Niezadowolone podium

Cóż za wesołe grono zwycięzców…

Po jednym z najsmutniejszych podiów, jakie można było zobaczyć w wyścigu kończącym miniony sezon, przyszło nam oglądać jedno z najbardziej niezadowolonych i skłóconych podiów ostatnich lat w rywalizacji sportowej w ogóle. Szczerze mówiąc aż zastanawiałem się, czy w ogóle próbować opisywać to, czego dziś byliśmy świadkami bo ile osób tyle opinii, a takie wydarzenia wywołują raczej skrajne emocje – jak się okazało – nawet u kierowców. Ta strona jest jednak właśnie do komentowania, więc nikomu mojego komentarza nie oszczędzę, przy czym za dużo o samym wyścigu nie będzie bo i pisać niezbyt jest o czym. Pisać można za to dużo o minach czołowej trójki na konferencji prasowej, o tym co tam mówili oraz gdzie się podziały walory sportowe Formuły 1.

Malezja, szczególnie od czasu przeniesienia wyścigu na godziny późno popołudniowe czasu lokalnego, słynie z tego, że weekend bez deszczu jest tam zjawiskiem czysto abstrakcyjnym. Tak było i tym razem, przez co już od kwalifikacji mieliśmy wielki hazard z ustawieniami bolidów pod konkretne warunki panujące na torze. W warunkach „pół na pół” najlepiej poradził sobie Sebastian Vettel, ale świetnie pojechały też oba Ferrari plasując się tuż za nim z, po raz kolejny, wyżej ustawionym Massą. Ciut rozczarował Lotus, a nie pomogła jeszcze dodatkowa kara dla Kimiego za blokowanie innych kierowców podczas okrążenia pomiarowego.

Pogoda w Malezji jest przewidywalnie nieprzewidywalna.

Warunki w wyścigu zapowiadały się na bardzo podobne do tych z kwalifikacji. Start na oponach pośrednich, tor miejscami zupełnie suchy, a miejscami kompletnie mokry. Hazard kompletny. Start przebiegł spokojnie, jednak już na drugim zakręcie Fernando Alonso „pocałował” tył Red Bulla Vettela, który mocno zwolnił być może z braku przyczepności na wyjściu, a być może chcąc zwolnić stawkę na wejściu w zakręt by móc potem szybko jej uciec – manewr bardzo często stosowany, szczególnie przy restartach po zjeździe samochodu bezpieczeństwa. Tak czy siak zakończyło się to uszkodzeniem skrzydła bolidu Alonso z winy jego samego. Nie byłoby to jednak katastrofą, katastrofą okazała się kuriozalna decyzja o nie ściągnięciu Alonso od razu do boksów po nowe skrzydło, co zaowocowało jego urwaniem i zakończeniem ścigania jakieś 200m po minięciu boksów Ferrari. Nie jestem w stanie logicznie wyjaśnić decyzji zespołu bo chyba nie można wytłumaczyć tego winą kierowcy, który przedniego skrzydła zza kierownicy nie widzi i musi polegać na obserwacjach inżynierów. Ci z kolei wykazali się kompletnym brakiem myślenia – już nie po raz pierwszy niestety jeśli chodzi o Ferrari. Warto zwrócić uwagę jak bardzo poprawił się McLaren, w co nikt chyba nawet nie wierzył. Jenson Button wykonał świetną robotę i mógł być sensacją (patrząc po wynikach z Australii), jednak po swoim błędzie i zbyt wczesnym wyjeździe od mechaników wszystko przepadło. Na tym tak naprawdę można zakończyć analizę rywalizacji w Malezji. Reszta to jakieś kompletnie posypanie się nakrętek i kluczy pneumatycznych w Force India oraz zaskakujące utknięcie Raikkonena za Hulkenbergiem i Perezem oraz jazda Massy, od którego można było oczekiwać więcej. Dalej to już niestety tylko Mercedes i Red Bull Racing…

Chcę zaznaczyć, że wiem iż są „dobra wyższe” szczególnie w F1 jak wynik zespołu, kasa, sponsorzy itp. Wszystko jednak ma, a przynajmniej powinno mieć, swoje granice. To co widzieliśmy dzisiaj na torze, moim skromnym zdaniem, je przekroczyło, a potwierdzeniem tego jest to co działo się poza torem już po zakończeniu wyścigu. Nie chodzi o to, że sposób w jaki Mercedes i RBR rozegrały wyścigi jest czymś nowym, czy niedozwolonym. Każdy wie, że team ordes były, są i będą. Natomiast nie mogę zrozumieć i nie mogli jak widać było sami kierowcy, z jakiej paki owa „broń” jest stosowana już w drugim wyścigu sezonu, kiedy tak naprawdę żadnego rozkładu stawki jeszcze nie ma. Ba! Wygląda to tak jakby owymi team orders próbowano rozkład tabeli ustawić wedle własnych zachcianek! Nie mogę zrozumieć czemu Rosberg, będący sporo szybszy i wręcz wlokący się za Hamiltonem pod koniec wyścigu, nie mógł go wyprzedzić, mimo że mógł to zrobić w strefie DRS zupełnie bezpiecznie i bez ryzyka dla zespołu. Nie mogę zrozumieć Vettela krzyczącego przez radio, żeby zdjęli mu z drogi Webbera bo go blokuje. No kurdesz facet jesteś trzykrotnym mistrzem świata i krzyczenie przez radio to jest twój sposób na przesunięcie się wyżej na torze?! Ręce opadają. Nie mogę w końcu zrozumieć działań zespołu RBR i jego włodarzy, którzy sami doprowadzili psychikę Vettela do takiego stanu. Webbera z resztą też. Wszystko przez kuriozalne układy na torze, nawet wtedy gdy nie są potrzebne i pójście w zaparte potem przed kamerami, że nic takiego nie miało miejsca. Serio słuchając wypowiedzi np. Helmuta Marko mam wrażenie, że ktoś ma mnie za półgłówka albo sam nim jest. Dzisiaj był łaskaw powiedzieć, że „w Red Bull Racing obaj kierowcy są traktowani na równi, w przeciwieństwie do Mercedesa”. Łganie prosto w oczy ot czym to trzeba nazwać proszę Państwa. Takie podejście zespołu do spraw układu sił i mydlenie oczu zamiast załagodzić konflikty, tylko je zaostrza. Kiedyś na łamach tej strony zastanawiałem się, kiedy Webber wreszcie wybuchnie i uzna, że już za wiele bycia popychlem. Okazało się, że musiałem czekać krócej niż myślałem.

Jaki to sport, gdzie trzeba przepraszać kolegów?

Mercedes? Cóż w zeszłym sezonie za opinie, które wygłaszałem na różnych stronach i forach z erm… profesjonalnymi komentarzami odnośnie F1 nazywany byłem fanboyem Ferrari. Za to co dziś powiem stanę się zapewne fanboyem Mercedesa. Otóż to co dziś widzieliśmy jest różnicą klas między RBR, a resztą stawki. Mercedes, podobnie jak Ferrari, gra w otwarte karty. Nikt nie próbował tam zaprzeczać co stało się na torze, więcej – dokładnie cały ciąg zdarzeń potwierdzono. Na podium natomiast widzieliśmy załamanego Hamiltona bo i jemu samemu takie 3. miejsce frajdy nie sprawiło. Sportowiec jest od wygrywania i przegrywania. Nie od dostawania. Obok natomiast widzieliśmy Vettela z zaciśniętymi zębami przekonanego o swojej wyższości, co z resztą potem potwierdził na konferencji mówiąc, że Webber jest mniej zadowolony od niego bo to on wygrał. Dlaczego Ferrari, Mercedes i inne zespoły potrafią się zachowywać normalnie, podczas gdy RBR robi ze wszystkich idiotów? Po co ukrywać coś co każdy widział i co jest dozwolone w regulaminie sportowym nawet? To tak jakby próbowali nam wmówić, że ich pojazd tak naprawdę nie ma czterech kół, a jeździ jedynie na trzech.

Najsmutniejsza jest w tym wszystkim sytuacja Marka Webbera, który swoim zachowaniem dziś zyskał pewnie wiele uznania, jednak nic to nie zmieni. Dlaczego? Webber jest już starszym kierowcą jak na stawkę F1. Nie jest też najszybszym. W skrócie więc jego ewentualne odejście z Red Bulla byłoby albo końcem kariery w F1, albo skazaniem się na zespoły pokroju Caterhama, czy maksymalnie Williamsa. Innymi słowy: Mark może się oburzać, ale ręce ma związane.

Nikt nie powiedział, że świat jest sprawiedliwy prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *