Barbórka 2012

Karowej czar…

Motocykliści mają wyspę Man. Formuła 3 ma GP Macau. Rajdowcy mają Dakar. Formuła 1 ma Monaco, a wyścigi długodystansowe mają Le Mans 24h. My natomiast mamy Rajd Barbórki i OS Karowa, czyli takie nasze małe, polskie, rajdowe Monaco. Event bardzo fajny i uważam, że każdy fan motorsportu powinien przynajmniej raz na nim zawitać. Coś pomiędzy imprezą sportową, a show dla publiczności. W tym roku wybrałem się i ja,choć wielkim fanem rajdów nie jestem, więc zapraszam na moją, nazwijmy to, relację.

Barbórkę trudno tak naprawdę nazwać rajdem. Jednodniowa impreza z kilkoma odcinkami tak krótkimi i wąskimi, że nawet jazda gokartami po nich nie byłaby czystą formalnością. Odcinki przypominają raczej próby sprawnościowe dla profesjonalnych kierowców i dają możliwość podziwiania, w przeciwieństwie do innych rajdów, samochodu na niemal całej trasie odcinka, w kontraście do stania na jednym zakręcie i obserwowania 10 sekund z przejazdu każdego kierowcy przez ten fragment.
Niech forma imprezy jednak was nie zmyli. Zawodnicy biorą ją naprawdę na serio i dają z siebie wszystko właśnie ze względu na jej rangę i prestiż. Ba! Nie wiem jak w tym roku, ale wiem, że w poprzednich latach budowane były samochody specjalnie na Rajd Barbórki! To o czymś chyba świadczy.

Tomasz Kuchar na OS Bemowo.

Myślę, że samo wydarzenie to też ewenement nie tylko na skalę naszego kraju bo chyba trudno znaleźć podobne wydarzenie, gdzie samochody rajdowe śmigają po kilku miejscach dużego miasta, serwis również ulokowany jest praktycznie na jego chodnikach, a wszystko kończy się przejazdem jednej ulicy w błysku fleszy i ludziach wdrapujących się na drzewa by móc oglądać zmagania z jak najlepszej pozycji.
Całość jest też fajnie otwarta i przystosowana dla widzów. Serwis znajdujący się, przynajmniej w tym roku, na Bemowie jest otwarty dla każdego i tłumy przemieszczają się swobodnie między stanowiskami zespołów i pracującymi mechanikami, a jazda na samych zmaganiach sportowych się nie kończy bo po każdym odcinku specjalnym, jak i przed nim zaplanowane są także pokazy. W tym roku oglądać można było legendy rajdów, czyli min. Lancia Fulvia dziarsko pokonująca odcinki Barbórki, Renault 5, a na Karowej zjawili się nawet drifterzy dając genialny pokaz umiejętności. Na trasie pojawiła się nawet odbudowana, legendarna już, Syrena Sport.

Prace przy Focusie WRC Michała Kościuszki.

Nie wiem, czy warto coś pisać o samej rywalizacji bo wszyscy zdaje się świetnie się bawili, tak kibice jak i kierowcy. Może jedynie to, że przechadzając się po serwisie od razu było widać, w których zespołach jest więcej kasy bo nawet jeśli nie było awarii to miejscami mechanicy cały czas coś grzebali i polerowali każdą śrubkę by tylko mieć pewność, ze całość jest sprawna w 101%. Bardzo wyraźnie było też widać kto jedzie szybciej, nawet na tak krótkich odcinkach. Przejazd Kajetanowicza od samego początku wyglądał niemal idealnie, co z resztą miało wymierne skutki, czyli wygrana na Karowej. Skończyły się już niestety czasy zamiatania bokami na rajdach, gdyż niemiłosierne komputery wyliczyły to co w wyścigach jest już wiadome od dawna, czyli że szybciej jedzie się dostatecznie zwalniając przed zakrętem i wchodząc z pełną przyczepnością, niż wpadając w niego bokiem z gazem w podłodze i pełnym uślizgiem wszystkich kół. Cóż, pewnie strata dla kibiców, ale i po prostu znak czasu.

Karowa ma swój niepowtarzalny klimat!

 Opis imprezy byłby niepełny bez wspomnienia o komentarzu w wykonaniu min. Jerzego Iwaszkiewicza. Niestety większość tego co on mówi jest niesłyszalna w relacji telewizyjnej, a Barbórka i Karowa po prostu nie byłyby tym czym są bez jego przytyków, żarcików, zabaw z publicznością, czy czasem po prostu… niezorientowania się w sytuacji. To w jaki sposób, dobitnie i bezpośrednio, bez ogródek, a jednocześnie ze stylem komentuje przez nagłośnienie zmagania na trasie, jest po prostu nie do podrobienia.

Po wizycie na jubileuszowej, 50. edycji, Rajdu Barbórka szczerze polecam zjawienie się na kolejnym wydaniu tej imprezy. Nieczęsto można być tak blisko rywalizacji i widzieć tak wiele przejazdów w tak krótkim czasie, nie wspominając już o dodatkowych atrakcjach. Pamiętajcie tylko, żeby wszystkie ciepłe rzeczy zabrać ze sobą podwójnie, chyba, że po całym dniu stania na OSach, chcecie się dobitnie przekonać co to znaczy zamarznąć, a przecież nie chcemy by cokolwiek zepsuło nam frajdę z podziwiania rywalizacji – Panowie, którzy stali bez czapek tylko po to by nie zepsuły im się fryzury wypaćkane żelem na pewno przyznają mi rację 😉 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *