Nieoczekiwana zmiana miejsc

Wyścig na pewno można zaliczyć do efektownych.

Chyba dla wszystkich śledzących obecny sezon Formuły 1 to, że Ferrari goni Mercedesa, było równie oczywiste jak to, że ma nikłe szanse w końcu go złapać. Jeszcze bardziej nieprawdopodobne wydawało się, by Czerwoni mogli w tym roku uzyskać taką przewagę nad resztą stawki, jaką do tej pory dysponował Merc. Pod tym względem weekend w Singapurze można zaliczyć do sporych zaskoczeń tego sezonu, ale trzeba mocno się zastanowić, ile w tym zasługi tempa Ferrari, a ile słabych czasów Mistrzów Świata.

Już od treningów coś było nie tak, ale wszyscy w wynikach tych przejazdów widzieli zasłonę dymną Mercedesa, oszczędzanie sprzętu, szczególnie silników, których najnowszej wersji Niemcy nie są w 100% pewni, czy po prostu realizowanie swojego własnego, spokojnego programu.

Pierwszy trening miał bardzo standardowy przebieg i zakończył się najlepszymi czasami Mercedesów, które tym razem nie zdystansowały reszty stawki, jak zwykły to robić. To co wydarzyło się później zadziwiło nawet obserwatorów w samym padoku. Drugi sesja padła łupem Kwiata z RBR, przed Raikkonenem i Ricciardo. Dopiero czwartym czasem popisał się Hamilton. Trzeci trening przyniósł już zdecydowany podział w czołówce, kiedy to dwa pierwsze miejsca zajęły Ferrari, przed dwoma Red Bullami i dwoma Mercedesami. Był to wyraźny sygnał, że odstępy między kierowcami w czołówce wynikają wprost z formy sprzętu, a nie samych zawodników. Nawet Lewis Hamilton nie był w stanie błysnąć świetnym czasem, w zamian prezentując tempo podobne do Rosberga.

Kwalifikacje przyniosły prawdziwą porażkę Srebrnych Strzał, spotęgowaną przewagą Vettela nad resztą stawki. Przewagą, która do tej pory była charakterystyczna dla Mercedesa, którego kierowcy zdobyli miejsca dopiero w trzecim rzędzie za Ferrari i Red Bullem.

Forma McLarena niestety wciąż jest “pomijalna”.

Wyścig był dość przewidywalny, jeśli weźmiemy pod uwagę wyniki kwalifikacji. Od pierwszego zakrętu Ferrari Vettela oddalało się od reszty stawki w tempie, które znów przynosiło na myśl występy Mercedesa z poprzednich wyścigów. Tym razem jednak za czerwonym bolidem podążał Ricciardo, z Raikkonenem na plecach. Do pierwszej serii pitstopów działo się niewiele, a każdy jechał swoje. Zjazdy przyniosły neutralizację po zaskakująco nieudolnym i ryzykownym manewrze Nico Hulkenberga, który chciał na siłę zamknąć wyjeżdżającego z boksu Massę przy wewnętrznej stronie toru. Zakończyło się kraksą, która wyeliminowała obu zawodników z rywalizacji, a dla Nico poskutkowała karą przesunięcia na starcie do kolejnego wyścigu.

Pierwsze zjazdy zaprocentowały na korzyść Mercedesa, którego kierowcy przeskoczyli Kwiata. Samochód bezpieczeństwa, po wypadku Hulkenberga i Massy, oznaczał szansę zbliżenia się Srebnrych Strzał do konkurentów. Ci jednak byli zbyt mocni w każdym momencie wyścigu, a ich forma nie była przypadkiem, więc po restarcie od razu odjechali reszcie. Safety Car był natomiast oczkiem w głowie Daniela Ricciardo, którego bolid najwyraźniej lepiej niż Ferrari Vettela radził sobie ze zużyciem opon i po kilku okrążeniach od startu, a potem pitstopu, Australijczyk zaczynał dysponować tempem lepszym od Sebastiana. Ten z kolei, prawdopodobnie w porozumieniu z zespołem, bawił się w zwalnianie Daniela, by Kimi Raikkonen miał możliwość jego zaatakowania. Fin, co sam przyznał po wyścigu, był jednak w ten weekend za wolny by móc walczyć o wyższą lokatę. Prawdę mówiąc myślę, że wielu osobom było go nawet szkoda, gdyż mina Kimiego po wyścigu zdawała się mówić “zrobiłem wszystko co potrafiłem, a i tak byłem zbyt słaby”.

Po raz pierwszy Mercedes był za słaby na rywali.

Kiedy Ricciardo już był całkiem blisko Vettela, nagle nad torem zawisły żółte flagi, a my byliśmy świadkami bodaj najbardziej irracjonalnego zdarzenia podczas GP F1 od lat. Oto na tor wyszedł sobie kibic i szedł nitką asfaltu filmując telefonem przejeżdżające bolidy i ich zdumionych kierowców. Przeszedł sobie w ten sposób dobrych kilkadziesiąt metrów, nim stwierdził, że zakończy ten niezakłócony przez służby porządkowe spacer i zszedł z toru. Pragnę przypomnieć, że mówimy o torze ulicznym, otoczonym zewsząd siatkami i betonowymi barierami. Nie jest tu tak prosto wybiec nagle z lasu i wskoczyć na tor, raczej trzeba się przedzierać przez 2-3 rzędy barier, siatek, niemal zasieków. Tymczasem ów kibic bezproblemowo sobie na tor wszedł i równie bezproblemowo zszedł. Sam. Podczas całej akcji nie było widać żadnej reakcji obsługi toru. Mało tego, nie było w ogóle widać nikogo z obsługi toru, a to co miało miejsce było pokazem totalnej ignorancji, niekompetencji i żenującego poziomu służb zajmujących się obiektem.

Ricciardo pojechał świetny wyścig i miał szansę na wygraną.

Całe zdarzenie pokrzyżowało plany Ricciardo, który już siedział na ogonie Vettela. Tymczasem neutralizacja pozwoliła całej stawce na zmianę opon bez ryzyka straty pozycji na torze. To pozwoliło Vettelowi na wykorzystanie świeżych opon i wyrobienie bezpiecznej przewagi nad Ricciardo, zbliżającym się wraz ze zużywaniem się opon.

Na mecie zameldował się więc Vettel przed Ricciardo i tylko/aż trzecim Raikkonenem. Po raz pierwszy w sezonie zabrakło na podium kierowcy Mercedesa, którego zawodnicy byli najnormalniej w świecie bezsilni w walce o podium i gdyby nie wyjazdy samochodu bezpieczeństwa, przewaga rywali byłaby miażdżąca, pomijając już nawet usterkę nowej jednostki Hamiltona, której zmiany poczynione przed Monzą najwyraźniej nie posłużyły.

Seb w tym wyścigu był czynnikiem, który dał zwycięstwo Ferrari.

Lewis stwierdził, że wbrew pozorom mógł walczyć z rywalami jadącymi przed nim, jakoś jednak tego nie widzę. Co więcej, uważam że oczywiście forma Ferrari pikuje w górę, a wynik kwalifikacji tylko to potwierdził, ale piłka jest w tej chwili bardziej po stronie Mercedesa. Niemożliwe jest by cała stawka w ciągu dwóch tygodni odrobiła 1,5 sekundy straty, stąd wniosek, że to Srebrne Strzały zgubiły tempo. Pytanie brzmi, czy winny był tor (w co wątpię bo nawet Williams dawał sobie radę, mimo bolidu nieprzystosowanego do tras ulicznych), nowe jednostki, ciśnienia opon zarekomendowane przez Pirelli, a może coś głębiej w samym zespole? O kwestii opon wspominali sami zawodnicy. Nikt już przecież nie pamięta o bezczelnym złamaniu regulaminu przez Merca i testowaniu nowych opon na bieżących bolidach, co przyczyniło się do wyeliminowania błędów i zdystansowania stawki. Bolączki współpracy z ogumieniem mogły powrócić, jeśli pojazdy Mercedesa naprawdę są tak mało tolerancyjne jeśli chodzi o warunki współpracy z gumą.

Przed nami wyścig o zupełnie innej charakterystyce – Suzuka. Poza możliwością przekonania się, czy wynik Srebrnych Strzał był jednorazową wpadką, czy może Ferrari znalazło na nich sposób, będzie to też wspomnienie Julesa Bianchiego i przypomnienie problemów z bezpieczeństwem, z którymi wciąż mierzyć się musi współczesna F1.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *