Flat out

Latający Kubica na Rajdzie Polski.

Robertowi Kubicy z pewnością nie można zarzucić jednego – że jest o nim cicho w przestrzeni publicznej. Jakoś za każdym razem występy naszego rodaka wzbudzają zainteresowanie nie tylko w kraju, ale i na całym świecie. Tu już oczywiście pojawia się pierwszy problem, czyli skrajność opinii prezentowanych w ogólnodostępnych wypowiedziach populacji świata. Szczególnie od czasu, kiedy Robert zagościł w rajdach ilość ekspertów od sportów motorowych wśród Polaków zdecydowanie się zwielokrotniła. Pozwolicie więc, że wyrażę swoją opinię o wyczynach Roberta i o… tamtych opiniach.

Naprawdę rzadko poruszam tutaj temat Kubicy bo i rzadko poruszam tematy, o których sam mogę dostatecznie dużo podyskutować, choćby w sieci, by zaspokoić moją wewnętrzną potrzebę wypowiadania się. Temat Roberta, jak już wspomniałem, jest natomiast dość powszechny co z jednej strony pozwala mi zaspokoić ww. zapędy, z drugiej natomiast przyciąga masę ludzi już chcących się wypowiadać i wydawać opinie, choć tak naprawdę nie wiedzą jeszcze o czym. W dodatku nasz naród ma niebywałe skłonności do gnębienia swoich rodaków. Wszystko co powyżej tyczy się praktycznie każdej dyscypliny sportowej. Od tenisa przez Radwańską i spółkę raz chwaloną raz równaną z ziemią, przez Małysza, który po jednym zepsutym skoku „już się kończył”, a na Kubicy właśnie kończąc.

Tu jednak powstaje pierwszy poważny problem odróżniający sporty motorowe od innych. Są one w większości sportami technicznymi, tzn. dużą rolę odgrywa sprzęt. Zgadza się ten aspekt występuje w skokach narciarskich, tenisie itp., lecz nigdzie nie jest tak istotny, czy skomplikowany jak w dziedzinie, którą tak się pasjonujemy. Nigdzie indziej sprzęt nie ma takiego wpływu na przebieg rywalizacji. Dlatego też w takiej F1 bolidy są gwiazdami niemal na równi z kierowcami. Jedyną ich wadą jest to, że nie udzielają wywiadów 😉 . Wszystko to z kolei pociąga za sobą inne konsekwencje, jak chociażby ogromne koszty, w porównaniu do innych rodzajów sportów, jaki pociąga za sobą udział w wyścigach lub rajdach.

Kubica w WRC2

Zmierzając powolutku do pointy. Przyznam bez bicia, że jestem ogromnym fanem Roberta Kubicy. Wciąż wspominam też jego nieodżałowaną karierę w F1 i uważam, że powinien był zapisać się w historii tego sportu złotymi zgłoskami, mając do tego wszelkie predyspozycje. Obiektywizm nie istnieje, także z mojej strony, ale jako umysł techniczny lubię opierać się na faktach. Fakt jest taki, że Kubica po pierwszym pełnym sezonie w rajdach, gdzie startował od razu na drugim z najwyższych rozgrywanych poziomów tej dyscypliny, wywalczył tytuł mistrzowski. Fakt jest taki, co mu często zarzucano, że często jechał w systemie zero-jedynkowym, czyli wygrał lub odpadł. Innymi słowy albo wszystko poszło po jego myśli, albo miał wypadek. Tu do głosu dochodziły już kolejne grupy „wszystkowiedzących krytyków” wyśmiewające, że co to za mistrz, skoro w F1 tak pięknie jeździł, a tu się rozwala, a podobno samochód prowadzić potrafi. Cóż, jeśli ktoś nie wie, że różnica w prowadzeniu bolidu wyścigowego i pojazdu rajdowego jest jak między pilotowaniem samolotu i helikoptera (w końcu jedno i drugie też lata) to znaczy, że jest ostatnią osobą, która powinna się wypowiadać w temacie. Poza tym naprawdę nie rozumiem. W obliczu tego, że facet w DEBIUTANCKIM sezonie zdobył tytuł mistrza świata, dalej się go non stop krytykowało za jazdę? To co on musi zrobić? Czemu tak lubimy krytykować – nie wiem. Jakoś po tym jak Kimi Raikkonen przeniósł się na chwilę z F1 do rajdów nie było ogólnych lamentów, jaki to on jest żałosny, a szło mu (delikatnie mówiąc) dość słabo.

Teraz mamy Roberta drugi sezon w WRC. W pierwszym (O ZGROZO!) nie zdobył mistrzostwa, więc lamentów było jeszcze więcej. Mało tego, także miał sporo problemów, parę razy się rozbił, a dodatkowy wpływ na jego wyniki miała współpraca z M-Sportem, z której Kubica nie był do końca zadowolony. Co więc zrobił taki szalony maniak i perfekcjonista jak on? Odważył się na założenie własnego zespołu, którym zamierza konkurować z ogromnymi potentatami na światowym rynku motoryzacji. Znalazł ludzi, którzy wierzą w jego talent i wyłożą na taką zabawę pieniądze, kupił kilkuletnie auto, które nawet jako nowe nie było równym rywalem dla potęgi VW, czy Citroena, dogadał się z innym dostawcą opon, sporo ryzykując, gdyż jest to nad wyraz kluczowy element w rajdach, a potem wsiadł do tego pojazdu i zaczął wyczyniać to…

Mi szczęka opada. Serio. Oglądając przejazdy Roberta z rajdów tego sezonu nieustannie twierdzę, że to albo geniusz, albo kompletny szaleniec. Najpewniej obie odpowiedzi są poprawne, a granica między przeciwnymi biegunami jest bardzo cienka. Tak jeździ gość w swoim trzecim pełnym sezonie w dyscyplinie, w dodatku prowadzi, jak się nieraz śmieję, z użyciem półtorej ręki, a do tego wciąż się uczy, podczas gdy reszta stawki jadąca po odcinkach zna już je w większości na pamięć. Jadąc konstrukcją dostającą od reszty już na etapie osiągów, w zespole skleconym na szybko, którym jeszcze częściowo musi zarządzać, wygrał w tym roku już kilka OSów, dokopał kilkukrotnym mistrzom świata i to w wymiarze niespotykanym w rajdach, ale u nas dalej kręci się nosami, choć za granicą ludziom szczęka opada.

Bo nie wygrał, bo miał wypadek (awaria SPRZĘTU, tak poza tym), bo po co tak szybko, bo ja bym umiał lepiej, bo jest głupi i w ogóle, bo ja na komputerze w grze mam lepszy czas niż on, więc niech nie będzie śmieszny.
Mamy talent na skalę światową. Nie popadajmy w histerię ubóstwiania bo i sam Robert tego nie chce, ale kurczę – bądźmy dumni. Facet do czego nie wsiądzie niszczy system, nie mając przy tym kompleksów, a do tego okazuje się też świetnym człowiekiem, organizatorem i kim jeszcze tylko, poza trasą.

Pierwsza wygrana nie na asfalcie – zaliczona!

Czego chcieć więcej? Chyba tylko podobnego talentu dla siebie, a wyrozumiałości i dystansu dla innych. Co to za śmieszny świat, że jeden człowiek potrafi drugiego nienawidzić za coś, co tamten wypracował sobie poświęcając całe życie pasji. Dlatego właśnie na świecie wielu nadało mu już przydomek Robert „Flat Out” Kubica. Tak po prostu jeździ. Najszybciej jak to możliwe albo w ogóle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *