Dakar 2017: zapowiedź

Rok 2016 już praktycznie za nami, a to z kolei oznacza nadciągający start dorocznej, największej epopei rajdowej w sporcie motorowym, czyli oczywiście Dakaru. Zeszłoroczna edycja nieco zachwiała pozycją imprezy i jej prestiżem. Z drugiej strony dostarczyła też ogromnych emocji, szczególnie jeśli chodzi o walkę w kategorii samochodów i…. no niestety odwoływane nagle, czy skracane etapy. Wszystko ze względu na wariującą pogodę i poważne powodzie nawiedzające pustynie (!) Ameryki Południowej. Edycja 2017 ma zatem przed sobą trudne zadanie i prawdopodobnie, co można powiedzieć jeszcze przed startem, zwiastować będzie otwarcie nowego rozdziału w dziejach imprezy.

Skąd ta pewność? Niestety, już na początku Dakar 2017 może pochwalić się pewnym negatywnym rekordem. Na starcie pojawi się ponad 60 zawodników mniej niż przed rokiem, co przy liczbie startujących na poziomie 550 zawodników, daje spadek niemały, bo o jakieś 12%. Mało tego, Chile i Peru, które w zeszłym roku wycofały się z organizacji Dakaru ze względu na katastrofy naturalne (głównie powodzie), teraz już otwarcie mówią, że rajdu u siebie nie chcą i nie zamierzają go ponownie wpuszczać na swoje terytorium. To zmusiło organizatorów do poprowadzenia trasy praktycznie tylko przez Argentynę i Boliwię, z jednym etapem rozgrywanym na terenie Paragwaju. Jakby tego było mało od kilkunastu tygodni Boliwia zmaga się z suszą, co także zagrażało organizacji rajdu na tyle, że organizatorzy musieli zapewnić, iż Dakarowa karawana przywiezie swoją wodę z Argentyny na teren biwaku i będzie samowystarczalna, by nie marnować skromnych, lokalnych zasobów.

To chyba jednak tylko wierzchołek góry lodowej problemów, z jakimi obecnie boryka się Dakar. Ich bezpośrednim skutkiem jest właśnie znikanie zawodników, co gorsza w dużej części także tych z czołówki. Z drugiej strony impreza staje się otwarta na nowych, bo aż 25% stawki na rok 2017 to debiutanci. Pytanie tylko, czy to dobre oznaki, czy wręcz przeciwnie. Teraz przyjrzyjmy się, czego możemy oczekiwać po nadciągającej edycji w poszczególnych klasach.

Peugeot 3008DKR

Wśród samochodów możemy się spodziewać wielkiej pogoni całej stawki za Peugeotem, który pokaże się z odświeżonym samochodem. Skład bez zmian, czyli najlepsza śmietanka rajdowej elity: Peterhansel, Sainz, Loeb i Despres. Nie będzie łatwo ich pokonać, ale po raz kolejny rękawicę podniesie Nasser al-Attiyah, zasiadający tym razem za kierownicą Toyoty Hilux. Nowe “Japończyki” przerobiono na buggy zgodnie z odświeżonymi regulaminami, najwyraźniej w tym upatrując szansy dogonienia francuskiego zespołu. Tradycyjnie w Toyocie pojawi się także Giniel De Villiers, a dołączy do nich Nani Roma. Swojej filozofii, czyli jazdy z autem 4×4, nie zmieniło za to Mini, choć konstrukcję oczywiście odświeżono. Tu za kierownicą też nie zabraknie znanych nazwisk – choćby Miko Hirvonen, który chyba odnalazł nową pasję na dakarowych trasach, Yazeed Al Rajhi, który już pokazał czołówce, że powinna się go bać, Orlando Terranova, czy wreszcie nasz Kuba Przygoński z Orlen Team. Kuba pierwsze szlify za czterema kółkami na Dakarze zebrał rok temu i teraz zapowiada, że będzie mógł jechać zdecydowanie pewniej i skuteczniej. Nieco na uboczu i nieśmiało, ale także w rywalizacji, są Ford i Renault. Te konstrukcje z roku na rok są małymi kroczkami ulepszane i zmniejszają dystans do podium. Wśród samochodów na pewno będzie się działo, jak zawsze z resztą.

Nowe Mini na Dakar 2017

Nie inaczej zapowiada się walka w kategorii motocykli. Tutaj jako główny kandydat do zwycięstwa wymieniany jest cały zespół KTM z Tobym Pricem na czele. Price pobił w edycji 2016 rekord wygrywając rajd w rok po swoim debiucie, czego nie dokonali nawet jego wielcy poprzednicy jak Coma, czy Despres. Mało tego, KTMy choć może już nie najszybsze, to najpewniejsze i najbardziej niezawodne na przestrzeni całej rywalizacji dają przewagę, którą Price wykorzystał prezentując się bardzo dobrze w całym sezonie cross-country. Toby jednak na pewno nie jedzie na Dakar jako pewniak. W samym tylko swoim zespole ma poważne zagrożenie i to niejedno. Stefan Svitko kończył Dakar na podium i jego doświadczenie pozwalało wygrywać odcinki specjalne. No i są jeszcze Sam Sunderland oraz Matthias Walkner. To “młode wilki” rajdu i choć poprzedniej edycji nie ukończyli, z resztą w dość niemiłych okolicznościach (wypadki), to pokazali świetną szybkość i jeśli tylko nabiorą nieco pokory lub pomoże im szczęście, Price może się obawiać. To był tylko zespół KTMa, a przecież jest jeszcze tyle silnych teamów, innych marek! Husqvarna z Pablo Quintanillą, Yamaha z Helderem Rodriguesem i Van Beverenem. Wreszcie Honda z pretendującym do zwycięstwa już nie po raz pierwszy Joanem Barreda Bortem, który tanio skóry na pewno nie sprzeda. Pomogą mu w tym szybcy zespołowi koledzy jak Brabec, Metge i Goncalves. Tutaj walczyć będą także nasi reprezentanci: Kuba Piątek, Adam Tomiczek i Maciej Berdysz.

Toby Price to rewelacja ostatnich lat

Kategorię quadów można by opisać jednym, bardzo istotnym dla nas, słowem: Sonik. Rafał oczywiście pojawi się na starcie i będzie jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa. Nie jedynym, a bardzo silnej konkurencji może się tym razem spodziewać od naszych sąsiadów. Sergey Karyakin już rok temu pokazał, że jest bardzo szybki i może spokojnie podążać tempem ścisłej czołówki. Do rywalizacji wraca także Czech Josef Machacek. Ten Pan, choć ma 60 lat, na pewno powinien być kontrolowany przez resztę stawki, a nie traktowany jak emeryt. Josef pięciokrotnie wygrywał Dakar na quadzie. Cztery razy w Afryce oraz pierwszą edycję w Ameryce. Potem przesiadł się do lekkich samochodów, teraz znów wraca do quadów. Uzyskane wyniki niech będą potwierdzeniem, że trzeba na niego uważać. Machacek zmiażdżył konkurencję już w kilku rajdach sezonu 2016. Obok niego za Sonikiem będzie gonił też stary rywal, czyli Ignacio Casale, a także Walter Nosigilia. Na starcie zabraknie niestety braci Patronelli.

Rafał Sonik jest naszym najmocniejszym punktem w stawce

Ciężarówki, to kolejne wydanie klasycznej bitwy Kamaz kontra reszta świata. W tym roku rosyjski zespół znów reprezentować będą znane nazwiska jak Mardeev, Nikolaev, czy Stonikov. Zmierzyć będą musieli się z zeszłorocznym zwycięzcą w Iveco, czyli Gerardem de Rooy’em. W takiej samej ciężarówce w styczniu zaprezentuje się również szybki Federico Villagra. Ales Loprais po-raz-nie-wiem-już-który spróbuje wygrać Dakar za kierownicą Tatry. Ścisłą czołówkę uzupełnią załogi MANa z kierowcami: Hansem Stacey i Pieterem Versluisem.

Gerard De Rooy jeszcze raz spróbuje wygrać z Kamazami

W stawce zabraknie paru wielkich nazwisk ubarwiających Dakar od lat. Mowa tu o wspomnianych braciach Patronellich, ale także Robbym Gordonie w jego latającym Hummerze. Co ciekawe, równolegle z lekką zapaścią Dakaru, mocno rozwija się Africa Eco Race, czyli dość nowa impreza na starej trasie rajdu Paryż-Dakar, organizowana m.in. przez starego wyjadacza tego klasycznego rajdu, czyli Jeana Louisa Schlessera. To jakby wyznacza kierunek w jakim zawodnicy chcą zmierzać i nieco narzuca przyszłość Dakarowi. Co z tego wyniknie – zobaczymy. Może jubileuszowa, czterdziesta edycja 2018, będzie też powrotem do korzeni? Zobaczymy! Tymczasem trzymajmy kciuki za naszych reprezentantów na Dakarze, bo choć w dużo skromniejszej sile niż przed rokiem, to dalej z szansami na świetny wynik. No i oczywiście jak zwykle zachęcam też do podziwiania niesamowitych widoków odludzi, przez które przedzierać się będą zawodnicy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *