O nowym Vettelu i goniącym go oryginale

Hamilton nie dał dziś szans rywalom.

Zakończone właśnie GP Malezji, po niezbyt powalającej inauguracji sezonu, dostarczyło chyba pełnej skali emocji i odczuć jakie mogą towarzyszyć Formule 1. Choć walka o samo zwycięstwo nie była zacięta, a na torze nie działy się ciągle wielkie dramaty, to mieliśmy i ściganie, i sporo wyprzedzania oraz walki. Mieliśmy także, charakterystyczne dla nowego sezonu, problemy techniczne, mieliśmy wpadki mechaników, mieliśmy kierowców wyciskających 110% ze swoich bolidów, jak i takich, którzy mogli je spokojnie oszczędzać. Mieliśmy wreszcie nawet team orders, które powoli stają się standardem w Malezji, tym razem jednak odbiór przekazanej wiadomości był z goła inny, przynajmniej jeśli mówimy o odbiorze przez fanów. Działo się więc naprawdę wiele.

Patrząc na przebieg całego weekendu GP, a także testów przedsezonowych i inauguracji tegorocznej rywalizacji, nie sposób odnieść wrażenia, że dominujący Red Bull został zastąpiony przez równie mocno dominującego Mercedesa. Oczywiście jeśli ktoś stwierdzi, że wydawanie podobnych ocen po dwóch wyścigach jest przesadzone, to będzie miał pewnie sporo racji. Widać jednak już, że Mercedes zdystansował rywali od samego początku. Widać też, że Lewis Hamilton, jeśli nie zawodzi go sprzęt, dogadał się z bolidami srebrnych strzał i potrafi wreszcie rozwinąć skrzydła. Widać wreszcie było dziś, że nie pokazali pełni swoich możliwości, gdyż zużycie opon i paliwa u Hamiltona, przy zachowaniu dużej przewagi nad resztą stawki, dawało mu możliwości dalszego podkręcenia tempa, z której nie skorzystał, by oszczędzać sprzęt. Stąd właśnie dzisiejsze, przekonujące zwycięstwo duetu Hamilton / Mercedes w stylu, jaki pamiętamy z poprzednich lat w wykonaniu innego zespołu. Merc zawsze był szybki na tym torze, czy w Chinach, gdzie mamy podobną charakterystykę, dzięki temu dziś zaliczyli pierwszy dublet w F1 od ponad 60 lat.

Red Bull goni. W niesamowitym tempie, trzeba im to przyznać. Po testach nikt nie spodziewał się, że będą w stanie ukończyć jakiś wyścig, tymczasem w dwóch dotychczasowych mieli zawsze kierowcę na podium. Naprawdę szkoda Ricciardo, który jechał ładnie, a wyścig zepsuł mu, na dobrą sprawę zespół, wypuszczając go ze źle założonym kołem. Myślę, że tu znów zawiniły również światła w picie, zastępujące tradycyjnego “lizakowego”. Późniejsza awaria przedniego skrzydła jest dość zagadkowa. Na pewno nie powinno się coś takiego stać samo, ale być może skrzydło zostało uszkodzone przez mechaników, kiedy pchali bolid do boksu by dokręcić poprawnie koło. A propos mechaników – nie mieli kasków w czasie tej akcji, więc można spodziewać się kary. Tym niemniej RBR imponuje tempem w jakim… odzyskują tempo. Widać, że za kulisami jest monumentalna praca i jeśli tak dalej pójdzie, Byki wrócą bardzo szybko do walki o fotel lidera w obu klasyfikacjach.

Red Bull szybko nadrabia straty.

Ferrari. Trudno coś o nich powiedzieć. Szkoda pecha Raikkonena, jednocześnie Magnussen dalej nie przestaje mnie zadziwiać na torze jak i poza nim. Teraz wprost powiedział, że był to jego błąd, bez żadnych wymówek. Coraz bardziej lubię tego gościa. Wracając do czerwonych, Raikkonen zaliczył niestety wyścig bez historii, natomiast co do Alonso to nie wiem. Nie wiem, czy bolid jest lepszy niż się wydawało, czy może Hiszpan znów potrafił w wyścigu wycisnąć z niego więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Na pewno jednak Alonso pojechał świetny i praktycznie bezbłędny wyścig, dobrze realizując strategię i oszczędzając kiedy była taka potrzeba, a goniąc kiedy też było to wymagane, jednocześnie udowodnił, że szalone pościgi wciąż są możliwe przy nowych regulaminach i kontroli spalania. Ferrari podobno po wyścigu stwierdziło, że po przeanalizowaniu danych wiedzą, że dysponują już tempem równym Red Bullowi. Wierzę im, pytanie tylko czy tym tempem dysponuje bolid, czy jego kierowca.

McLaren jest dla mnie pewną niewiadomą. Po Australii zdawało się, że są bliżej czołówki niż wskazywałby na to dzisiejszy wynik. Jakkolwiek słabsza postawa Magnussena, który i tak świetnie się wciąż prezentuje jako debiutant, była wynikiem incydentu, to Button już jechał bez przygód, ale nie mógł nawiązać żadnej walki z czubem stawki. Jenson po wyścigu stwierdził, że bolid jest naprawdę niezły, ale zdecydowanie brakuje im prędkości maksymalnej co dobrze widać na torach takich jak ten w Malezji. Naprawdę miło byłoby ich widzieć walczących o podium lub miejsca tuż za nim. Mam nadzieję, że nie zostaną w tyle z rozwojem, a wtedy szanse na świetne wyniki będą w zasięgu ręki.

Czy to bolid jest niezły, czy Alonso znów czaruje?

Mówiąc o Williamsie nie można pominąć “Felipe Valtteri is faster than you”. Dosłownie. To był cytat. Nie wiem co za geniusz trzeciego rzutu wpadł na pomysł by rzucić taki tekst, ale wiem, że dyrektor techniczny Williamsa, Pat Symonds, nie był obecny na tym wyścigu, a na pewno rozwiązał by zaistniały problem lepiej. Każdy wie przecież, że Massa jest dość wrażliwym człowiekiem i o niezbyt mocnej psychice. Nie chodzi więc o to by rozwodzić się, że jest za słaby, czy zbyt panienkowaty, ale o to by zrozumieć, że jest pracownikiem zespołu, a zespołowi bardzo zależy na jego jak najlepszych wynikach. Rzucając taki, identyczny wręcz tekst, niszczą mu psychikę, tą samą nad którą Ferrari pracowało przez ostatnie lata, a która przeszkadzała Felipe w osiąganiu lepszych wyników. Nie twierdzę, że jest geniuszem kierownicy, bo nie jest. Na pewno jednak zachowanie zespołu w tym momencie nie było przemyślane. Mimo tego nawet, że Bottas znów jechał świetnie i jest kolejnym “młodym gniewnym” w stawce, który błyszczy, to zgodzę się z Massą, który powiedział, że na dwa okrążenia przed końcem i tak nie wyprzedziłby Buttona, szczególnie, że nie mógł wyprzedzić nawet Massy, który wcześniej z Jensonem walczył, zanim nie dojechał go jego kolega z zespołu. Sprawa będzie, jak zwykle, sporna, ale nawet jeśli Massa powinien był puścić Bottasa, to całe zdarzenie zostało źle zainicjowane przez zespół. Już przez samo użycie nieodpowiednich słów, zaczęli zwracać swojego kierowcę przeciwko sobie. Tak po prostu nie można. Tym niemniej Williams wreszcie regularnie walczy o punkty i choć przed sezonem można było oczekiwać jeszcze więcej to myślę, że i tak jest bardzo dobrze.

Niesprawiedliwe byłoby w końcu pominięcie Hulkenberga i postawy Force India, który to duet wypadł bardzo korzystnie. Znów, gdyż w Australii było podobnie. Hulkenberg jechał swój, niełatwy wyścig bo jedynie z dwoma pitstopami i robotę wykonał perfekcyjnie. W walce z Alonso nie miał wprawdzie szans, ale i tak strategia, którą zrealizował najlepiej jak się dało, pozwoliła wywindować bolid FI wysoko w tabeli wyników. Cieszy też postawa kolejnego debiutanta, czyli Kvyata. Nie błyszczy on wprawdzie tak mocno jak np. Magnussen, ale też nie dysponuje równie dobrym bolidem. Jeździ za to odważnie, ale nie głupio. Widać po prostu, że nie boi się walki. Z drugiej jednak strony w bardzo zaciętą nie był jeszcze uwikłany, więc może moje sądy są przedwczesne.

Williams chyba strzelił sobie samobója.

Z postawy Lotusa nie wiem czy się cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Wcześniej nikt nie wierzył, że dojadą bezproblemowo jakiś wyścig na początku tego sezonu, z drugiej strony wywalczona 11. pozycja Grosjeana wydaje się maksimum tego, co mogą osiągnąć w tej chwili. Swoją drogą ten wyścig dla Francuza również nie był bezproblemowy. Nieco po 40. okrążeniu wydajność dyfuzora spadła o około 20%. Pierwsze relacje zespołu po wyścigu mówiły o tym, że prawdopodobnie część dyfuzora się po prostu rozpadła (!). Nie wiem jak to będzie dalej wyglądać i nie chcę być złym prorokiem, ale dogonienie czołowej dziesiątki przez Lotusa wydaje się być bardzo, bardzo trudnym zadaniem przy możliwościach jakimi teraz dysponują. Podobnie niestety jest z Sauberem. Nie spodziewałem się, że kiedyś zobaczę szare bolidy ciężko walczące z… Caterhamem i Marussią. Najgorsze jest to, że nie widać perspektyw, a i sami pracownicy zespołu niezbyt głośno mówią o poprawie jakiej się spodziewają.

Po tym, naprawdę całkiem ciekawym i przyjemnym do oglądania wyścigu, mieliśmy za to próbkę jak wyglądać będzie przyznawanie kar i zabawa nowym regulaminem przez sędziów. Bianchi i Magnussen po dwa punkty karne, Ricciardo cofnięty za nie swój błąd o 10 miejsc na starcie GP Bahrajnu. Mam wrażenie, że sędziom spodobały się nowe “zabawki” i szeroko je stosują. Nie wiem tylko, czy na pewno słusznie.

Niemniej widać, że choć Mercedes ciut odjechał reszcie stawki, to są możliwości by go gonić, a za nim jest sporo zespołów na podobnym poziomie, co może zwiastować, coraz silniejszą rywalizację. Bahrajn czeka, a z nim kolejne wyzwania dla nowych jednostek napędowych. Czy Renault da radę usprawnić swoje silniki, na tyle by nie zagotowały się na piaskach pustyni? Czy opony nie zaczną znów wyczyniać cudów? Przekonamy się za tydzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *