Czemu zrzędzę na F1

Każdy swoją… tylko, czy jest jeszcze co skrobać?

 Jako, że ostatnimi czasy dość często i gęsto wypowiadam się negatywnie o decyzjach, szeroko pojętego, grona władającego Formułą 1, nie uszło to uwadze także i czytelników tej strony – o dziwo tacy są 😉 . W związku z tym, żeby nie pozostać gołosłownym i może zacząć też głębszą dyskusję, czy analizę problemów, które ja dostrzegam, zapraszam na drobne tłumaczenie się z mojego postrzegania odgórnych decyzji wpływających na kształt rywalizacji w F1 w przeciągu ostatnich kilku lat. Wszelkie opinie, także sprzeczne z moimi, oczywiście mile widziane!

Do rzeczy więc. Zacznę ogólnie od problemu, który zdaje się trapić szczególnie organy zarządzające królową motorsportów i z nasileniem objawiającym się właśnie tutaj. Otóż, używając hasła w większości reklam wyrobów farmaceutycznych – tutaj leczy się źle, gdyż leczy się objawy zamiast leczyć przyczyny.  W dodatku po drodze pojawia się wiele sprzeczności.

Weźmy, na pierwszy ogień, słynne już ograniczenie kosztów. Słyszymy o tym z nasileniem non stop niemal od 2009-2010 roku. Jak jednak można traktować poważnie takie zapowiedzi, skoro nie dość, że na chwilę obecną nie da się ich zrealizować, gdyż zespoły mające to w interesie skutecznie blokują takie ustalenia przy podpisywaniu nowego porozumienia odnośnie warunków rywalizacji w F1 (Concorde Agreement), to jednocześnie wprowadza się wynalazki takie jak KERS, czy nowe silniki, które windują koszty w kosmos i angażują wszystkie dostępne środki nawet wśród najlepszych i największych teamów. Dla mnie to się, za przeproszeniem, kupy nie trzyma.

Dla jasności – Todt i FIA też święci nie są.

Pozwolę sobie jeszcze na wtrącenie odnośnie tego kto właściwie rządzi Formułą 1. Wydaje wam się to proste i oczywiste? Skądże znowu. Znających angielski, lubiących kruczki prawne i zainteresowanych wejściem F1 na giełdę zapraszam do TEGO artykułu by poznać choćby stopień zawiłości sytuacji. Dla prostych kibiców najważniejsze w tej chwili jest po prostu stwierdzenie, że w tym momencie władzę nad F1 sprawuje F1 Group rządzone przez Berniego Ecclestone’a do spółki z FIA oraz FOTA. Dwie pierwsze instytucje są związane ze sobą kontraktem na prawa do transmisji itp. (commercial rights) na 100 lat! Jego zawiłości wyjaśnia nieco artykuł podany kilka linijek wyżej. Wracając do samego układu sił. F1 jest bezpośrednio pod rządami Berniego, jednak dopóki F1 organizowana jest pod szyldem Mistrzostw Świata FIA podlega również jej regulacjom, a zarazem daje FIA pewną władzę. Władza ta jest jednak rzeczą płynną, gdyż wszelkie regulacje są ustalane pomiędzy trzema ciałami: FIA, F1 Group oraz FOTA (stowarzyszenie zespołów F1) właśnie pod postacią Concorde Agreement. Tak więc na ile tylko płynna jest ta władza, każdy próbuje odciągnąć jej nieco na swoją stronę, czego przykłady mamy w ostatnich miesiącach, choćby przy sytuacji z oponami i szukaniu winnych u każdego, tylko nie u siebie.

Właśnie. Opony. Kolejny przykład złego zarządzania tym pięknym sportem. Jasne, na pewno jest w tym całym zamieszaniu pewna wina Pirelli, w końcu to oni owe opony produkują. To jednak nie Pirelli ustaliło same sobie wymagania co do opon, które po prostu miały “tworzyć” show. Owe wymagania zostały zapewne w pewnym stopniu ustalone przy podpisywaniu kontraktu, a teraz Pirelli obarcza się winą za nieumiejętność zrobienia papierowych opon, które będą wytrzymywać obciążenia F1. Pirelli z kolei broniąc się zrzuca winę na zespoły, za nieprawidłowe użytkowanie tychże opon. Nad tym wszystkim siedzą Panowie przy zielonych stolikach i liczą wpływy do własnych portfeli. Chyba, że próbujecie mi wmówić, że producent dostarczający opony także do GP2, GP3, FIA GT, Blancpain Endurance Series, Ferrari Challenge, Lamborghini Supertrofeo i kilku innych nie potrafi wytworzyć opon, które wytrzymują bez problemów pół godziny jazdy w F1. Litości. Przecież jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych mieliśmy opony kwalifikacyjne dające niesamowitą przyczepność, ale mające żywotność jednego okrążenia. Dziś mamy minimalne różnice czasowe między różnymi mieszankami, a są równie podatne na uszkodzenia. Stąd też należy zadać pytanie, czy naprawdę ktoś w Pirelli przekombinował, czy może ktoś tam na górze postawił producentowi opon nierealne wymagania. Tego raczej się nigdy do końca nie dowiemy, gdyż Panowie z grubymi portfelami potrafią skutecznie umywać ręce.

Problemy z oponami są, winnych niestety nie ma.

Z oponami wiąże się też historia z ostatnim pogrożeniem palcem przez FIA przed publicznością i zganieniem F1 za sytuację z oponami i próby zmiany konstrukcji opon w trakcie sezonu, podczas gdy jednocześnie uchwalono zmianę regulaminu dopuszczającą przebudowanie opon w trakcie sezonu, co przed chwilą krytykowano. Jak można takie działania poważnie traktować? Dowodzi to tylko, że FIA jest tak samo winna niektórym błędom, jak sam Bernie Ecclestone, na którego zrzuca się odpowiedzialność za wszystko. Nie to, żebym go bronił.

Patrząc jeszcze raz na osławioną redukcję kosztów i chęć uatrakcyjnienia widowiska. Redukcja miała umożliwić uboższym zespołom rywalizację na równi z najlepszymi. Właśnie. Nowe zespoły. Dołączone w 2010 roku teamy po dziś dzień sprawiają wrażenie wepchniętych tam na siłę. Dość powiedzieć, że z trzech zaakceptowanych w 2010 roku zgłoszeń jeden zespół praktycznie nigdy nie powstał, co już wiele mówi o sposobie w jaki wybierano zgłoszenia. Tam nie kierowano się możliwościami i zdolnością do rywalizacji na poziomie F1, lecz patrzono pod kątem uśmiechnięcia się w kierunku nowych pieniędzy i nowych rynków. Tak było z US F1, mającym zmiękczyć grunt pod wejście z przytupem F1 na nowy tor w Stanach. Team Lotus był z kolei projektem rządu i przedsiębiorstw Malezyjskich skrojonym by promować markę Proton. Jak widać po dziś dzień trudno uzasadnić istnienie zespołów jak Marussia, Caterham, czy nieistniejące już HRT, w stawce F1. Trudno o ile oczywiście nie weźmiemy pod uwagę głównego powodu wszelkich działań na współczesnym świecie – pieniędzy.

Po co robić coś na siłę? Oto F1 jadące niemal tempem GP2.

 Koronny mój przykład “leczenia skutków, a nie przyczyn” to dzieło szatana ukryte pod nazwą DRS. Mówcie mi co chcecie, znajdujcie argumenty jakie chcecie, odwołujcie się do bogów i religii, ale niestety nie zaprzeczycie jednemu – jest to system dający przewagę atakującemu. Wyobrażacie sobie coś takiego w innym sporcie? Wyobrażacie sobie np. sędziów w piłce nożnej przymykających celowo oko na faule, strzały ze spalonego, jeśli wykonywała je drużyna przegrywająca? Wyobrażacie sobie, żeby w kolarstwie ten, którego inni gonią musiał zaciągać hamulec, aby reszta mogła go dogonić i wyprzedzić? Ja nie. Niestety dokładnie taką samą sytuację mamy obecnie w F1. Był narzekania na małą ilość wyprzedzań, więc mądre głowy wprowadziły jedyne rozwiązanie na jakie potrafili wpaść. Owo rozwiązanie, wbrew głoszonej przez włodarzy F1 opinii, nie zwiększa ilości wyprzedzań, a jedynie zmienia ich statystyki w tabelkach po wyścigu. Instytucja wyprzedzania niemal całkowicie została dzięki DRSowi zlikwidowana, nawet sam fakt walki koło w koło niemal znikł. Po co walczyć i zużywać papierowe opony, kiedy można dojechać do prostej, wcisnąć przycisk “push to pass” i załatwić sprawę bez problemu. Bez możliwości obrony przez wyprzedzanego na tych samych warunkach. To nie jest wyprzedzanie to jest po prostu mijanie. Nie trzeba walczyć, nie trzeba bronić, nie trzeba umieć tego robić, nie trzeba nawet ustawiać bolidu tak aby to ułatwiał w większości przypadków. Wyprzedzania po prostu nie ma. Kompletna tragedia. Jeśli ktoś uważa, że się mylę proszę by obejrzał jakikolwiek wyścig innych serii wyścigowych bo najwyraźniej tego ostatnio nie robił, a zobaczycie ile nam zabrano radości i piękna tego sportu.

Tak to właśnie wygląda. Mało wyprzedzań zamieniono na ich brak. Mało bolidów zamieniono na atrapy bolidów biorących udział w rywalizacji, które to atrapy nigdy nie powinny znaleźć się na torze. Rywalizację zamieniono na walkę o przetrwanie opon. Mówcie co chcecie, chętnie wysłucham waszych opinii, ale mnie się to po prostu nie podoba.

PS. Zauważcie, że nie wspominam choćby o KERS i wielkości przyszłorocznych silników. Czemu? O tym już wkrótce.

5 thoughts on “Czemu zrzędzę na F1

  • Lipiec 21, 2013 at 11:29 am
    Permalink

    Absolutnie się z tobą zgadzam. F1 ma na celu ciecie kosztów, ale poprzedzonych większymi kosztami. To idiotyzm.

    A co dalej, F1 powinna się kojarzyć z chmarą dymu, trzylitrowymi silnikami kręconymi do 20 000 obrotów, jak to miało miejsca parę ładnych lat temu. A co mamy mieć w 2014? Silniki mniejsze od zwykłych osobówek, ograniczenia dotyczące zużycia paliwa, silniki kręcone do bodaj 15 000 czy tam 12 – nie pamiętam już.

    Od lat pasjonuję się F1, ale chyba pora przerzucić się na ciekawsze sporty motorowe, takie jak MotoGP DTM czy rajdy. Ja chcę oglądać wyścigi, walkę w zakrętach, a nie kierowców pytających swoich inżynierów, czy na poprzednim okrążeniu nie spaliłem kroplę paliwa za dużo.

    Podobno w latach 80 (a raczej pod ich koniec) wycofano wyścigi WTCC, gdyż obawiano się, iż przez nie F1 straci oglądalność i milionowe zarobki. Teraz to chyba będzie nieuniknione 🙁

    Ah, jak dobrze, że Robert Kubica, najprawdopodobniej, sezon 2014 spędzi w WRC – tam nie trzeba martwić się o ilość paliwa w zbiorniku 😉

    Reply
  • Lipiec 22, 2013 at 6:17 am
    Permalink

    No i znowu się lekko wkurzam czytając twój wpis, bo jakby nie patrzeć… no niestety masz rację. Nie patrzyłem na F1 od tej strony a może nie zauważałem jej od tej strony.
    Nie sądzę, żebym przestał kiedykolwiek oglądać F1 ale rzeczywiście idzie to w złym kierunku, w szczególności to "cięcie kosztów". Jestem ciekaw kiedy bolidy będą napędzane silnikami 600cc? I to całe "zamrażanie prac" – po jasną cholerę? Wiesz, że co do DRS mam odmienne zdanie ale co do reszty, muszę się pokornie z Tobą zgodzić.
    Jeszcze tylko napisz, czy jest jakaś nadzieja dla F1? Skoro włodarze źle rządzą tym sportem, to przecież musi być jakaś opozycja, nie? 😀
    Pozdrawiam.

    Reply
  • Lipiec 22, 2013 at 2:27 pm
    Permalink

    Mateusz polecam World Endurance Championship bo to chyba obecnie ostoja jeszcze w miarę normalnych wyścigów – DTM już też się do nich nie zalicza. Jeszcze wszystkie seriale GT jak Blancpain Endurance Series, czy GT3. A no i GP2, World Series By Renault, czy GP3 – tam wszędzie bolidy nieco słabsze ale i więcej prawdziwego ścigania bez całego cyrku dookoła 🙂 .

    Wojtek > O! Bo na twojej opinii mi najbardziej zależało, gdyż ja nie chciałem się kłócić, a po prostu szerzej się rozpisać by dokładnie wyjaśnić swoje zdanie na ten temat. Akurat DRS jest z mojego punktu widzenia największym problemem, no ale OK staram się być tolerancyjny 😛 .

    Ja tam żadnym specem nie jestem szczerze mówiąc, opisuję po prostu obecną sytuację, to co się już wydarzyło i decyzje jakie zapadły już odnośnie przyszłości, więc nie uważam się za osobę mogącą tutaj prorokować. Jeśli przeczytałeś może ten angielski artykuł, który linkowałem w tekście, to wiesz, że zmiana kierownictwa F1 (tj. Berniego) jest niemożliwa bez zgody FIA. Tzn. w teorii kierować F1 może tylko osoba, której FIA jest przychylna, ale i ten przepis da się obejść wchodząc na giełdę, więc wiadomo, tyle co nic. Moim zdaniem Bernie już odleciał w kosmos i nie rządzi tym sportem, a jedynie wypełnia swój portfel. Z drugiej strony nie ma na świecie wielu osób oprócz niego, a może i żadnej, która tak się w tym wszystkim orientuje i potrafi ogarnąć i ma tyle znajomości oraz takie wypływy. Briatore? Mosley? Dennis? Nie wiem naprawdę. Trudno kogoś wskazać, tak jak trudno stwierdzić, czy ktoś kto by objął władzę po Berniem potrafiłby zrobić to lepiej niż on. Tutaj bowiem problem polega na tym, że zbyt wiele władzy jest skupionej w rękach jednego człowieka. FOTA i FIA powoli może to rozbijają, ale jednak. Nie jest tak jak w innych sportach, gdzie administruje nimi całe grono ludzi. Stąd trudno powiedzieć, czy ktoś potrafiłby ogarnąć całą władzę jaką ma Bernie, czy potrafiłby może ją z kolei rozbić, tak aby skuteczniej zarządzało większe grono.

    Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć i szczerze przyznam, że mnie ono przerasta 😉 .

    Reply
  • Lipiec 26, 2013 at 6:17 am
    Permalink

    Cholera, no musiałem Cię jakoś podpuścić 😀 hehehe
    A na poważnie, bez zbędnego patosu – twój blog to kopalnia wiedzy na temat motosportu. Chętnie czytam twoje wpisy (wszystkie) ale czasami nie mam kiedy komentować. Zachowaj tylko obiektywizm, bo profesjonalność twoich wpisów jest niekwestionowalna.
    A i jedna mała rada: dłuższe teksty dziel na odcinki 🙂 Ludzie tak przywykli do krótkich przekazów (Twitter, Facebook itp.), że ciężko im czytać tekst, który ma więcej niż trzy akapity 🙂

    Reply
  • Lipiec 29, 2013 at 3:40 pm
    Permalink

    Nie ma czegoś takiego jak obiektywizm i zdaję sobie z tego sprawę ;), ale staram się jak mogę no czasem może nie wychodzi.

    Dzielić nie będę, piszę dla tych, którzy chcą to czytać w treści i formie jaka mi wyjdzie 😉 . Krótko to na FB czasem coś daję bo tam i na to miejsce, tutaj sienkiewiczuje 😀 .

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *