Warsaw Motoshow 2016

Widok na halę targową

Po raz kolejny w tym roku wybrałem się do centrum targowego PTAK pod Warszawą na targi motoryzacyjne. Poprzednim razem było to Warsaw Oldtimer Show – teraz kolejna edycja Warsaw Motoshow. Relację z imprezy dla klasyków możecie znaleźć TUTAJ. W skrócie przypomnę, że nie byłem w niebo wzięty, ale obeszło się bez dramatu, a i prezentowane pojazdy były całkiem ciekawe. Tym razem po (niełatwym) przybyciu okazało się, że właściwemu Motoshow towarzyszy… kolejna edycja wystawy poświęconej klasykom. To jednak był dopiero początek zaskoczeń.

No to od początku. Dotarcie na obiekt nie było łatwe z powodu gigantycznych korków dojazdowych. Niedziela w godzinach popołudniowych zdaje się była dość popularnym terminem wśród odwiedzających, ale próba dojazdu z niektórych kierunków mogła zająć niemal tyle co samo zwiedzanie hal. Dramat. By tego uniknąć dojechałem do hal od tyłu, drogą nieutwardzoną. Tam też Pan Jeepem Grand Cherokee dał pokaz naszego narodowego chamstwa i radośnie, celowo przejechał pełną prędkością przez gigantyczną kałużę z błotem, zapier…lając mi cały samochód zawartością tejże kałuży. W opowieści pewnie brzmi śmiesznie, czy też mało problematycznie. Tylko pomyślcie sobie o samochodzie, przez którego szyby nic nie widzicie, nie ma ich jak przetrzeć, reflektorów też przez to błocko praktycznie nie widać, a ciemno się robi wcześnie. Próba umycia samochodu po wieczornym powrocie do domu i okazuje się, że błoto wcale tak łatwo nie schodzi samym strumieniem wody i trzeba szorować. Szorowanie błota z piachem dobrze wiecie czym skutkuje dla powłoki lakierniczej. Spłukałem ile się dało, ale auto stoi niedomyte do dziś i zastanawiam się jak je doczyścić. Ot pokaz naszego narodowego chamstwa, dokładnie tego, które powoduje, że chwilami wstydzę się przedstawiać jako Polak. Mam nadzieję, że temu fju…owi pourywa się to zawieszenie, stanie w polu na odludziu i przez kilka dni będzie musiał żreć to co wydali. Tyle w temacie.

Porsche 911 GT3

Wracając do tematu. Po dotarciu zafajdanym samochodem i przetarciu chusteczką bocznej szyby, żeby widzieć cokolwiek, udaliśmy się do hal. Jeszcze wcześniej może było niemiłe zaskoczenie odnośnie miejsc parkingowych. Tych po prostu brakowało, tak jak i brakowało cierpliwości ludziom stojących w ogromnych korkach na parking. Toteż auta stały gdzie popadnie, na wyspach na środku drogi, w okolicznych rowach (dosłownie!), trawnikach, kałużach, górkach, lasach. No gdzie tylko. Nie chcąc czekać w kolejnym wielkim korku uczyniłem to samo i stanąłem na jakimś jeszcze mało rozjeżdżonym trawniku. Impreza odbywała się w trzech halach z czego dwie były połączone i nie można było pomiędzy nimi dostać się do wejść, toteż trzeba pokonać całkiem spory dystans dookoła obiektu, by móc stanąć w (a jakże) kolejce.

Nowe Ferrari GTC4 Lusso

W ogóle po wejściu na pierwszą halę lekko mnie ścięło. Tłum. Przeogromny. Nie ma gdzie stanąć, obrócić się, przejść, no nic. Kolejka do kas by wymienić papierek na opaskę. Staliśmy nawet nie tak długo, jak się okazało bez sensu, bo z wydrukiem internetowym szło się do miejsca obok, gdzie kolejki nie było, ale żadnej informacji o takiej możliwości również.

Ciekawy tył potężnego F12tdf

Wreszcie. Weszliśmy. Tłumy, tłumy jak okiem sięgnął. Do tego stopnia, że aby zobaczyć większość samochodów trzeba praktycznie na nie wejść. Inaczej mija się samochody w odległości metra, nawet nie wiedząc, że tam stoją. Po chwili ryk i znów podobna rzecz jak na Oldtimer Show – odpalanie samochodów w hali. Co to za wielbiciel motoryzacji, który nie lubi dźwięku silnika – zapytacie. Otóż uwielbiam, ale nie w hali, gdzie przy takiej dziczy nawiewy już dawno nie wyrabiają, a echo powiela dźwięki. Ja mam dobry słuch i stałem najbliżej jak się dało przejeżdżającej stawki F1 przed ponad sześcioma laty i zdaję sobie sprawę co to znaczy dźwięk rozsadzający uszy. Tylko, że tutaj obok stoją dzieci, niektóre jeszcze w wózkach, a śmierdzących spalin nic nie rozwiewa, a wyciąga baaardzo powoli. Głupota do kwadratu. Już wtedy, na Oldtimer Show, dziwiłem się kto na to pozwala i widzę, że nic się nie zmieniło.

Wnętrze wyścigowego Ligiera JS P3

Hale są dość spore i to w dodatku trzy. Poza tym były pokazy (m.in. driftu) przed nimi. Co do samych wnętrz. Nooooo… bez szału delikatnie mówiąc. Niedoświetlone hale centrum PTAK nie zachwyciły mnie za pierwszym razem i niewiele się zmieniło. Generalnie można je podzielić na dwa typy przestrzeni: otwartą i różnej wielkości boksy. Nie było sztywnego podziału na halę z markami, halę z tuningiem itp., choć była jedna dedykowana dla sportu motorowego. Dość szeroko pojętego. Spora część stoisk nie była z resztą stoiskami prezentującymi samochody robione lub sprzedawane przez firmę, ale były to przestrzenie firm organizujących eventy z użyciem drogich aut i tyle.

Podobno Benetton Schummiego, ale głowy nie daję.

Było kilka stoisk w 100% markowych, ale co ciekawe nie wyglądały one najlepiej. Stąd wniosek, że winne są hale, a nie właściciele owych stoisk, szczególnie w porównaniu do tego, co można oglądać na targach w Poznaniu. Po stoisku Infinity widać było, że Panowie naprawdę próbowali zrobić coś profesjonalnie i wystawnie wyglądającego, no ale widać wyszło najlepiej jak się dało w tych warunkach. Co ciekawe to stoisko, pomimo że dość spore i z niezłymi przecież samochodami, było niemal puste… to prowadzi do innych wniosków, ale o tym później.

Stoisko Infinity

Na targach były nawet premiery nasze krajowe. Między innymi Land Rovera Discovery, czy Kii Rio. Można się było bez większych problemów do nich dostać, ale nawet nie miałem ochoty przez to, co się działo dookoła. To były stoiska otwarte. Co ciekawe było też kilka stoisk zamkniętych, gdzie kontrolowano, aby ilość osób przebywających na ich terenie była taka, by każdy mógł w spokoju obejrzeć pojazdy. Dzięki wielkie właścicielom tych stoisk! Przywrócili mi nieco wiarę w ludzkość. Kolejnym dobrym przykładem do wniosków, które już zaraz, było stoisko Ferrari. Boks z poodsuwanymi niektórymi szklanymi ściankami, z samochodami ustawionymi przy nich, ale w bezpiecznym dystansie do barierek. Boks pusty w środku, zastawiony tylko przy ściankach, do którego oczywiście nie można wejść.

Nowe Audi S5

I wiecie co? Powoli chyba będę kończył. Z resztą ile można czytać narzekań prawda? Co ciekawe naprawdę było kilka fajnych aut do obejrzenia, ale przez ogólną formę i atmosferę tejże imprezy nie miałem nawet chęci dłużej się nimi interesować.

Prawdziwy rarytas, czyli Lexus LFA

Podsumowując napomknę jeszcze tylko, że jednym z miliona zarzutów było komunikacyjnie genialne ustawienie przenośnych toalet na.. głównych chodnikach dojścia do hal, przez co ludzie do nich idący przechodzili pod ToiToiami, do których stali przecież inni, więc trzeba było się przepychać tłum w tłum. W dodatku kolejna edycja imprezy Oldtimer była chyba jedynie po to, by dopchnąć klasykami pozostałe miejsca na halach, bo innego sensownego powodu znaleźć nie mogę, szczególnie że mieliśmy na niej w większości te same auta, które można było oglądać na “pełnoprawnej wersji” w maju. Tam też nie było jeszcze tak najgorzej – znów odsyłam do mojej relacji podlinkowanej na początku tekstu.

SUV od Maserati, czyli Levante, na żywo jeszcze ładniejsze.

Ocena imprezy z mojej strony (co za zaskoczenie) może być jedynie negatywna. Państwo organizatorzy – nie wiem do kogo kierujecie to show, ale na pewno do innej grupy odwiedzających niż ja, jeśli w ogóle o nich myślicie. Zdaje się bowiem, że nikt nie kontroluje sprzedanych na kolejne dni targów biletów i ważne jest jedynie by sprzedać ich jak najwięcej. Czy się ludzie stratują, czy będą mieli rzeczywiście szansę cokolwiek zobaczyć – to już nie wasza sprawa. Może winne jest miejsce? Może nikt nie potrafi ogarnąć tak dużej przestrzeni? No nie, jednak w Poznaniu jest jej chyba nawet więcej i można się zmęczyć od samego chodzenia.

W temacie klasyków – Diablo

Miałem wrażenie, że impreza wcale nie jest skierowana do ludzi, którzy lubią motoryzację, podziwiają i chcą się nią nacieszyć, ale (za przeproszeniem) do motłochu. Ile się da, ile więcej, byle na konto, przepychajcie się, wsadzajcie łokcie innym w oko, walczcie o przeżycie. Z resztą nie tylko ja odniosłem takie wrażenie. Podobnie przygotowali się także wystawcy. O dwóch przykładach do tych wniosków już wcześniej wspomniałem, a dodam jeszcze, że nawet samochody na stoisku Skody, czy Volkswagena były pozamykane, chyba aby ich nikt nie zdemolował. Znów się odwołam do Poznania – tam to nie do pomyślenia. Jako wisienka na torcie wspomnę jeszcze o “pokazie” Bikini Car Wash, o którym doczytałem, ale nie miałem wątpliwej przyjemności podziwiać.

“Bikini Car Wash” (fot. Szymon Starnawski)

Także już naprawdę kończąc. Jeśli lubicie się przepychać, walczyć o przetrwanie, jeśli musicie widząc samochód dotknąć go łapą i zostawić ślady dłoni, nieważne że ktoś go pucował dwa dni, jeśli nie odczuwacie zażenowania na widok zdjęcia z Bikini Car Wash powyżej i śliniących się Panów oraz poniżającej roli Pań (sorry, to co innego niż hostessy), wreszcie jeśli nie byliście albo nie macie możliwości odwiedzić jakiejkolwiek imprezy motoryzacyjnej – to Warsaw Motoshow jest dla was.

Nowy Aston Martin DB11. Jest efekt WOW!

Ja mogę tylko szczerze polecić… omijanie tego czegoś szerokim łukiem. Nigdzie jak tam nie miałem równie negatywnego odczucia braku organizacji, samowolki, niemożności podziwiania tego, po co przecież tam przyszedłem i w końcu dzikich tłumów, które nikogo nie obchodzą. Zaznaczyć tu muszę, że miałem okazje odwiedzać niejedną imprezę masową, od wydarzeń i meczów na Stadionie Narodowym, przez pierwsze pokazy F1 na moście w Warszawie, duże koncerty i festiwale, czy targi różnych branż. Nigdzie nie czułem się tak źle jak na imprezach w centrum PTAK. Mówię tu tak o Oldtimer Show, jak i imprezie, której poświęcony jest ów artykuł, choć ta dotycząca klasyków i tak była o niebo lepsza ze względu na mniejszą ilość odwiedzających.

Podobnie czysty był mój pojazd, za sprawą pewnego Pana…

Co naprawdę rekomenduję, to odłożyć sobie pieniążki i pojechać za rok na targi poznańskie, z których zeszłoroczną relację możecie przeczytać TUTAJ. Zobaczyć jak się to robi z klasą i na światowym poziomie i pooglądać w spokoju super pojazdy. Z resztą nawet warszawska Auto Nostalgia dystansuje ten wynalazek.

Znany w kraju projekt – 1200 konna Supra

Poniżej galeria z imprezy, zdjęcia po kliknięciu można powiększać, tak jak i te w tekście. Wierzcie mi, naprawdę trzeba się było namęczyć by foty tak wyglądały.

KTM X-Bow
McLaren MP-12C
Ford Mustang Boss 302
Jaguar XJ-S Cabrio
Jaguar E-Type
Klasyki też były…
… i jeszcze jeden
Lancia Fulvia zawsze zachwyca
Saab 95 Deluxe
Ferrari 458 Speciale Aperta – moje ulubione 😉
Lamborghini Gallardo GT3…
…ogromny dyfuzor z tyłu…
…i prawdziwe, wyścigowe wnętrze
Funter, czyli polska myśl techniczna
Komora silnika Astona DB11
Mercedes G63 AMG 6×6…
… i jego zawieszenie
Mercedes AMG GT

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *