątki lub na początku drugiej, przez co plasuje się na 9. pozycji w klasyfikacji rajdu. Coraz lepiej radzi sobie za to Kamil Wiśniewski, który przyjeżdża na metę już nawet czasem przed Rafałem i zajmuje 13. miejsce w generalce. Nie ukrywajmy jednak – Sonik w tym roku nie ma już prawdopodobnie szans nawet na podium. Za to być może Kamil zapowiada się na naszego kolejnego silnego reprezentanta w klasie małych czterokołowców.

Sergei Karyakin na trasie

Wśród dakarowych “wielkich chłopców” w czołówce ciąg dalszy odwiecznej wojny Kamazów z resztą świata, reprezentowaną głównie przez Iveco. Nikolaev ruszył w pogoń za de Rooyem. Jednak to sam de Rooy gorszym wynikiem na ósmym odcinku pozbawił się przewodzenia stawce i spadł na trzecią lokatę w generalce. Na prowadzenie wyszedł nie Kamaz Nikolaeva (ten jest drugi), ale Sotnikova. Tymczasem na wspomnianym ósmym OSie świetnym tempem i etapową wygraną popisał się Holender Van Den Brink w ciężarówce, uwaga – Renault. Na nic mu się to jednak zda w kontekście całego rajdu, gdyż zajmuje w nim 38. lokatę. Francuskiej marce nie idzie jednak tak źle, gdyż dobrą piątą pozycję w generalce zajmuje inny Holender w Renault, Pascal De Baar.

Kamazy znów przypuszczają szturm na pozycję lidera

Dwie trzecie rajdu za nami. Pozostaje trzymać kciuki za naszych i by aura nie przeszkadzała w rozgrywaniu kolejnych odcinków specjalnych!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *