Prezenty dla motomaniaka 2016

Konkrety, konkretami i na pewno do nich na dniach wrócimy, szczególnie że koniec roku, to po pierwsze czas podsumowań, a po drugie początek… rajdu Dakar oczywiście. Niemniej teraz pora na nieco typowo około-świątecznego spamu. Spamu bardzo miłego, bo jeśli ktoś jeszcze prezentu dla rzeczonego motomaniaka nie nabył, to może mu ten tekst pomóc, z drugiej strony, jeśli ktoś tym motomaniakiem jest, to myślę, że znajdzie też tu kilka pozycji, które stwierdzi, że warto wypisać w liście do Mikołaja. Nie martwcie się – nie będzie propozycji typu strona „super prezent” i zakup półtora okrążenia na torze jako pasażer w jakimś niby fajnym aucie.


„Moja Formuła 1” – Mark Webber

Na początek najbardziej oczywista propozycja, ale to wcale nie czyni jej gorszą. Książką Webbera to pozycja długo wyczekiwana, głównie ze względu na oczekiwane wyjawienie sporej ilości zakulisowych zagrywek z czasów współpracy z Red Bullem i Sebastianem Vettelem. Czy takie rzeczywiście są? Nie zdradzę wam, ale powiem tylko, że żaden maniak wyścigów samochodowych, Formuły 1, czy Webbera, na pewno nie będzie zawiedziony.

„Wyścig” (Rush)

Nie jest to żadna nowość, ale może po trzech latach od premiery warto sobie przypomnieć. Ba! Na pewno warto. Natomiast jeśli ktoś nie widział, a wyścigami się pasjonuje, jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Bardzo dobry film o legendarnej walce Nikiego Laudy i Jamesa Hunta, o wypadku Austriaka i nie tylko. Jeden z najlepszych filmów traktujących o wyścigach kiedykolwiek i co ważne, również dobry po prostu jako film, a więc nie tylko dla maniaków sportu. Być może młodsze pokolenia zainspiruje on do grzebania w materiałach historycznych, których w Internecie można znaleźć na pęczki i dowiedzenia się jak to wyścigi wyglądały kiedyś, jak prowadzili się kierowcy, jak niebezpieczny był to sport?

Assetto Corsa

Jeśli maniak, dla którego ma być prezent, jest naprawdę skrajnym maniakiem, także przenoszących swoje zainteresowania na komputer, to pewnie lubi symulatory wyścigowe. Assetto Corsa to (moim zdaniem) obecnie najlepszy z nich. Oferuje nie tylko perfekcyjne laserowo skanowane trasy, świetną fizykę i genialnie odwzorowane modele samochodów, ale też całkiem niezłe zaplecze modderskie, już naprawdę niemałą sieciową społeczność, a przede wszystkim ogromną frajdę i satysfakcję. Symulator ten wyszedł także w wersji na konsole, gdzie może jest bardziej przystępny, ale moim zdaniem najlepszym wyborem dla niego jest stary, dobry PeCet. W dodatku ostanio wydane pakiety z modelami Porsche to bodaj najlepiej wykonane i zaimplementowane w symulatorach wyścigowych dane, jakie kiedykolwiek widziałem. Serio.

Model samochodu

Znów – rzecz niby oczywista, ale wiele osób nie wie, jak ogromne jest tu pole manewru. Są osoby, które mają ogromne kolekcje, nieraz tematyczne, a każdy pojedynczy eksponat cieszy oczy. Jeśli chodzi o modele gotowe, to polecam stronę http://www.racingmodels.com .Tam znajdziecie nieograniczony wręcz wybór modeli pojazdów wyścigowych, ale nie tylko. Natomiast jeśli chodzi o wyścigi, to można przebierać, nawet przy poszukiwaniu najbardziej nietypowych egzemplarzy. To tyle jeśli chodzi o modele gotowe, tzw. do postawienia na półkę. Dla bardziej ambitnych lub hobbystów modelarzy, do sklejania polecam szczególnie modele firmy Tamiya. Są świetnie wykonane, ponadto niektóre rozszerzone edycje modeli oferują nawet trawione elementy metalowe, na wloty powietrza, czy tarcze hamulcowe, co nadaje modelom realizmu i po prostu cieszy oko.

Unique & Limited

Moje niedawne odkrycie. Coś do powieszenia na ścianę, ale nie na taśmę klejącą do framugi drzwi, tylko w ramę i traktować niczym najdroższe dzieło sztuki. By w ogóle zrozumieć z czym mamy do czynienia, polecam rozpocząć zapoznanie się z ofertą firmy od strony „Jak to jest zrobione„. Panowie odtwarzają historyczne momenty korzystając ze starych zdjęć, z nowych zrobionych podczas wizyty w odtwarzanym miejscu, z prawdziwych samochodów i modeli np. kierowców ubranych w ciuchy z epoki, potem przenoszą to wszystko w 3D, po czym powstaje dzieło będące skrzyżowaniem zdjęcia, grafiki, modelowania 3D, ale koniec końców, lepsze od każdego z tych tworów. W dodatku serie sporej ilości ich produktów są limitowane do 1000 sztuk, możliwie więc, że kiedyś zyskają wartość kolekcjonerską, kto wie? Już dziś wiszą w niektórych galeriach, a nawet siedzibie McLarena, który z resztą przy tworzeniu oczywiście z Panami współpracował. Po prostu musicie to zobaczyć, zapewniam, że oprawione i umieszczone na ścianie ich dzieła robią wrażenie i cieszą oczy.

 Amazon Prime Video

The Grand Tour. W sumie na tym powinienem skończyć wypowiedź. Oferta wideo Amazona dostępna jest już na całym świecie, także u nas, w dodatku z opłatą za pierwsze pół roku wynoszącą 3 funty miesięcznie. Panowie Clarkson, Hammond i May znów w formie, a Amazon umożliwia im realizowanie wszystkiego, co tylko sobie wymyślą, nam natomiast oglądanie w bezstresowy sposób. W dodatku oprócz The Grand Tour jest tam również kilka innych pozycji wartych uwagi, a więc może i inni znajdą coś dla siebie?

Bilet na Total 24 Hours of Spa

Prezent chyba najbardziej ekstremalny, ale i zapewniający największą dawkę wrażeń. Bilet na dobowy wyścig aut GT, na słynnym torze Spa-Francorchamps. Powiem więcej – to nie bilet na wyścig, ale świetny pomysł na urlop, a być może i wakacje dla całej rodziny. Od początku jednak. Wyścig dobowy w Belgii, jest tym dla aut GT, szczególnie GT3, czym Le Mans dla prototypów i aut GTE. Legendą po prostu. To także najważniejsza runda Blancpain Endurance Series. Co jednak odróżnia go od Le Mans, to przede wszystkim koszty i lokalizacja. Te są nieporównywalnie mniejsze. Zacznijmy od biletu. Na belgijski klasyk za 100 Euro w obecnej świątecznej promocji otrzymujemy akces na tor przez cały tydzień od pierwszych treningów, aż do niedzielnego wieczora, możliwość przejścia się po pitstopie oraz (uwaga!) możliwość przejścia się po prostej startowej, tuż przed startem wyścigu, ze stojącymi już na polach bolidami i kierowcami! Dla porównania bilet na Le Mans 24h z tzw. pit walk kosztuje… 650 Euro. Z resztą bilety na wyścig F1 na tym samym torze w Belgii to koszt już ponad 140 Euro. W dodatku także koszty transportu (bliżej niż Le Mans) i noclegu są nieporównywalnie mniejsze. Francuski legendarny wyścig przyciąga niestety nie tylko uwagę, ale też chęć ściągnięcia ogromnej kasy z ludzi. Dlatego Belgia, to świetny test przed może wypadem w przyszłości na Le Mans, przy czym wcale nie gorszy od niego. W dodatku pora roku i malownicze otoczenie pozwalają na relaks w wielu okolicznych, cichych ośrodkach, jazdę na rowerach po malowniczych pagórkach, czy spływy kajakowe jednym z wielu potoczków. Mało tego okoliczne muzea, nie tylko związane ze sportem motorowym, ale też stoczoną w tym regionie bitwą o Ardeny, na pewno wzbudzą zainteresowanie. Po mojej wizycie na torze w Spa, mogę szczerze powiedzieć, że naprawdę warto.

To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że niezdecydowanym pomogłem, a zdecydowanym podsunąłem kolejne pomysły na przyszłość. Co o tym myślicie? Może wy macie jakieś dodatkowe, bardziej nietypowe pomysły?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *