Modelarstwo samochodowe RC

Finał klasy IC-8 w Nowym Sączu.

Jakiś czas temu pisałem o symulatorach wyścigowych jako pewnego rodzaju hobby, szczególnie dla maniaków wyścigów samochodowych, którzy nie mają możliwości uprawiania ich na co dzień (czyli dla większości..). W swoim życiu miałem jednak także kontakt z innym hobby, powiązanym z motoryzacją oraz wyścigami znacznie bardziej i ściślej niż wiele osób sądzi. Mowa oczywiście o przytoczonym w tytule modelarstwie samochodowym RC, czyli wyścigach modeli samochodów zdalnie sterowanych. MODELI, nie zabawek, jak wiele osób uważa, co mnie zawsze irytowało. Modele te bowiem są naprawdę bardzo zaawansowane techniczne i wymagają nie tylko dużej wiedzy, ale także umiejętności by je opanować na torze, czy choćby aby nie zrobić komuś poważnej krzywdy.

Z modelarstwem samochodowym miałem, o dziwo, kontakt jeszcze dłuższy niż z symulatorami wyścigowymi. Zajmowałem się nim bowiem od 8 do 19 roku życia. Niech jednak liczby was nie zwiodą, te modele to nie zabawki, a zawody to nie plac zabaw dla małolatów, tylko walka gdzie nieraz emocje sięgają zenitu, a stawka wcale nie składa się z dzieci, choć są i klasy specjalnie dla nich. Większość jednak to głównie osoby mieszczące się w grupie senior, czyli 18+. Kiedy ja startowałem, niemal we wszystkich startach zawsze byłem najmłodszy, ale muszę przyznać, że pod koniec mojej przygody ze startami stawka zaczęła się nieco odmładzać.

Do rzeczy więc – na czym to polega? Cóż mamy modele podzielone na kategorie. Startujemy swoim modelem na torach zewnętrznych lub halowych w sezonie zimowym, kiedy aura nie pozwala na zabawę na świeżym powietrzu. Sterujemy przy użyciu nadajnika (nie „radia”…) stojąc na pomoście, skąd możemy widzieć cały tor. W zależności od klas i rodzajów modelów (spalinowe; elektryczne) przebieg zawodów składa się z kwalifikacji, najczęściej trzech pięciominutowych oraz finałów. Modele spalinowe mają jeden długi finał zwykle trwający 20-30 minut, natomiast elektryczne trzy pięciominutowe. Powód takiego układu jest prosty – na więcej czasu nie wystarczają akumulatory. Modele spalinowe natomiast mają łatwo dostępny wlew paliwa, dzięki czemu w czasie półgodzinnego finału możemy zjechać na dotankowanie. Są to średnio trzy – cztery pitstopy na finał, podczas których mechanik tankuje model, co oczywiście też jest polem rywalizacji.

Widok na zawieszenie modelu klasy IC-10 firmy Seprent.

Modele, skąd brać te modele? Otóż kiedy zaczynałem, w modelarni w Pałacu Kultury i Nauki elementy nośne modelu jeszcze wykonywało się samemu. Robiły to kilkunastoletnie dzieciaki na normalnych maszynach warsztatowych, pod okiem opiekunów oczywiście. Obecnie technika i stopień zaawansowania konstrukcji poszły już tak daleko, że jest to po prostu niemożliwe. W większości są one wykonane bowiem z włókien węglowych i aluminium, zdarzają się nawet części tytanowe, czy z magnezu. W dodatku całość konstrukcji jest tak precyzyjnie spasowana, tak odchudzona i wysilona, że niemożnością jest zrobienie podobnych elementów bez profesjonalnych maszyn i wyszkolonych ludzi. Innymi słowy konstrukcje obecnie się kupuje, nie należy broń boże tego utożsamiać ze stwierdzeniem, że nic się przy nich samemu nie robi.

Robi się bowiem bardzo dużo. Począwszy od samych poprawek w konstrukcji, wiadomo tam się podpiłuje, tam wygładzi, żeby jeszcze lepiej i płynniej coś pracowało, przez modyfikacje, aż po multum ustawień tych małych pojazdów, którymi trzeba się zająć. Co można regulować spytacie? Pozwólcie, że przytoczę kilka modyfikowalnych parametrów, które tak z biegu przychodzą mi do głowy: przełożenia silnika, regulacja automatu skrzyni biegów (modele spalinowe), skład mieszanki silnika (modele spalinowe), pełna geometria zawieszenia, kąty wzdłużne i poprzeczne, zbieżność, rozbieżność, kąt wyprzedzenia osi skrętnej, wysokość zawieszenia, przełożenia przód – tył w modelach z napędem 4×4, ustawienia dyferencjałów, dobór mieszanek ogumienia, dobór nawet średnicy opon (ma wpływ na przełożenie), dobór przeniesienia naszych ruchów na nadajniku na serwomechanizmy w modelu, dobór twardości zawieszenia, sprężyn, gęstości oleju, ustawień przepływu oleju w samych amortyzatorach, ustawienia sprzęgła (modele spalinowe) i jeszcze sporo innych uffff….

Bieg klasy IC-10 podczas zawodów w Kłodzku.

Właśnie tak. Modele te nie tylko korzystają już z materiałów podobnych do tych z prawdziwych wyścigów, ale mają także sporo rozwiązań technicznych znanych z prawdziwych samochodów, także wyczynowych. Wierzcie mi, ale zmianę każdego z tych ustawień bardzo dobrze czuć przy prowadzeniu modelu. Teraz do przytoczonych ustawień dodajcie fakt, iż na każdym torze jest asfalt, czy dywan (na zawodach halowych) o innej przyczepności i charakterystyce, do której trzeba się dopasować. Mało tego przyczepność ta zmienia się w trakcie dwudniowych zawodów (eliminacje i treningi zwykle w sobotę, finały w niedzielę), gdyż tor ulega nagumowaniu, zupełnie jak w prawdziwych wyścigach. Dodatkowo po półgodzinnym finale topowej spalinowej klasy IC-8 na torze widać rozrzucone fragmenty opon poza idealną linią jazdy, której należy się trzymać. Są tory równe i dziurawe, co też trzeba uwzględniać w nastawach i stylu jazdy. Są wreszcie różne warunki pogodowe w których mogą jeździć modele spalinowe. Oczywiście w pełnej ulewie jazda po prostu nie ma sensu i zawody są przerywane, ale przy normalnym deszczu zakłada się opony deszczowe i jedzie dalej. To z kolei, jak i temperatura powietrza, wpływa na pracę silnika, którego mieszankę paliwa i powietrza nieraz trzeba modyfikować nawet w trakcie biegu.

Myślę, że setki takich smaczków mógłbym przytaczać jeszcze długo, ale kompletnie bym zanudził osoby czytające ten wpis. Nawiązując więc do tego, co powiedziałem na początku – to nie są zabawki, wierzcie mi. Mówię to także dlatego by uświadomić osoby, które chciałyby się zająć takim modelarstwem na wyczynowym poziomie. Modele te wymagają wiedzy i cierpliwości do obsługi. Wymagają umiejętności, które zdobywa się z czasem, nikt w pierwszym starcie nie wygrywa wyścigów, a nieraz ledwo trzyma się na torze i musi przyjmować krzywe spojrzenia innych zawodników, którym wręcz przeszkadzał w jeździe bo nawet nie potrafił bezpiecznie ustępować miejsca dublującym. Nie chodzi nawet o aspekt sportowy, ale zabawa ta wcale nie jest tania, na najwyższym poziomie idzie bowiem w tysiące złotych na sam sprzęt, więc skasowanie komuś modelu może być także sporym uderzeniem w jego kieszeń, a chyba nikt tego nie chce. Te modele wymagają także sporej odpowiedzialności. Nieraz na zawodach widziałem kibiców, czyli tatusiów, podchodzących do prostej startowej ze swoim trzyletnim dzieciakiem. Zanim ktoś zdążył kazać im się odsunąć dziecko miało już modele na wyciągnięcie ręki. Modele, których wystająca głowica silnika przekracza temperaturę 100 stopni, a one same przy wadze kilku kilogramów, pędzą po prostej startowej z prędkościami nieraz przekraczającymi 100 km/h. Nagłe spotkanie tej „zabawki” z dorosłym człowiekiem, a co dopiero z dzieckiem, może się zakończyć naprawdę tragicznie. O tym należy zawsze pamiętać.

Same zawody to już zacięta rywalizacja na torze i poza nim. Co warto podkreślić wszyscy Ci ludzie się dobrze znają, choć jak zawsze znajdzie się ktoś z kim się nie dogadasz, to jednak jest to środowisko dzielące pasję, chętnie wymieniające się doświadczeniami, po prostu ludzie z którymi miło jest spędzać czas. O to w tym wszystkim chyba chodzi.
Mało tego dzięki modelarstwu właśnie zrodziła się moja pasja do motoryzacji i pozyskałem sporo wiedzy w tym temacie. W końcu który ośmiolatek potrafi bawić się przełożeniami silnika, czy zna zasady działania dyferencjałów różnych typów i jeszcze potrafi je regulować. Dalej idąc myślę, że to hobby miało też spory wpływ na moje dalsze zainteresowania, fascynacje, a nawet wybór ścieżki dla wykształcenia wyższego (mechanika i budowa maszyn).

Model najbardziej prestiżowej klasy IC-8.

Przez te wszystkie lata przygody z modelarstwem samochodowym RC pojeździłem niemal we wszystkich klasach on-road jakie były wtedy rozgrywane, opuściłem sporo lekcji w szkole by wyjechać w piątek po południu na weekendowe zawody, zdobyłem nieco tytułów Mistrza Polski (a co, pochwalić się można), udało się zakwalifikować do pierwszych mistrzostw europy na które jechała polska reprezentacja, ale koniec końców z różnych przyczyn nie pojechałem, czego żałuję ogromnie. Co najważniejsze jednak udało się przez ten czas czerpać ogromną frajdę z hobby, zajęcia, pasji, jakiej wielu osobom dziś brakuje. Wielu, którzy żyją jedynie w systemie praca-dom. Udało się wykształcić też chęć do szukania właśnie takich pasji i zajęć, która zostanie ze mną już chyba na zawsze.

I wiecie co? Po dziś dzień czuję jeszcze i wspominam z sentymentem ten pomieszany zapach zużytych opon, oleju i spalonego paliwa modelarskiego, który czuło się zawsze schodząc po półgodzinnym finale, a który męczył nieraz bardziej niż niejeden trening sportowy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *