Le Mans 24h 2014

Audi zwycięskie po raz kolejny.

Myślałem dłuższy czas jak zacząć wpis z relacją z tegorocznej edycji dobowego klasyka. Jakby tu się odwołać do historii, jak powiedzieć o przyszłości, jak zachęcić do przeczytania opisu tego, co działo się przez dobę na Circuit de la Sarthe. Jak powiedzieć, że nie można było się nudzić ani przez chwilę, bez względu na to komu i w jakiej klasie się kibicowało. W końcu chyba jednak czas uznać, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Tak więc zapraszam do przeczytania opisu, po prostu najciekawszej od lat, edycji tego dwudziestoczterogodzinnego wyścigu nad wyścigi.

Na początek niezorientowanych w tym, jak wyglądała sytuacja przed tegorocznym wyścigiem, odeślę to zapowiedzi, którą napisałem ponad tydzień temu. Z niej jasno wynikało, że…. nic nie jest jasne. Najmniejsze szanse na ogólny triumf dawano Porsche, natomiast mocno liczono na dalszy ciąg dominacji Toyoty lub też na to, że Audi dokona cudu i we Francji nagle odnajdzie tempo. To co działo się na samym wyścigu, to już jednak zupełnie inna historia, której przewidzieć po prostu się nie dało.

ZEOD RC niestety krótko cieszył nasze oczy.

Jak przystało na porządny thriller zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem było już tylko gorzej. Toyota, zgodnie z przewidywaniami, ruszyła bardzo szybko i dwa pojazdy tej marki oddalały się od reszty stawki. Dla odmiany Porsche zaczęło nieco tracić, tymczasem trzy Audi, niemal znikąd, nagle znalazły bardziej solidne tempo, wyprzedziły oba Porsche i ruszyły w pogoń za Toyotami. Ten względny spokój nie trwał jednak długo. Pierwszym niemiłym zaskoczeniem była awaria Nissana ZEOD RC już na piątym okrążeniu wyścigu. Awaria na tyle poważna, że zespół zmuszony był wycofać pojazd. Straszna szkoda, gdyż miło byłoby oglądać tak innowacyjną konstrukcję w stawce. O ile jednak wyścig dla ZEODa okazał się kompletną klapą, to zespół podczas treningów i kwalifikacji spełnił swoje dwa pozostałe cele. Mianowicie udało się pojechać prostą Mulsanne wyłącznie na silniku elektrycznym i przekroczyć przy tym prędkość 300 km/h. Drugim celem, który udało się osiągnąć, było przejechanie w tempie wyścigowym pełnego okrążenia toru na samej energii elektrycznej
ZEOD nie był jednak jedynym pechowcem samego początku wyścigu. Bardzo szybko dołączyło do niego Porsche 919 #14, które uległo awarii i zjechało do pitstopu na naprawy. Zajęły one około 20 minut, tak więc już na samym początku załoga ta miała stratę około pięciu okrążeń do czołówki. To był jednak dopiero początek dramatów.

Skutki wypadku Audi #3 i Toyoty #8 podczas ulewy.

Niedługo potem, bo już w  połowie drugiej godziny wyścigu, spadł deszcz. Wbrew wszelkim prognozom, które twierdziły, że przez dobę ścigania nad torem nie pojawi się nawet jeden obłoczek, nagle mieliśmy prawdziwe oberwanie chmury. Do tego stopnia, że stawka ledwo toczyła się po torze. Nie wszyscy jednak chcieli jechać tak wolno i nie wszyscy radzili sobie z opanowaniem samochodu. Kierowcy relacjonujący tamte wydarzenia mówili, że problemem była nawet bezpieczna jazda za samochodem bezpieczeństwa, jako że wielu z nich pozostało na slickach. Wszystko to doprowadziło do dramatu, kiedy to na Mulsanne doszło do karambolu, którego winnych do tej pory nie udało się ustalić, gdyż widoczność nie pozwalała nawet stwierdzić kto na kogo wpadł. Wiadomo jednak, że w zdarzeniu ucierpiało, jadące na trzecim miejscu w GT Am, Ferrari 458 #71 i niestety na tym zakończyło jazdę w tegorocznej edycji. To jednak nie koniec, gdyż poważnie uszkodzony przód miała także Toyota #8, jednak udało się nią ruszyć i toczyć do boksu na naprawy. Kompletnie skasowany tył miało za to Audi #3, które mimo usilnych prób kierowcy nie miało już prawa się ruszyć. Tak więc już w drugiej godzinie rywalizacji odpadł jeden z głównych pretendentów do zwycięstwa.

Pogoda nie dawała za wygraną i zanim się uspokoiła, jeszcze przynajmniej raz spowodowała na torze małą powódź i wyjazd Safety Cara. W wyniku tych wszystkich zawirowań mieliśmy na torze ciekawą sytuację. Otóż we wszystkich klasach w których startuje, czyli poza LMP2, na Circuit de la Sarthe prowadziło Porsche. W LMP1 dzięki rzadszym pitstopom na prowadzenie wyszło 919 #20. W GT Pro, pomimo słabego startu, sprytnie wykorzystano warunki na torze na swoją korzyść, skutkiem czego stawkę prowadziły dwa Porsche 911 zespołu fabrycznego. W GT Am dla odmiany prowadziła 911stka Patricka Dempseya.  Taka sytuacja nie utrzymała się jednak długo, gdyż w GT Pro mocne tempo narzuciły Corvetty C7R, które w czwartej godzinie wyprzedziły oba Porsche. To nie pozwalało myśleć o żadnych rozstrzygnięciach, gdyż w GT Pro wciąż mieliśmy sześć samochodów czołówki na tym samym okrążeniu. W LMP2 bój koło w koło o prowadzenie toczył się między nowym Ligierem załogi Nissana skompletowanej z GT Academy, a Orecą 03R zespołu Race Performance. Stabilizacja pogody, po dramatycznym początku, pozwoliła na uspokojenie jazdy zawodników, nic jednak nie zapowiadało, że przed nami jeszcze tyle dramatów.

Porsche często po prostu brakowało tempa.

Wraz z nadejściem zmierzchu Aston Martin przypomniał sobie w obu klasach GT, wyprowadzając swoje auta na czołowe pozycje i narzucając tempo, nie do przełknięcia dla rywali, w tym momencie wyścigu. Kiedy Słońce wędrowało w dół, swoją pierwszą zmianę zaliczał Mark Webber. Od początku jego jazda nie powalała, powiedziałbym, że wręcz zawodziła. Niestety do końca wyścigu nie mieliśmy ujrzeć żadnej poprawy jego tempa. Tymczasem dwóch innych byłych kierowców Formuły 1 brylowało na torze. Anthony Davidson w pechowej Toyocie #8 przebił się przez całą stawkę i dobił do prototypów LMP1, choć dalej miał do czołówki kilka okrążeń straty. Nie dawał jednak zapomnieć konkurencji o tempie jakim dysponowała Toyota. Pomagało mu w tym drugie auto marki, czyli #7, które pewnie prowadziło cały wyścig, systematycznie oddalając się od Audi i Porsche, które za nic nie mogły osiągnąć tempa Toyoty, także po zmierzchu. Kolejny kierowca z doświadczeniem w F1, czyli Giancarlo Fisichella świetnie jechał swoim Ferrari, wyprowadzając je na prowadzenie w GT Pro, po zażartej walce koło w koło z Corvettami i liderującym Astonem. Klasy GT nie pozwalały odetchnąć kierowcom, gdyż w obu mieliśmy co najmniej kilka samochodów czołówki wciąż jadących na tym samym okrążeniu, jeśli nie walczących koło w koło.

Półmetek wyścigu, czyli okolice 3:00 w nocy, przyniósł kolejne problemy dla samochodów topowej klasy LMP1. Rebellion R-One zgubił koło i stracił kilkanaście minut na powrót do mechaników i przegląd podwozia po tym zdarzeniu. Nie lepiej działo się w Audi, kiedy to Tom Kristensen w R18 #1 napotkał bliżej niesprecyzowane problemy z elektroniką. Powolne toczenie się do boksu i następujące po tym naprawy spowodowały stratę 3. miejsca na rzecz Porsche #20. W tym momencie wyścigu na podium mieliśmy bolidy wszystkich trzech fabryk, czyli Toyota przed Audi i Porsche. Nie mniej ciekawie było w LMP2, gdzie prowadzący Ligier walczył z Alpine #36, a okrążenie za nimi jechała kolejna goniąca para, czyli Ligier i Oreca. W GT Pro natomiast mieliśmy całe podium, czyli Ferrari, Astona i Corvettę, jadące w przedziale minuty i walczące chwilami niemal na pięści. Nieco spokojniej było w GT Am, gdzie prowadzący Aston #95 miał okrążenie przewagi nad drugim Ferrari. Na tym etapie wyścigu, wydawało się, że Porsche w GT Pro ma zbyt słabe tempo i jakikolwiek dobry wynik jest poza ich zasięgiem.

Rebellion walczył dzielnie, jednak nie miał szans z fabrykami.

Dramatom nie było jednak końca. Koło 4:00 nad ranem na torze stanęło Porsche 919 #14. Pojazd stracił zupełnie silnik spalinowy i tylko cud, czy też może zaplanowana taktyka, pozwoliły dotoczyć się bolidowi do boksu z użyciem jedynie napędu elektrycznego. Kilkanaście minut napraw oznaczało kolejną stratę. W tym samym czasie znów świetną zmianę, w Ferrari klasy GT Pro, zaliczał Fisichella. Wyprowadził pojazd AF Corse na prowadzenie i utrzymywał kilkusekundową przewagę nad drugim Astonem. Za chwilę jednak oczy widzów i komentatorów znów miały się skupić na wydarzeniach w kategorii LMP1.
Tam bowiem, w 16. godzinie wyścigu, miała miejsce prawdziwa katastrofa liderów. Prowadzona przez Nakajimę Toyota #7 stanęła na prostej Mulsanne i zaczęła się dymić, a potem palić. Zrozpaczony kierowca prosił przez radio zespół o rady, jak poradzić sobie z problemem i dotrzeć do boksów, jednak usterce nie udało się zaradzić. Spaliła się bowiem jedna z głównych wiązek elektrycznych, co skutecznie unieruchomiło samochód. Tak oto, jadący z pewną przewagą liderzy, nagle znaleźli się poza wyścigiem. Jakby tego było mało jadące za liderami Audi #2 ucierpiało z powodu awarii turbosprężarki i musiało zjechać na niemal 20 minut napraw. W tym momencie Porsche numer 20. zostało wyprzedzone przez Audi #1, które wyszło na prowadzenie. Pojazd, który został od nowa zbudowany dzień przed wyścigiem, a któremu nikt nie dawał szans, jechał na czele stawki!

W LMP2 dwie nowe konstrukcje Ligiera wydawały się dominować i dystansować resztę stawki tocząc zaciętą walkę koło w koło o pozycję lidera. Za nimi natomiast działy się nie mniej dantejskie sceny, niż w czołówce LMP1. Otóż o ile w GT Am dość pewnie prowadził Aston #95, to w GT Pro Aston #97, po dogonieniu Ferrari AF Corse i wyjściu na prowadzenie, zjechał do boksu z wyraźnie wydobywającym się spod maski dymem i jakimś wyciekiem płynu w okolicach lewego tylnego koła. Naprawy, choć jedynie kilkuminutowe, oznaczały stratę pozycji lidera na rzecz Ferrari, z którym Aston toczył walkę przez ładne kilka godzin wyścigu.

C7R radziły sobie świetnie i za rok mogą być prawdziwą potęgą.

Noc i świt zwykle są rozstrzygające dla walki na Le Mans, jednak tegoroczna edycja nie zamierzała poprzestać na tym i dać kierowcom, mechanikom i pojazdom nieco odpocząć. Ostatnie sześć godzin rywalizacji rozpoczęło się dramatem obu Ligierów prowadzących stawkę LMP2. W jednym uszkodzeniu uległo zawieszenie, w drugim problemem była pęknięta opona. W GT AM bezpiecznie prowadził Aston #95, natomiast w GT Pro Ferrari AF Corse wreszcie wypracowało sobie nieco przewagi nad resztą stawki, za nim jednak toczył się zażarty bój o drugą lokatę między Porsche #92 zespołu fabrycznego, które wreszcie odnalazło tempo, a Corvettą #73.
W ścisłej czołówce wcale nie było spokojniej. Audi #1 musiało zjechać na identyczną naprawę turbosprężarki, jak wcześniej #2. W skutek tego prowadzenie objęło Porsche #20, jednak jechało tempem, które dla Audi nie było problemem i #2 szybko odrabiał straty do liderów. Wtedy za kierownicą Porsche po raz kolejny usiadł Mark Webber i po raz kolejny pokazał, że może wymagania co do niego były zbyt wysokie. Ja, w każdym razie, byłem bardzo zawiedziony. Moje skromne obserwacje pozwoliły stwierdzić, że Webber był po prostu najwolniejszym z sześciu kierowców Porsche LMP1 w tym wyścigu. Nie tego się po nim spodziewałem.

Nowy Ligier pokazał się w wyścigu z bardzo dobrej strony.

Wszystko to jednak przestało być istotne, kiedy to na dwie godziny przed końcem wyścigu, rozpoczął się prawdziwy dramat Porsche. Najpierw toczyć po torze zaczęło się 919 #20, a chwilę potem #14. Liderzy zjechali do boksu z którego, jak się kilka minut później okazało, nie mieli już wyjechać. Podobnie było z drugim autem, które pojawiło się na torze jeszcze tylko na okrążenie kończące wyścig, aby załoga była sklasyfikowana. Na prowadzenie wyszły dwa Audi i podium uzupełniła Toyota #8, która po heroicznej pogoni i przejściach dostała upragnioną nagrodę.

Nic nie zmieniło się już do końca i tak w LMP1 podium wyglądało następująco:
1. #2 AUDI R18 E-TRON QUATTRO / AUDI SPORT TEAM JOEST
2. #1 AUDI R18 E-TRON QUATTRO / AUDI SPORT TEAM JOEST
3. #8 TOYOTA TS 040 – HYBRID / TOYOTA RACING

W klasie LMP2 na problemach Ligierów skorzystali rywale. Czołowa trójka wyglądała tak:
1. #38 ZYTEK Z11SN – NISSAN / JOTA SPORT
2. #46 LIGIER JS P2 – NISSAN / THIRIET BY TDS RACING
3. #36 ALPINE A450 – NISSAN / SIGNATECH ALPINE

W GT Pro bezpieczną wygraną obroniło AF Corse, Astonowi po problemach, nie udało się już znów dogonić podium:
1. #51 FERRARI 458 ITALIA / AF CORSE
2. #73 CHEVROLET CORVETTE C7 / CORVETTE RACING
3. #92 PORSCHE 911 RSR / PORSCHE TEAM MANTHEY

W GT Am najpewniejszą wygraną ze wszystkich klas dowiózł fabryczny Aston, za jego plecami natomiast walka o podium była już bardziej zacięta:
1. #95 ASTON MARTIN VANTAGE V8 / ASTON MARTIN RACING
2. #88 PORSCHE 911 RSR / PROTON COMPETITION
3. #61 FERRARI 458 ITALIA / AF CORSE

Tak właśnie przebiegała tegoroczna edycja Le Mans 24. Tom Kristensen nie zdobył 10. zwycięstwa na Circuit de la Sarthe, Porsche nie zaskoczyło wszystkich genialnym wynikiem w debiucie, choć było blisko, Toyota zawiodła samą siebie, w LMP2 okazało się, że by wygrać nie wystarczy dysponować większymi pieniędzmi niż konkurencja i nowszym sprzętem, a w GT jasno było widać, że doświadczenie to podstawa. Wszyscy, którzy oglądali zgodnie przyznają, że była to najbardziej emocjonująca edycja tej imprezy od lat. Większość tych, którzy brali udział, przyznała natomiast, że tegoroczny wyścig dał im się tak mocno we znaki, że opadali z sił już nawet na półmetku. Szaleńcze tempo, zacięta walka momentami jak w sprintach, a nie wyścigach długodystansowych. Do tego dramaty i pogoda, która spłatała figla. Chciało by się powiedzieć, że było wszystko, a wygrało i tak Audi…

Toyota może czuć się zawiedziona wynikiem rywalizacji.

Tym niemniej rywale rosną w siłę, choć ciągle brakuje im tego ostatecznego szlifu pozwalającego pokonać Audi na Le Mans. Brak tej solidności, która w ostatecznym rozrachunku jest tutaj najważniejsza. Przecież żeby wygrać, po pierwsze trzeba dojechać.

Czy znajdą to za rok? Czy znajdzie to dołączający Nissan? Oj już teraz wiadomo, że warto czekać na kolejną edycję tejo dobowej legendy świata wyścigów!

4 thoughts on “Le Mans 24h 2014

  • Czerwiec 17, 2014 at 10:07 am
    Permalink

    I ja w tym roku pokusiłem się na Le Mans i obejrzałem (oczywiście we fragmentach) sporą część. Niestety nie znam za dobrze tematu, więc było mi ciężko zorientować się w tych wszystkich klasach itp. Jakoś dawałem radę ale dopiero ten wpis uzupełnił mi wszystkie braki informacji. Jak zwykle ciekawie i solidnie. Dzięki i pozdrawiam.

    Reply
  • Czerwiec 18, 2014 at 10:28 pm
    Permalink

    Le Mans to wyścig niezwykły bo albo się zupełnie jego nie rozumie, albo się go kocha 😉 .

    Reply
  • Styczeń 8, 2015 at 12:31 pm
    Permalink

    Ja się muszę przyznać, że byłem kiedyś fanatykiem Le Mans! Totalna obsesja, no ale dla takich emocji jak tu nie oglądać. Chyba nikt nigdy tego nie zrozumie dopóki nie zobaczy i nie poczuje 🙂 Fajny post, bardzo dobrze opisowy.

    Zygmunt
    turbosprężarki

    Reply
  • Styczeń 8, 2015 at 12:46 pm
    Permalink

    No ma ten wyścig w sobie jakąś magię :). Dzięki za dobre słowo!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *