F1 Grand Prix Brazylii 2016

Hamilton jak na razie wykonał plan maksimum

Są wyścigi i tory, które zawsze gwarantują rywalizację jakiej fani Formuły 1 oczekują. Zaliczyć do nich z pewnością można brazylijski tor Interlagos. Raz, ze względu na niezwykle entuzjastyczną publikę. Dwa w związku z nietypowym, ciasnym i krótkim układem. Trzy bo przez lata był domem wyścigów kończących sezon, co zawsze wiązało się z kulminacją emocji – dość wspominać najbardziej emocjonujący finał sezonu nowożytnej F1 w 2008 roku. To ostatnie Brazylijczykom odebrano na rzecz arabskich źródeł ropy, ale impreza z roku na rok udowadnia, że broni się świetnie, nawet bez zaszczytu finału sezonu. Jakby tego było mało w tym roku pogoda także postanowiła pomóc emocjom, serwując fanom pełne ich spektrum od znużenia i irytacji, aż po ekstremalne wypadki i odważne manewry wyprzedzania.

Treningi przed wyścigiem, jak zwykle, zdominowali kierowcy Mercedesa z goniącym ich Red Bullem i Ferrari. Całkiem dobrze spisywały się także Williamsy. W nocy z piątku na sobotę tor nawiedziły całkiem mocne opady i ostatni trening oraz kwalifikacje przeprowadzane były w dużo niższej temperaturze, a co bardziej istotne, na przesychającym, czy dosychającym, torze, z którego deszcz spłukał sporo wtartych fragmentów ogumienia, a więc pogorszył także przyczepność.

Nie przeszkodziło to jednak Mercedesowi znów zdominować kwalifikacji. Po raz kolejny Pole Position wywalczył Hamilton przed Rosbergiem. Dalej przetasowali się kierowcy Ferrari i Red Bulla w kolejności Raikkonen, Verstappen, Vettel, Ricciardo. Siódme miejsce startowe wywalczył świetnie prezentujący się tym razem Grosjean.

Wyścig był popisem Maxa Verstappena

Na nic to mu się jednak zdało, skoro w niedzielne ulewne popołudnie na Interlagos, wypadł z toru już na okrążeniu rozgrzewkowym przed wyjechaniem na pola startowe. Mało tego wyjątkowo nie można nic Francuzowi zarzucić. Warunki na torze na minuty przed wyścigiem były naprawdę trudne, a ilość wody płynąca po nitce asfaltu taka, że aquaplaning okazał się praktycznie pewny na tegorocznych oponach deszczowych. Romainowi dokładnie to się przytrafiło i nie mógł z zaistniałą sytuacją nic zrobić, będąc jedynie pasażerem w bezwładnie lecącym na barierę bolidzie, którym przecież na okrążeniu rozgrzewkowym nie poruszał się nawet z szybkością wyścigową.

Warunki na torze oznaczały mało emocjonujący start za samochodem bezpieczeństwa. Tak jechaliśmy przez pierwsze siedem okrążeń wyścigu, dopóki dopraszania się kierowców (szczególnie Red Bulla) skłoniły dyrekcję wyścigu do zdjęcia samochodu bezpieczeństwa z toru. Zaczęło się prawdziwe ściganie, a może raczej prawdziwe próby odnalezienia drogi w potężnych chmurach wody podnoszonych z toru przez całą stawkę. Problem nie dotyczył oczywiście jadącego na pierwszej pozycji Hamiltona, który nie miał przed sobą nikogo i spokojnie mógł kontrolować swoją pozycję na torze. Za nim natomiast szaleli kierowcy Red Bulla, głównie Max Verstappen, który od razu po starcie wyprzedził Raikkonena i zaczął doganiać duet Mercedesa. Nie trzeba było za to długo czekać na kolejne ofiary aquaplaningu, z resztą dokładnie w tym samymi miejscu, gdzie wcześniej problemy miał Grosjean, czyli na podjeździe do prostej startowej, gdzie płynęła istna rzeka spływająca ze szczytu. Tym razem padło na Vettela, który uciekając przed Ricciardo wykonał pół obrotu, zgarniając przednim skrzydłem błoto z pobocza. Auto udało się jednak opanować i Niemiec ruszył dalej. Nie minęły jednak jeszcze nawet trzy okrążenia, a w podobnym miejscu, ale kilkadziesiąt metrów wyżej na podjeździe do startu, kolejną ofiarą „popłynięcia” opon na wodzie został Marcus Ericsson. Ponieważ jednak zdarzenie miało miejsce dalej, prędkość była większa i nie było już szans wyratować się przed kontaktem z barierą. Uszkodzony bolid bezwładnie toczący się w poprzek prostej startowej został wyminięty na centymetry przez pędzące Renault. Sytuacja wyglądała bardzo niebezpiecznie, ale na szczęście nikomu nic się nie stało. Tym samym na torze po raptem 6 okrążeniach od zjechania samochodu bezpieczeństwa pojawił się kolejny.

Bardzo niebezpieczny wypadek Raikkonena

W tej samej chwili na torze obserwowaliśmy bardzo dziwną sytuację. W momencie kiedy bolidy traciły przyczepność jadąc na pełnych oponach deszczowych, zawodnicy zaczęli zjeżdżać po opony przejściowe, pomimo rzek płynących po nitce asfaltu. Zaczęło się od Jensona Buttona, który zjechał po przejściówki już dwa okrążenia po starcie prawdziwej rywalizacji, potem wyglądało to już jak książkowy przykład zjawiska owczego pędu. Pomimo iż przejściówki nie dawały nic (co było raczej oczywiste), zakładano je kolejnym zjeżdżającym zawodnikom, z Maxem Verstappenem włącznie. Tymczasem na kończącym okrążenie podjeździe pod prostą startową zawodnicy mieli potężne problemy, nawet przy jeździe tempem samochodu bezpieczeństwa. Pełen piruet w jadącej koło w koło stawce, zaliczył tam choćby Sergio Perez.

Sytuacja na torze raczej się pogarszała niż poprawiała. Bolidy jadące za Safety Carem okrążały tor wolniej i rzadziej, a więc odprowadzały z niego mniej wody. Kolejne prawie dziesięć okrążeń w tym tempie, zanim doczekaliśmy się restartu. Bardzo krótkiego z resztą. Od razu po zjeździe samochodu bezpieczeństwa na prostej startowej przyczepność stracił bolid Raikkonena, który bezwładnie przeleciał przez całą jej szerokość odbijając się od band. Wszystko to w potężnej mgle z bolidów reszty stawki, przez co możemy mówić o niebywałym szczęściu, że żaden z nich nie uderzył w stojącego tyłem do kierunku jazdy Kimiego, a choćby przy mijaniu przez Manora było przerażająco blisko. Zabawa naprawdę przestała być wesoła, a oglądając ją raczej można było się martwić o zdrowie i życie zawodników, niż o stan punktacji mistrzostw świata. Decyzja mogła być tylko jedna. Wyścig zatrzymano.

Po okresie oczekiwania stawka wyjechała na tor za samochodem bezpieczeństwa tylko po to, by pokręcić się tam przez kilka okrążeń i znów zjechać bo boksu, gdyż sędziowie zadecydowali, że warunki wciąż nie nadają się do jazdy. Znów czekaliśmy. Wreszcie po kolejnej przerwie zawodnicy powrócili na tor, a rywalizacja wystartowała po raz kolejny od 31 okrążenia. Od razu genialnym manewrem na wyjściu z „esek” Senny popisał się Verstappen, który po zewnętrznej, na zupełnie stojącej wodzie, wyprzedził Nico Rosberga.

Dziewiąte miejsce i świetny wynik Nasra oraz Saubera!

Nie minęło 20 okrążeń małego brazylijskiego toru, a na podjeździe prostej startowej mieliśmy kolejną ofiarę warunków pogodowych. Tym razem był nią Felipe Massa, który pojawiał się na brazylijskim GP F1 po raz ostatni przecież. Tym większy był smutek kibiców, ale i wzruszenie Massy wychodzącego z auta. Felipe już nie raz pokazał przecież, między innymi właśnie na Interlagos, jak emocjonalnie podchodzi do tego sportu.

Kolejny okres za SC coraz bardziej zagrażał niezmieszczeniu się wyścigu w regulaminowym czasie. Porządkowi uporali się z problemem i po sześciu okrążeniach rywalizacja została wznowiona. My natomiast mogliśmy podziwiać koncertową jazdę kierowców Red Bulla, szczególnie Verstappena. Max popisywał się przede wszystkim pewnością jazdy i obieraniem nietypowego toru jazdy, szukaniem przyczepności tam, gdzie inni nawet nie próbują. Taktyka skutkowała, a inni zaczynali nawet kopiować tor jazdy Holendra, pewnie poinformowani przez swoich inżynierów wyścigowych.

Na przedzie już się wiele nie zmieniło i zwyciężył Hamilton przed Rosbergiem, który także w wyścigu miał swój „wielki moment”, pewnie przeleciał mu wtedy cały sezon przed oczami, ale udało się wyratować i pojechać dalej. Trzeci ukończył Max Verstappen, który dogonił czołówkę po picie zza pozycji punktowanych. Przez cały wyścig popisywał się jazdą na granicy przyczepności, z resztą także ratując się z potężnych tarapatów na prostej startowej. Dalej był zaliczający świetny wyścig Sergio Perez, a po nim Sebastan Vettel.

Tak więc to w Abu Dhabi zadecydują się losy mistrzostwa. Jak na razie Hamilton od kilku wyścigów robi co tylko może, a więc wygrywa wyścigi. Z kolei Rosberg robi co może, by minimalizować straty, czyli finiszuje drugi. Czy jedno lub drugie wystarczy by zdobyć tytuł mistrza świata? A może do głosu dojdą usterki techniczne? Oby nie, ale należy pamiętać, że choćby Hamilton jeździ już na mocno zużytych podzespołach.

Tymczasem na Interlagos mieliśmy pokaz czegoś, na co kierowcy F1 już od jakiegoś czasu zwracają uwagę. Nowe opony deszczowe są raczej regresem, a nie postępem, a potężna podatność na aquaplaning jest tego dowodem. Takich problemów nie widzieliśmy w F1 od lat. Bolidy traciły przyczepność w sposób zupełnie nieprzewidywalny, nie dając szansy na kontrę, czy wyratowanie się. Ostatni taki pokaz (braku) przyczepności miał miejsce w słynnym GP Niemiec na Nurburgringu lata temu. Z drugiej strony, nowe opony nie przeszkadzały bolidom Red Bulla. Mówię o bolidach, bo choć kierowcy, szczególnie Verstappen, dali piękny pokaz swoich umiejętności, to nie można zapomnieć, że w tym szaleństwie na torze, mieli także oparcie w swoim sprzęcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *