Małe kroki

Na swoim miejscu!

Sporo osób dziwi się, że tak rzadko piszę cokolwiek o Robercie Kubicy. Przecież to nasz najlepszy kierowca, bohater, talent klasy światowej i co tylko. Zgadzam się w pełni. Naprawdę! Z resztą możecie to wyczytać z wpisów jemu właśnie poświęconych. Jednak Robert jest człowiekiem bardzo konkretnym, który nie rzuca słów na wiatr, mówi głównie o rzeczach pewnych, a przy tym chroni swoją prywatność oraz nie ujawnia planów, dopóki sam nie stwierdzi, że jest to konieczne, a nie jedynie mile widziane przez ciekawską opinię publiczną. Za ten profesjonalizm bardzo go szanuję i dlatego też sam nie zamierzam tworzyć domysłów niczym z portalu plotkarskiego. W miniony weekend mogliśmy podziwiać za to już bardzo konkretną jazdę wyścigową Roberta, a i on sam ujawnił nieco na temat swojej przyszłości. Czas najwyższy zatem wspomnieć o naszym rodzynku.

W sobotę i niedzielę 24-25.09 Kubica wystartował gościnnie w Renault Sport Trophy na klasycznym torze Spa-Francorchamps. Serial to sześć rund na torach takich jak Imola, Estoril, Paul Ricard, czy wspominane Spa. Każda runda składa się z wyścigu wytrzymałościowego, trwającego 70 minut oraz wyścigu sprinterskiego, trwającego 25 minut. Zespoły wystawiają samochód z dwoma kierowcami – po jednym z kategorii PRO (profesjonalistów) i AM (amatorów). W system klasyfikacji kierowców nie będziemy wnikać, niemniej w wyścigu długodystansowym auto muszą prowadzić obaj, czyli następuje zmiana w wyznaczonym oknie czasowym. W wyścigu sprinterskim jeden kierowca prowadzi auto od startu do mety, tyle, że jest jeden wyścig dla kierowców kategorii PRO i oddzielny dla tych z AM.

Samo auto, czyli Renault Sport R.S. 01 jest dość ciekawe, choć z francuską marką wiele wspólnego nie ma, prawdę mówiąc Panowie głównie nadzorowali cały projekt. Za podwozie odpowiada Dallara, od lat współpracująca z Renault przy seriach monotypowych tej firmy – podobnie postąpiono z projektem Formuły Renault 3.5. Co ciekawe, podwozie zbudowano wedle standardów klasy prototypów LMP1 z 2014 roku. Silnik natomiast to jednostka znana z Nissana GT-R o mocy 550 koni. Całość waży nieco ponad 1100 kilogramów, co czyni pojazd „całkiem” żwawym i osiągami plasuje go gdzieś pomiędzy GT3 a DTM. Warto zaznaczyć jednak, że gotowa jest już modyfikacja, czyli de facto pakiet ograniczeń, dostosowujący konstrukcję do regulaminów GT3, więc może zacząć się szerzej pojawiać także w wyścigach tej klasy.

Robert mówił, że Eau Rogue wciąż daje dreszcze.

Wracając do Roberta, pojawił się on na zaproszenie marki Renault podczas rundy na belgijskim torze. Startował w zespole Duqueine Engineering u boku gentleman drivera Christophera Hamona. Robert startował jako kierowca PRO oczywiście. Przed startem odbył nawet testy by zapoznać się z samochodem, ale wszelkich nadmiernych optymistów studził przypominając, że będzie jechał w stawce ścigającej się tym autem od dawna, w dodatku jego zespół także należy do świeżynek i raczej walczy z ustawieniami auta, niż je kontroluje. Wszystko to z resztą wyszło podczas sobotnich i niedzielnych startów, kiedy to Robert niemal jak profesor tłumaczył „uczniakom” z zespołu, co powinno się zmieniać, a czego nie, co robić tak, a co inaczej.

Co do samej rywalizacji to nie można napisać by była niezwykle intensywna i porywająca. Wyrównane osiągi aut, długi tor i nie za wielka stawka na starcie sprzyjały raczej albo jeździe gęsiego, albo rozjechaniu się uczestników po torze. Po objęciu kółka (startował Hamon, w dodatku szczęśliwie uniknął poważnego wypadku, który miał miejsce tuż za jego plecami) Robert jechał solidnym tempem równym lub ciut słabszym od czołówki i na pozycji tuż za podium. Po całkiem długo trwających męczarniach udało mu się wyprzedzić jednego z rywali, natomiast wypadki i kary po nich wśród reszty stawki spowodowały, że ostatecznie załoga Kubicy finiszowała na trzeciej lokacie. Robert był nawet zadowolony i mówił, że miło stanąć znów na podium, choć łatwo się domyślić, że dla kierowcy tej klasy podium w pucharze markowym raczej nie jest spełnieniem marzeń. Narzekał też swoim zwyczajem, z resztą jak przez cały weekend, na niestabilność auta podczas hamowania, której, mimo starań zespołu od pierwszych treningów, nie udało się wyeliminować. Ot, pewnie kwestia obeznania z konstrukcją.

Zgaduję, że raczej uczy, niż słucha.

Niedzielny wyścig sprinterski zdecydowanie już nie należał do napakowanych akcją. Robert startował z trzeciej lokaty, jednak niedługo po starcie dał się wyprzedzić, znanemu m.in. z Europejskiej Serii Le Mans, czy z serialu Blancpain, Estończykowi Kevinowi Korjusowi. Nic się w klasyfikacji czołówki już do końca nie zmieniło i choć było widać, że Kubica szuka tempa i ma szybsze okrążenia, to nie udało się wskoczyć znów na podium i przekroczył metę jako czwarty. Jak się potem okazało, zespół czekała kolejna lekcja od Roberta, który tłumaczył im, że nie można wstawiać nowiutkich, nieruszonych tarcz hamulcowych tuż przed wyścigiem, bo nie będą z początku działać stabilnie i powtarzalnie. Z resztą było to wszystko widać w jeździe Kubicy, który hamował w różnych dziwnych miejscach zakrętów, tam gdzie nikt inny nawet o hamowaniu nie myślał. Niemniej Robert weekend zaliczył do bardzo udanych, śmiejąc się, że w jego jeździe nie było tyle „rdzy” ile się spodziewał. To chyba jest najważniejsze.

Oczywiście, jak zwykle, start Roberta wywołał falę ekhem… niezwykle profesjonalnych komentarzy, mówiących albo o tym, że teraz to już moment i będzie w F1, albo że się skończył, bo już nie wygrywa nawet z tak słabymi kierowcami. Otóż do F1 wciąż mu bardzo daleko, jeśli w ogóle kiedykolwiek powrót będzie możliwy, tak samo daleko mu do kończenia się. Robert może być geniuszem, a nie cudotwórcą. Nie ustawi sam samochodu, ani nie doda mu siłą woli koni mechanicznych, aby mieć równe szanse z zawodnikami i zespołami będącymi wyjadaczami w danej kategorii. Jego wyniki należy więc uznać za bardziej niż zadowalające szczególnie, że czasu na zapoznanie nie miał zbyt wiele.

Ponad 6 lat temu, również stał na tym podium.

Tyle o przeszłości, teraz przyszłość. Robert od początku wspominał, że to jak będzie się czuł na torze w wyścigach, które mogliśmy oglądać, da mu wskazówki do tego czy, gdzie i jak powinien kierować swoją przyszłością. Czuł się, jak sam mówił, całkiem dobrze, a na jego twarzy znów pojawił się uśmiech. W pierwszym większym wywiadzie po rywalizacji wspomniał o swoich planach. Na 90% za rok pojawi się w jakimś serialu wyścigowym – jak sam stwierdził. Zapytany o rajdy mówił, że chętnie by startował także tam, ale zarządzanie własnym zespołem pochłania tyle czasu, że zapomina się o tym, po co człowiek przyjechał na rajd. Trzeba tu zaznaczyć, że Robert robił wszystko, włącznie z zamawianiem części zamiennych. Także warunki jakie miał, nie pozwalały mu na konkurencję z zespołami fabrycznymi.

Bawiąc się w zgadywanie, którego nie lubię, 10% szans to zapewne możliwość uzyskania fotela w fabrycznym zespole WRC. Pozostałe 90% to miejsce w jakiejś długodystansowej serii wyścigowej, a minimum w większym serialu GT. Kubica nawet wspomina o tym, że ostatnio śledzi wyścigi długodystansowe i zaczęły go interesować, choć nigdy nie przypuszczał, że to się stanie. Mówił też, że sama rywalizacja wydaje się bardziej zacięta niż we współczesnej F1. Formule 1, za którą wciąż tęskni, ale nie uważa za udane obecnych regulaminów ze sztucznymi wyprzedzaniami z użyciem DRS i koniecznością oszczędzania paliwa oraz opon, choć ma nadzieję, że przyszły sezon to zmieni.

Gdzie dalej?

Myślę, że o powrocie Roberta do jednomiejscowych bolidów możemy na razie zapomnieć. Ograniczenia ruchu jego ramienia nie pozwalają fizycznie na zmieszczenie się w bolidzie podczas skręcania, a na pewno nikt w F1 nie zrobi wyjątku w regulaminach bezpieczeństwa dla Polaka. Gdzie się pojawi? Można tylko zgadywać, ale jest ograniczona ilość serii wyścigowych, które przyciągają całkiem sporo byłych kierowców królowej motorsportów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *