Nie lubię mieć racji

Pirelli powiedz przecie, czyje opony są najlepsze na świecie?

Zaledwie trzy dni temu dodawałem tutaj tekst o minionym GP Wielkiej Brytanii, który zawierał nieco, dość smutnych, wniosków dla tegorocznej rywalizacji F1. Już kilka godzin później żyłem w głębokim przeświadczeniu, że wszystko to będę musiał odszczekać i w sumie, byłem z tego zadowolony, gdyż oznaczałoby to wyrównanie walki w obecnym sezonie, czy inaczej – zachowanie nadziei, że ktoś może przeszkodzić jeszcze marszowi duetu Vettel/RBR po kolejny tytuł. Po GP Niemiec nadzieja ta niestety zaczęła poważnie przygasać.

Po ostatnim wyścigu pisałem właśnie, między innymi, o słabej formie Ferrari, któremu to zespołowi ciągle „czegoś” brakuje, czy też może raczej ciągle popełniają jakieś błędy. Po kwalifikacjach wydawało mi się, że Czerwoni jakby usłyszeli moje narzekania i dokonali cudu. Po świetnym tempie w Q2, podjęli w Q3 decyzję o wyjeździe na oponach twardych, widać że byli pewni swojego tempa, choć muszę przyznać, że wydawało mi się, iż ciut przekombinowali. Toż sami przecież pokazali w Hiszpanii, że wyścigi wygrywa się ciśnięciem ile się tylko da, a nie dziwnymi kalkulacjami. Wyścig w Niemczech niestety to potwierdził. Alonso cudem i z pomocą Safety Cara był w stanie zbliżyć się do podium, a Massa padł ofiarą włoskiego sprzętu po raz kolejny… Tak nie może się dziać w zespole marzącym o tytule i wygląda to na kolejny sezon w z wielkimi amibcjami, a małymi chęciami.

Perfekcyjny wyścig Vettela od startu do mety.

Mercedes. Ktoś mnie zaraz opluje, że stwierdziłem iż naoszukiwali i dzięki temu mają przewagę, a to nieprawda. Prawda. Prawdą jest jednak również to, iż bolid jest tak wrażliwy na wysokie temperatury, że nawet te testy nie pomogły w kompletnym zlikwidowaniu tych problemów, choć zdecydowanie je zredukowano. Lewis Hamilton przecież ukończył wyścig na 5. miejscu i katastrofa na miarę tej z Hiszpanii nie miała miejsca.
Dla odmiany Lotus pozostaje dla mnie zagadką. Bolid zdecydowanie zaczyna odstawać od reszty ścisłej czołówki, jednak w warunkach takich jak te w miniony weekend, konstrukcja pokazuje wszystkie swoje atuty, powiązane głównie z oponami, które zdają się być głównym czynnikiem rozstrzygającym o wynikach w obecnym sezonie. Lotus po prostu nie jest wrażliwy na wysokie temperatury, a przede wszystkim nie zajeżdża w takich warunkach swoich opon. Przy odrobinie szczęścia, jeśli chodzi o warunki, Lotus ma szansę wywindować swoich zawodników wysoko w klasyfikacji końcowej. Szczęście to chyba jednak nieco za mało, jeśli chce się wygrać tytuł mistrza świata, nie uważacie? Problemy finansowe Lotusa są faktem i miejmy nadzieję, że warunki pogodowe pomogą im uzyskiwać lepsze wyniki, a zarazem i większe zainteresowanie sponsorów.

Red Bull i Vettel natomiast zrobili w tym wyścigu wszystko to co mieli zrobić, Webber też przyczynił się do sukcesu swojego (erm) kolegi, bardzo dobrze startując po raz pierwszy od czasów niepamiętnych. Tym razem Vettel pojechał naprawdę jak na mistrza przystało, świetnie broniąc się przed atakami Lotusów pod koniec wyścigu. Nawiasem mówiąc, jak zawsze w sumie, nie mogę odpędzić od siebie myśli jak różniłaby się rywalizacja od tej, którą oglądamy, bez wykorzystania systemu DRS.

Lotusy sprawują się świetnie w takich warunkach.

McLaren jak w dołku był, tak jest dalej i zdaje się nie zamierza już się zbyt wygrzebywać. Dlaczego? Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z tego, iż przyszły sezon oznacza zmiany regulaminowe wielokrotnie większe od tego, co mieliśmy w 2009 roku (słowa nie moje, lecz członków zespołów). Wszystko to prowadzi do bardzo trudnych wyborów, jakie w obecnym sezonie muszą podejmować zespoły. Ba! Zespoły tak bogate jak McLaren taki wybór poniekąd podjęły już dawno i oni rozwiązania pod regulamin AD 2014 rozwijają już od minionego roku! Inne zespoły jednak niekoniecznie mogą sobie na to pozwolić, poza tym wszystkie teamy obowiązują ograniczenia ilości osób pracujących przy rozwoju nowych konstrukcji. Innymi słowy ten sezon jest partią szachów, w której nie da się wygrać, a jej wynik przesądza nie tylko o partii, która już się toczy, ale także o wyniku tej przyszłorocznej. Dlatego też np. McLaren właśnie, w chwili obecnej, może już zarzucić rozwój obecnego bolidu i zupełnie skupić się na konstrukcji przyszłorocznej. Co z innymi zespołami, nawet tymi za McLarenem? Tu sprawa nie jest tak prosta jak myślicie. Słabsze zespoły bowiem z reguły dysponują mniejszymi budżetami. To zaś z kolei oznacza, że każdy punkt zdobyty w klasyfikacji może być dla nich wart nie tylko dziesiątki milionów, wypłacane pod koniec sezonu za dane miejsca w klasyfikacji konstruktorów, ale po prostu też być albo nie być. Podobnie sprawa się ma z liderami, którzy przecież jeżdżą by wygrywać i każde zwolnienie tempa rozwoju bolidu może oznaczać, iż rywale zaczną odjeżdżać. To tylko takie drobne przypomnienie o tym, że walka toczy się w naprawdę wielu innych sferach, nie tylko tej głównej, czyli na wstędze asfaltu.

Swoją drogą warto przypatrzeć się też zespołom z drugiej części stawki. Tam widać, że bolid STR również, mimo całkiem niezłej prędkości, jest bardziej wrażliwy na wysokie temperatury asfaltu. Również Force India w Niemczech wypadło gorzej, niż byśmy się spodziewali po nich w obecnym sezonie. Czy to tor, czy znów opony – trudno powiedzieć. Ten sezon można określić jak na razie w jeden sposób: nikt nic nie wie, ale i tak wygra Vettel.

Marussia wreszcie była gwiazdą transmisji…

Tymczasem od GP Węgier kolejne tasowanie stawki i rozdanie oponowego pokera, gdyż Pirelli wprowadzi na Hungaroringu nowe opony, warto przypomnieć, że inne opony były używane też już na Nurburgringu. W Niemczech mieliśmy opony z kevlarowym oplotem zamiast stalowego (Pirelli zmieniło bo przecież to nie oni byli winni tragedii na Silverstone, tylko zespoły…), tymczasem Węgry przywitają kierowców hybrydą tegorocznych mieszanek, z zeszłoroczną konstrukcją opony. Tak. Tą konstrukcją, z którą było tyle awantur i nie wydano na nią zgody. Skąd więc ta zmiana? FIA ganiąc Pirelli pod publiczkę jednocześnie zmieniła przepisy na takie, umożliwiające zmianę tej konstrukcji bez zgody zespołów. Cyrk? Ojjj tak.

Bycie kibicem Formuły 1 staje się coraz trudniejsze. Nie tylko dlatego, że trudno stwierdzić jaki jest naprawdę rozkład sił i co zdarzy się w kolejnym wyścigu, kto zarzucił obecny sezon na rzecz przyszłego, a kto sobie po prostu nie radzi, ale te wszystkie rzeczy są przecież ciekawe. Nieciekawe kibicowanie robi się, kiedy zaczynamy rozumieć, że ktoś tym wszystkim stara się sterować zza zielonego stolika. Po co to ja się pytam, skoro i tak wszyscy wiemy, że wygra RBR/Vettel?

6 thoughts on “Nie lubię mieć racji

  • Lipiec 9, 2013 at 6:43 am
    Permalink

    Małe sprostowanie: Massa wypadł z toru z własnej winy do czego się sam przyznał.
    Wkurzam się trochę na te Twoje teksty o F1, że stają się tak negatywnie nastawione, może nie do samego sportu ale do ludzi, którzy nim kierują. Twoja ukierunkowana niechęć odbija się jednak na opisie samego przebiegu rywalizacji itp. Spróbujmy potraktować F1 jak ojczyznę Polskę i kochajmy ją, niezależnie kto nią rządzi i jak.
    Czy F1 to cyrk? Tak, największy na świecie. Wszyscy o tym wiemy.
    Tak, masz rację niemal w 100%. Ja też pieprznąłem pilotem na kilka okrążeń przed końcem wyścigu, kiedy przekonałem się, że Lotusy nie dadzą rady i że znowu wygra Vettel. Dominacja RBR jest wkurzająca ale czy nie przypomina Ci to lat 2000-2004? Nudno wtedy było ale ja nie narzekałem, bo jestem fanem Schumiego. Nie jestem fanem Vettela, to i narzekanie jest usprawiedliwione 😛 hehe

    Reply
  • Lipiec 9, 2013 at 4:00 pm
    Permalink

    Ale ja nigdzie nie napisałem, że jakoś negatywnie odbieram to iż Vettel wygrywa i wykorzystuje potencjał swojego bolidu, szczególnie, że teraz pojechał naprawdę dobrze. Po prostu stwierdziłem fakt, że co by się nie działo, to i tak wygra Vettel. Ciut więcej dystansu 😉 .

    I ja wcale nie pieprznąłem pilotem bo za bardzo mnie interesują wyścigi, żeby nie oglądać nawet tego, co inni uznają za maksymalne nudziarstwo. Nie jestem też negatywnie nastawiony "z założenia" do włodarzy F1 i FIA. Ja po prostu komentuje ich ostatnie decyzje, a że żadna z nich – od 2009 roku praktycznie – nie była trafna, to już nie moja wina. Od wprowadzenia DRS, przez brak wynegocjowania limitów budżetów zespołów, wepchnięcie na siłę do stawki teamów, które nigdy się tam nie powinny znaleźć, brak odwagi do ukarania Mercedesa, wymaganie od Pirelli papierowych opon, a na podawaniu mediom ładnych rzeczy, a w tym samym momencie załatwianiu innych za ich plecami skończywszy. Ja wiem, że w F1 się wszystko rozbija o pieniądze i to tylko, coraz bardziej, kolejny biznes, ale nie widzę powodu by się zgadzać z czymś, tylko dlatego, że tak jest. Chyba, że ty uważasz te decyzje za trafne, no to po prostu różnimy się poglądami, a tak już bywa 🙂 .

    Reply
  • Lipiec 9, 2013 at 4:03 pm
    Permalink

    PS. Co do Massy – wypadł z toru ze swojej winy, ale nie pojechał dalej przez usterkę skrzyni (biegi się nie dały zbić, musiał próbować ruszyć z 5.).

    Reply
  • Lipiec 10, 2013 at 6:32 am
    Permalink

    Każdy z nas czyta innymi oczami (jest taki model 4 uszu i ust chyba). Tak jak jedna moja znajoma: każde słowo bierze do siebie i najczęściej jako osobistą zniewagę, nawet jeśli jej powiesz, że ładnie wygląda.
    Przyznałem Ci przecież rację. Nie ma w moich słowach krytyki, jedynie uwaga, że tekst jest napisany w negatywnym tonie i bardzo się na nim to odbija. A co do samej F1: czy ja się z Tobą zgadzam? Pewnie, może poza stanowiskiem w sprawie DRS. Ale opisałbym to inaczej.
    Zaatakowałeś mnie tym komentarzem a mój nie miał takich intencji. Ciut więcej dystansu 😉

    Reply
  • Lipiec 11, 2013 at 4:02 pm
    Permalink

    Nie chciałem atakować! Broń boże! 🙂

    No to ok, zasłużyłeś na cały wpis uzasadniający moje stanowisko w niedalekiej przyszłości 😉 .

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *