WEC: Spa wgniotło w fotel!

Kolejne niespodziewane zwycięstwo dla Audi

Wyniki i przebieg pierwszej rundy tegorocznego sezonu Długodystansowych Mistrzostw Świata, był mocno zaskakujące, a wyścig obfitujący w zwroty akcji, więc już przed startem drugiej rundy na belgijskim torze Spa-Francorchamps, spodziewano się nie mniejszych emocji, jako że sam tor już je zwykle gwarantuje. Jednak to co przyniosła rywalizacja przerosło chyba wszelkie oczekiwania. Sześciogodzinny wyścig, w którym prowadził każdy z wielkiej trójki producentów Toyota, Porsche i Audi, każdy z nich miał także realne szanse na zwycięstwo, każdy z nich miał również swoje dramaty. Jakby tego było mało w niższych klasach rywalizacja także była ponadprzeciętnie intensywna i zacięta, a ilość widowiskowych manewrów obdzieliłaby cały sezon wyścigowy niejednej innej serii.

Przed startem faworytem było Porsche, które wygrało kwalifikacje z niemal dwoma sekundami przewagi (!!!). Tymczasem dobrze zaczęła się spisywać także Toyota, która dysponowała konkurencyjnym tempem, a nawet uzyskała najlepsze czasy w jednym z treningów. Audi z kolei mierzyło się przed startem z całkiem sporą ilością usterek technicznych, przy tym próbując testować pakiet aerodynamiczny przygotowany na Le Mans. Warto wspomnieć, że Toyota nie pojawiła się z pakietem przygotowanym pod dobowy klasyk, gdyż zespół twierdzi, że będzie on zdawać egzamin tylko w tym jednym wyścigu.

 Wyścig praktycznie od samego początku naszpikowany był emocjonującymi wydarzeniami. Świetna walka Audi z Toyotą (wyprzedzanie na Eau Rogue!), niedługo po starcie system ERS straciło z kolei Porsche #2, co wydawało się przy tak zaciętej walce wykluczać je z walki choćby o podium, Audi #7 jechało z uszkodzoną podłogą, a Porsche #1 po DWÓCH kapciach i awarii przedniej półosi stało w garażu i wydawało się, że nawet nie zostanie sklasyfikowane w wyścigu. Jakby tego było Nicki Thiim w Astonie #95 zaliczył kontakt z prototypem LMP2, który mógł się skończyć jedynie na wgnieceniu karoserii, ewentualnie pogięciu zawieszenia, ale przez bardzo niefortunny kontakt z bandą auto wywinęło kozła i nie można było kontynuować jazdy, a na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Start nie zwiastował dramatów, które miały się rozegrać.

Przez cały ten czas akcja była “podlewana” świetnymi walkami Porsche, Toyoty, Audi, aut GT i mniejszych prototypów i kiedy wydawało się, że po pełnych emocji półtorej godziny, zostanie już tylko czyste ściganie, dramaty dopiero się rozpoczęły. Toyota #2 odpadła z rywalizacji po problemach z silnikiem. Potem przyszedł czas na prowadzącą Toyotę #5, która także musiała nagle zjechać do boksu po problemach z jednostką, co zwiastował z resztą biały dym wydobywający się z pojazdu na torze. Na problemach rywali korzystało Audi #8, które objęło prowadzenie, tymczasem za nim znajdowało się Porsche #2, jadące przez większość wyścigu bez systemu ERS, a za tymi dwoma bolidami jechały oba prywatne Rebelliony!

Emocji nie zabrakło do samego końca. Najpierw przez przepotężny wypadek Forda GT na Eau Rogue. Na szczęście nic nie stało się Stefanowi Mucke, który nie opanował swojego auta, po tym jak w połowie zakrętu odpadła od niego część dyfuzora, co pewnie zaowocowało stratą docisku. Choć wydawało się, że w LMP1 karty są już rozdane z prowadzącym Audi #8 i spokojnie podążającym za nim Porsche #2 (tak, tym na samym silniku spalinowym) to Audi #7 ile sił goniło Rebelliony, co zaowocowało kolejnym, jednym z wielu w tym wyścig, kontaktem uszkodzeniem auta i stratą czasową. W LMP2 tymczasem pod koniec spora liczba czołowych pojazdów jechała w odstępie raptem kilku sekund i każdy z nich miał nawet szansę na zwycięstwo. Panowie walczyli bezpardonowo, co również zaowocowało popisowymi manewrami i świetnym, choć ryzykownym i na limicie, wyprzedzaniem z wykorzystaniem auta GT, dającym ostateczne zwycięstwo Alpine #36. W GT Pro także nie brakowało dramatów pod koniec. Prowadząca od dłuższego czasu załoga AF Corse w Ferrari 488 #51, na kilkadziesiąt minut przed końcem musiała zjechać do boksu i wycofać się z wyścigu o usterce silnika, a zwycięstwo przypadło także Ferrari AF Corse, ale z numerem 71. W GT Am nieco pewniej wygrał Aston Martin #98. Jakby tego było mało do ostatnich chwil z czasem wałczyło Porsche #1, które powróciło na tor po wymianie półosi i musiało przejechać dostateczną ilość okrążeń by było uwzględnione w wynikach, wcale nie słabiej kombinowała Toyota, która wypuściła pod koniec wyścigu #5, by przejechał całe okrążenie jedynie na energii elektrycznej i tym samym został także uwzględniony w wynikach, jako auto, które przecięło linię mety.

Ufff… naprawdę nie sposób opisać ile działo się w tym wyścigu. Wszystkim, którzy mają możliwość, polecam jego obejrzenie. Tak napakowanej akcją rywalizacji, nie dość że długodystansowej, to jeszcze przy idealnych słonecznych warunkach, dawno nie mieliśmy okazji śledzić.

Kolejny przystanek to, jak głosi slogan, magiczne, mityczne, unikalne Le Mans. Sądząc po tym co sezon na przyniósł w dwóch pierwszych wyścigach, możemy spodziewać się niesamowicie emocjonującego wyścigu. Jeśli natomiast nowe auta LMP1 nie zaczną odznaczać się niezawodnością, to możemy być również świadkami sensacji na miarę prywatnego Rebelliona na czołowych pozycjach. Jest na co czekać!

Wszystkie użyte zdjęcia i filmy pochodzą ze strony www.fiawec.com 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *